*Louis POV*
Powiem szczerze, że bałem się spotkać ze Stanley'em. Jak wtedy
zostawiłem ją, byłem rozmawiać z szatynem, na temat jego kolegów.
Mieliśmy układ, że to co należy do nas nie może zostać ruszone przez
drugich, ale co prawda Patricia wtedy nie była jeszcze moja, nadal nie
jest, ale Stanley nic o tym nie wie. Wsiadłem do auta z chłopakami i
pojechaliśmy na miejsce spotkania, stara
pusta fabryka. Byłem pewien, że on zabierze ze sobą kumpli, dlatego
też Dean, Tom i Jackson pojechali ze mną, a Tyler pilnował dziewczyn w
domu. Przyjechaliśmy przed czasem, żeby się nie spóźnić. Też już na mnie
czekał, tak jak myślałem nie był sam, Robin, Nathan i Max stali za nim w
pozycji bojowej, a ja moich chłopaków zostawiłem w aucie.
-Witam Pana Tomlinsona, myślałem, że się nie pojawisz, skoro próbowałeś zadbać o bezpieczeństwo swojej maskotki.
-myliłeś się. Po co chciałeś się ze mną spotkać? - nie chciałem
pokazywać, że jestem wściekły wiec spokojnie zadałem mu pytanie.
-Milion i twoja niunia jest bezpieczna, masz 3 dni na zdobycie
pieniędzy, inaczej mamusia twojej Patrici będzie w niebezpieczeństwie,
bo do dziewczyn łatwego dostępu nie będę miał, skoro mają pięciu
ochroniarzy.
-Powiedz mi dlaczego się od niej nie odczepicie?
-bo przerwałeś moim kolegom zabawę.
-nie pomyślałbym nigdy, że masz tak nie wychowanych znajomych. W mojej
dzielnicy została zaatakowana, przekroczyłeś linie umowy.
-Ona przestała istnieć, z dniem kiedy pobiłeś mojego brata.
-ale historia z Matt'em to zupełnie inna historia, nawet nie będę
wspominał kto zaczął. Pieniędzy nie dostaniesz, ale możemy się ścigać.
-Wygrywam dajesz mi pieniądze, przegrywam, zostawiam was w spokoju. Tylko gdzie i kiedy?
-Po co przekładać spotkanie, skoro już tutaj obaj jesteśmy, niech przyprowadzą nam auta i jedziemy.
-Szybki jesteś. Tak samo dziecko, pierwszy strzał i już tatuś?
-Od mojego życia się odpierdol - zwróciłem się do chłopaka - a Ty Dean
jedź z Tom'em po auto, wiesz które, nie mów nic dziewczynom.
Rozmawiałem z Jackson'em o najlepszym sposobie pokonania przeciwnika bez
żadnych oszustw. Pierwsi przyjechali autem Stanley'a, Ford Mustang Mach
III, miałem kiedyś identyczny model, jego maksymalna prędkość bez
podkręceń wynosi 293 km/h, ale ja dziś postawiłem na najlepsze auto z
garażu Corvette C6 ZR1 - wraz z chłopakami dopieściliśmy ją tak, że
setkę osiągała w dwie sekundy a jej maksymalna prędkość wynosiła
380km/h. Gdy tylko zobaczyłem czerwone cudo w moich oczach zaświeciły
się małe cegiełki.
-Widzimy się na górze śmierci - powiedziałem i
wsiadłem do chevroleta aby móc dojechać na miejsce. Dlaczego ona tak się
nazywa? Dużo ludzi zmarło na niej przez wyścigi samochodowe. Jest tutaj
bardzo dużo ostrych zakrętów.
Deana, sprawdzał, czy wszystko jest w porządku pod maską.
- Ten frajer przekona się, kto tu rządzi.
Przybiliśmy sobie piątki, i zamykając klapę maski, odsunął się do
reszty chłopaków. Corvetta zawierała nitro, tak jak wszystkie bryki
przeznaczone do wyścigów. Dodatkowym plusem tego cudeńka była jego
karoseria, która dawała mu ostrego wyglądu.
- Dobrze wiesz, że to wygrasz. - Machnął ręką, wciąż w znakomitym humorze Jackson. - Musisz mi dać się nim przejechać.
Powoli podjechałem do linii startu. Obok mnie już stał Stanley z tym
jego przeciętnym autkiem. Oboje zaczęliśmy gazować, gdy Nathan stanął
między nami.
Gotowi...
Do startu...
Start!
Dodałem gazu, szybko ściągając nogę ze sprzęgła, i manewrując skrzynią
biegów, powtarzałem tą czynność, aż do momentu wrzucenia szóstego biegu.
Stanley mając auto z mniejszym przyspieszeniem, jechał zaraz za mną,
gdy tylko moje auto osiągnęło pełne przyspieszenie wtedy pokazało, na co
je stać. Zaczęły się zakręty, czyli coś, co jest najlepszą częścią
wyścigu.
Wchodząc w pierwszy z nich, puściłem na krótko pedał gazu,
co spowodowało poślizg. Operując gazem, skupiałem się na właściwym
kontrolowaniu kierownicy. Nie mogę oszukiwać, ale z tym zakrętem Stanley
poradził sobie dużo lepiej. Jednak to mnie nie zdekoncentrowało. Byłem
we własnym świecie i tylko to się liczyło.
Wiedziałem, że mnie
dogania, ale wtedy zobaczyłem kolejny, tym razem ostry skręt.
Przygotowałem się, i w momencie, gdy do niego dojechałem, krótko i
energicznie naciskałem stopą pedał hamulca. Trzymając dłońmi kierownicę,
wyrównałem ślizg tylnych opon. Zakołysało mną trochę, ale tym razem
dałem radę tak samo jak chłopak. Zaczął dzwonić mój telefon. Odebrałem
włączając głośnomówiący.
-Louis, uważaj, z tego co mówili z CB w waszą stronę kierują się gliny.
-Dobra damy radę.
Tak jak mówił przyjaciel tak też się stało, po niecałych 5 minutach
obok przejechał radiowóz policyjny który zaraz za nami zaczął pościg.
Już była ostatnia prosta, meta i wygrałem. Stanąłem autem w poprzek, co
wykorzystał Stanley uderzając we mnie, auto zaczęło się obracać a ja
odpływałem.
*POV Dean*
Gdy zobaczyłem, co się stało, od razu
stanąłem w miejscu i podbiegłem do przyjaciela. Auto było rozwalone, a
Louis leżał odrzucony od niego z 10 metrów. Sprawdziłem tętno,
wyczuwalne, więc złapałem za telefon i zadzwoniłem po karetkę. Chłopaki
zajęli się gaszeniem palącego się silnika, a ja byłem przy przyjacielu.
Ten skurwiel nam za to kiedyś zapłaci. Nie odpuszczę mu tego. Karetka
przyjechała, a ja zadzwoniłem do Tylera, aby zabrał dziewczyny do
szpitala. Patricia musiała przy nim być..
O boze! :o blagam szybko kolejna czesc!
OdpowiedzUsuń