Noc
minęła spokojnie. No dobra nie, Jessica budziła się jak zwykle, co dwie
godziny z płaczem, Louis też marudził, że mam ją uciszyć, a najbardziej
denerwowało go palenie światła, gdy musiałam przewinąć córeczkę.
Rano, gdy włożyłam małą do wózka, Louis jeszcze spał, więc położyłam się
obok i przytuliłam do niego. Brakowało mi jego ciała, zapachu i nawet
tego, że czasami był taki oschły.
Chłopak leżał na plecach a moja głowa na jego torsie. Poczułam delikatne
pocałunki na czubku, od razu podniosłam wzrok, a chłopak wpił się w
moje usta.
-tęskniłem za tym. Przepraszam, że Cię opuściłem.
-wytłumaczysz mi co tutaj się dzieje?
-Stanley, to jest chłopak, który jest naszym wrogiem. Mówiłem Ci, ale dla twojego dobra pójdę się z nim spotkać.
-Nie zostawiaj mnie tutaj samej.
-Wrócę, przynajmniej spróbuję.
Rozłożyłam się jeszcze wygodniej na łóżku i słuchałam śpiewu ptaków,
który wkradał się przez otwarte okno. Co jakiś czas patrzyłam na moją
małą królewnę, która wesoło gaworzyła. O ile można to tak nazwać. Teraz
mam przy sobie ukochaną córeczkę i miłość mojego życia.
-Weź ją do nas na łóżko.
-To sam wstań po nią, mi się nie chce, jestem śpiąca.
-Ale ja nie potrafię.
-Podłóż dłoń pod główkę, a drugą pod pupę i ostrożnie wyciągnij ją z wózka.
Patrzenie na bezradnego Louisa było bardzo słodkie, z chęcią mu się
przyglądałam. Chłopak podał mi małą, po czym zaraz sam położył się na
łóżku. Umieściłam małą po swojej lewej stronie.
Gdy leżeliśmy ze sobą jak prawdziwa rodzina do pokoju zapukał Jackson.
-oooo jak tu słodko, ale teraz Lou ruszaj dupę, mamy niezapowiedzianego gościa.
Po minie chłopaka było widać, że to nie wróży nic dobrego. Louis wstał i
szybko się ubrał. Zaraz jak wyszedł zrobiłam to samo i zeszłam na dół. W
salonie siedziała Noami i Vanessa, a żadnego z chłopaków nie było.
-Gdzie jest Louis?
-Z chłopakami na dworze.
-Kto przyszedł?
-prawa ręka Stanleya.
-Przytrzymajcie Jessie idę do nich.
-Patricia, nie możesz. On nie może wiedzieć, że tutaj jesteś.
-Mam to w dupie.
Ominęłam stojącą w przejściu Vanessę i wyszłam na dwór. Gdy otworzyłam
drzwi i zobaczyłam stojącą osobę z gangiem Tomlinsona moje nogi zmiękły.
Chłopaki odwrócili sie w moim kierunku, a w oczach Louisa widziałam
złość.
-Wypierdalaj stąd, zajmij się czymś w domu!
Nie
odpowiedziałam mu tylko swoją uwagę skupiłam na brunecie, jego twarz
rozpoznałam od razu, to on mnie zgwałcił. Dean wyciągnął telefon i do
kogoś zadzwonił. Zaraz za mną znalazła się Noami, która siłą wciągnęła
mnie do środka. Gdy tylko znalazłam się tam, pobiegłam na górę i
porozrzucałam wszystkie rzeczy które były w tym pokoju.
Gdy cała
złość mi przeszła uklęknęłam i po prostu zaczęłam płakać, wspomnienie
wróciło i teraz zauważyłam małe podobieństwo Jessicy do jej ojca. Nie
chcę aby ona miała cokolwiek wspólnego z tym człowiekiem, wtedy to
byłaby najgorsza rzecz jaka mogłaby mi się przytrafić.
-Patricia, mała płacze.
-Nakarm ją, ja nie mam siły. Nie chce teraz nikogo widzieć - mówiłam
przez płacz - Noami wyjdź stąd i nie przychodź tutaj z małą. Proszę.
Gdy dziewczyna wyszła zwinęłam się w kłębek i siedziałam na podłodze płacząc. Dlaczego akurat mi to musiało się przytrafić?
-Gdzie ona jest? - usłyszałam wkurwiony głos Louisa, który było słychać
aż z dołu. Dziewczyny musiały mu najwidoczniej powiedzieć, bo po chwili
drzwi do pokoju otworzyły się z impetem.
-Co ty sobie kurwa
wyobrażasz? Po jakiego chuja wyszłaś na dwór? - nie odpowiedziałam mu,
na co zostałam siłą podniesiona do góry za ramiona, w które boleśnie
wbijały się jego palce - odpowiedz mi kurwa, co to miało znaczyć?
Dziewczyny nie powiedziały Ci, że masz nie wychodzić? - znów milczałam,
na co chłopak potrząsnął mną - Pozwalasz aby twoje dziecko płakało na
dole, dziewczyny sobie z nią rady nie dają a ty co? Rozpierdoliłaś
wszystko w pokoju i masz jakąś jebaną chimerę.
Nie patrzyłam na
niego, miałam zamknięte oczy a po moich policzkach płynęły słone łzy.
Teraz one spowodowane były nagłym atakiem Louisa. Nagle poczułam piekący
ból na prawej stronie twarzy, przez co moim ustom wyrwał się jęk bólu.
Spojrzałam na chłopaka, który spoliczkował mnie, miałam ochotę wyrwać
mu się, ale każda próba bolała coraz bardziej, przez zaciskające się
palce na moich ramionach.
-Teraz grzecznie pójdziesz po J, uspokoisz ją i nakarmisz. Nawet nie waż się wyładowywać na niej bo skończę z tobą.
-Myślisz, że byłabym w stanie zrobić coś jej? - załkałam - Prędzej siebie zabije niż ją chociażby uderzę.
Wyminęłam chłopaka i zeszłam po córeczkę.
:'( czemu on musi byc taki okrutny? :( ale dalej pls! <3 jak zwykle zajumiste :*
OdpowiedzUsuń