*Patricia POV*
Louis leży w szpitalu - te słowa cały czas siedziały mi w głowie odkąd
poinformował nas o tym Tyler. Ubrałam się szybko i naszykowałam Jessie,
wiem, że nie powinnam jej tam zabierać, ale to było najlepszym wyjściem.
Nie wiedziałam co się stało. Szybko pojechaliśmy do szpitala.
Pielęgniarka, nie chciała powiedzieć nam gdzie leży, ale okłamałam ją,
mówiąc, że jestem jego narzeczoną i muszę go zobaczyć.
-Sala 21, na pierwszym piętrze.
Zostawiłam małą Noami i pobiegłam tam, gdzie wskazała mi pielęgniarka.
Tom, Jackson i Dean stali przed pomieszczeniem.
-Co się stało? - powiedzialam prawie bezgłośnie.
-To przez tego skurwiela.. Louis... On jest w krytycznym stanie.
Podeszłam do grzwi, ale nie było mi pozwolone je otworzyć. Dean przytrzymał klamkę.
-Wpuść mnie do niego! - wykrzyczałam błagalnym głosem.
-Nie możesz tam wejść. Lekarze nie pozwalają.
-Nie rozumiesz, że mam to w dupie? Zostaw te jebane drzwi i daj mi tam
wejść! - byłam bliska płaczu, ae jeszcze się trzymałam. Chłopak tym
razem wysłuchał moje polecenie i puścił klamkę. Gdy weszłam do sali
pielęgniarki od razu starały się mnie stamtąd pozbyć, ale nie dałam się
wyprowadzić. Zobaczyłam Louisa przypiętego do różnych maszyn.
-Proszę stąd wyjść, bo zaraz zawołam lekarza.
-Nigdzie nie zamierzam wychodzić.
Usiadłam przy chłopaku i do pomieszczenia wszedł doktor.
-Kim pani jest i co tu robi?
-Jestem jego narzeczoną!
Złapałam chłopaka za rękę, a w tym czasie urządzenie do którego był
przypięty nagle zaczęło piszczeć. spojrzałam się na ekran - brak akcji
serca.
-Siostro reanimujemy, wyprowadzić tą panią!
-Louis prozę
nie! Nie możesz teraz odejść! - szarpałam się i krzyczałam, ale to i tak
nic mi nie bo zaraz znalazłam się za drzwiami, po moich policzkach
zaczęły spływać łzy, nie docierało do mnie nic co mówili znajomi. Noami
mnie przytuliła dodając trochę otuchy.
-On nie może umrzeć - wyszeptałam, a dziewczyna się ode mnie odsunęła.
-Patricia, co tam się stało?
Nie odpowiedziałam jej, ale zaraz z sali wyszedł lekarz. - Stan Louisa
Tomlinsona jest już stabilny, ale jak na razie może tylko Pani wejść. -
wskazał palcem na mnie, wyminęłam koleżankę i usiadłam koło łóżka
Tommiego. Palcem jeździłam w górę i w dół po jego dłoni, nie płakałam
już ale na prawdę się o niego bałam.
Z tego co mogłam zauważyć miał
gips na nodze, ręce i strasznie poobijaną twarz. Mam nadzieje, że
szybko z tego wyjdzie, bo nie wygląda za dobrze.
-Chce pani może czegoś do picia? - zapytała się pielęgniarka, która była cały czas w sali.
-Nie, dziękuję. Może mi pani powiedzieć co mu jest?
-Trafił do nas w bardzo złym stanie, jego koledzy bardzo dobrze
zrobili, że zadzwonili po karetkę, bo w drodze do szpitala był pierwszy
raz reanimowany. Jego stan nie zapowiada się dobrze. Ale zrobimy
wszystko co w naszej mocy, żeby wyzdrowiał.
-A będę mogła przy nim zostać?
-Radziłabym wrócić do domu, bo nie posiadamy żadnych miejsc dla takich osób jak pani.
-Dam sobie radę nawet na krześle, byle by być przy nim.
Do drzwi ktoś zapukał, nie ktoś tylko Noami, gdy je otworzyła
usłyszałam płacz J. juz wiedziałam o co chodzi więc poderwałam się z
miejsca i poszłam do niej. Pora na jedzenie, więc płacze.
-Patricia, wracajmy do domu. Przecież nie możesz tutaj zostać całą noc.
-Właśnie, że zamierzam. Jakoś sobie poradzę z małą.
-A może zadzwoń do matki? - Dean podsunął mi dobry pomysł.
Odeszłam od grupy znajomych i wykręciłam numer. Po pierwszym sygnale już odebrała.
-Cześć córeczko, stało się coś?
-Nie mamuś, gdzie jesteście?
-U babci. Wszystko z wami w porządku?
-Ze mną i z małą tak.. - zawiesiłam się na chwilę, co moja mama wykorzystała.
-A z Louisem?
-Jesteśmy w szpitalu. Miał wypadek i jego stan nie jest za dobry.
-Oj kochanie, tak mi przykro. Przyjechać po Jessie?
-Nie, jakoś dam sobie radę, zostańcie u babci.
-Nie będziesz z małą zostawała na całą noc w szpitalu. Zaraz zabieram tatę i jedziemy do Ciebie.
-Tylko uważajcie na drodze, proszę.
Przytuliłam do siebie małą i pocałowałam ją w czółko, postanowiłam, że
pierwszy raz uśpię ją nosząc ja na rękach, zawsze zasypiała albo w
wózku, albo bezpośrednio w łóżeczku. Nie chciałam jej rozpieszczać, bo
od tego jest babcia.
Wróciłam z nią do sali, w której leżał Louis.
Urządzenia pikały, wszystko było dobrze. Po niecałej godzinie
przyjechała mama, przytuliła mnie do siebie i wzięła Jessie, mówiąc, że
ja chce to mogę dzwonić w każdym momencie, bo będą w domu.
Cały
czas czuwałam przy jego łóżku i trzymałam za rękę. Gdy nad ranem byłam
już wykończona położyłam głowę przy jego dłoni i zasnęłam, cały czas
czuwając.
Poczułam lekkie uściski dłoni, co mnie obudziło. Louis patrzył się na mnie zdezorientowany.
-Oh, Louis obudziłeś się. Przytuliłam jego dłoń do swojego policzka,
ale słowa, które po tym usłyszałam, spowodowały, że zmiękły mi nogi.
No jprdl w takim momencie?! Blagam dodaj kolejna! Plis plis plis <3 <3 <3 :D
OdpowiedzUsuń