Odszedł
i zostawił mnie samą, nie wiedziałam co mam zrobić. Stałam sama i
czułam jak każda cząstka mnie rozpada się na małe kawałeczki, nie
rozumiałam dlaczego to zrobić. Usiadłam na ławce myśląc co będzie dalej.
On odszedł, a obiecywał mi, że pomoże. Nic już nie będzie tak jak
dawniej.
*8 miesięcy później*
Urodziłam, ale nie
oddałam dziecka. Może to był błąd, ale jak lekarze położyli mi na
rękach małą, nie byłabym jej w stanie oddać. Dzieckiem zagłuszyłam
pustkę po Louisie. Nadal jakaś mała cząstka mnie dalej za ni tęskniła.
Tata, gdy się dowiedział o ciąży nie był zadowolony, ale po rozmowie z
mamą zaczął się mną opiekować i był przeciwny oddaniu dziecka. Rodzicie
wspierali mnie każdego dnia.
-Mamo! Ubierz Jess, chciałam się spotkać z Charlotte więc zabieram małą na spacer, a jeszcze sama musze się naszykować.
Z racji tego, że mamy lato mogę wychodzić z małą codziennie. Wciągnęłam
na siebie czarną spódniczke i bordową koszulkę na ramiączkach. Włosy
związałam w wysoką kitkę, bo tak jest wygodniej przy małym dziecku.
Jessie jest bardzo podobna do mnie, przez co bardzo się ciesze, dzięki
temu aż tak bardzo nie przypomina mi w jaki sposób powstała.
Nie
wiem jak poradze sobie z jej pytaniami gdy już będzie rozumna. Jako
matka z dzieckiem pewnie nie za szybko znajde kogoś kto się nami
zaopiekuje. Mówi się trudno.
-A nakarmiłaś ją już? Czy masz zamiar siedzieć w parku i ją karmić?
-Zapomniałam, ale sukieneczka wcale nie przeszkadza przecież w
karmieniu. - zaśmiałam się gdy tylko zeszłam do salonu i zobaczyłam
małą.
-Odzywał się do Ciebie?
-Kto mamo?
-Wiesz o kogo pytam.
-Nie widziałam go, nie rozmawiałam z nim, nawet lepiej. W końcu mam spokój.
-Nie chcesz zabrać przypadkiem Matt'a ze sobą do parku?
-Nie rozśmieszaj mnie mamo. Jak zostaniesz pewnego razu z Jessie to
wezmę go do wesołego miasteczka, pasuje?- rozmawiałam z mamą karmiąc
J(czyt. dżej)
Dzisiaj w Londynie było na prawdę ciepło. Co ostatnio
zdarza się bardzo rzadko. Mama ostrożnie włożyła małą do wózka i pomogła
wynieść mi go na zewnątrz. Spojrzałam na zegarek. Mam pół godziny aby
znaleźć się w parku, który jest oddalony od mojego domu o kwadrans. Nie
spieszyłam się, ale i tak byłam wcześniej niż moja przyjaciółka.
Usiadłam na ławce nie przestając bujać mojej kruszynki. Patrzyłam jak
zasypia.
Moim oczom ukazała się przyjaciółka. Uśmiechnęłam się do niej a ona po chwili mnie pocałowała w policzek.
-Jestem bardzo dumną chrzestną.
-Hahaha, a skąd wiesz, że nią będziesz?
-Bo mnie kochasz i zrobisz to dla mnie. Mogę ją wziąć na ręce?
-No przecież wiesz, że tak. Idziemy do Strackbursa?
-Ciastko, lody i mrożona kawa?
-Jak zawsze - tak.
-Patricia, ostatnio widziałam Louis'a w okolicy sklepu mojej mamy.
-Najwidoczniej wrócił. Ostatnio o nim myślałam. Przypomniałam sobie te
wszystkie sms'y które od niego dostałam jak byłyśmy wtedy na kawie co
nie pozwolił mi wychodzić. - wzięłam od przyjaciółki małą która zaczęła
płakać - w jakiś sposób Jessie też przypomina mi o nim każdego dnia.
-Jestem ciekawa dlaczego tak zrobił.
Gdy Charl poszła zamówić nasz zestaw, ktoś położył mi karteczkę na stoliku i wyszedł. Nie rozpoznałam osoby.
"Powiedz Louisowi, że jeżeli nie pokaże się za dwa dni tam gdzie miał
być, coś będzie mogło się stać tobie, albo twojemu dzieciakowi" - to co
przeczytałam było dla mnie szokiem. Nie rozumiałam dlaczego to ja jestem
powiązana z nim. Od 8 miesięcy nie widziałam go, ani nawet z nim nie
rozmawiałam.
Wykręciłam do niego telefon, ale jak zwykle nie odebrał.
Powiedziałam o tym wszystkim Charlotte, gdy tylko przyszła.
-Spróbuj z mojego zadzwonić.
-Ma wyłączony, pewnie już zrezygnował z tego numeru.
-To pojedźmy do niego do domu.
-Do Ciebie jest bliżej, więc chodźmy.
Nie myślcie, że zapomniałam o Jessie, wózek ma opcje zrobienia z niego
nosidełka więc usiadłam z małą na tyle. Charlotte znała drogę.
Dom
wyglądał na opuszczony, nie byłam tu od 7 miesięcy, wszystko zarosło i
wyglądało strasznie, brudne okna. Wyprowadził się uciekając przede mną.
-Pat, co robimy? Bo ja się o Ciebie boje i nie pozwole ci tego zostawić.
-Pojedźmy do Noami. Ona powinna wiedzieć co się dzieje.
-musisz mnie pokierować.
Ten dom stał i wyglądał tak samo jak go widziałam pierwszy raz.
Złapałam za klamke i chciałam już wychodzić ale zatrzymała mnie
Charlotte.
-Pójść tam z Tobą?
-Nie, ale czekaj na mnie i na Jessie. Ona Zaraz sie obudzi więc ją wezmę.
Wysiadłam z auta mając nadzieje, że oni mi jakoś pomogą, że będą wiedzieli gdzie jest Louis i o co chodzi.
Przed drzwiami zastanawiałam się chwile co mam zrobić, odrzuciłam od
siebie myśli wrócenia do auta, potrząsnęłam głową i zapukałam do drzwi.
-Patricia co ty tutaj robisz? - pierwsze pytanie jakie zadał mi Dean zaraz po otworzeniu drzwi - Noami chodź tutaj!
-Gdzie jest Louis?
-Nie mogę Ci tego powiedzieć.
-Pat! Cześć. - dziewczyna uśmiechnęła się do mnie.
-to twoje? - zapytał Dean.
-tak. Jessica.
-to Louisa? - tym razem Noami.
-nie.
-to po co go szukasz?
-Dean idioto, może byś najpierw wpuścił Patricie do środka a nie stoimy na progu. - ponagliła go Noami.
Weszliśmy do salonu, dzisiaj było tutaj bardzo cicho.
-Dlatego go szukam - pokazałam im karteczkę i czekałam na jakiekolwiek słowo.
-To jesteśmy w dupie.
-Dzwoń do matki, że nie wrócisz do domu.
-Chyba sobie żartujesz, ja mam dziecko, a tam wszystkie potrzebne artykuły.
-Wyślij kogoś żeby ci je przywiózł.
-możesz mi powiedzieć o co chodzi?
-to Stanley. Poznałem jego pismo, masz przejebane.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz