środa, 1 lipca 2015

Część druga, rozdział jedenasty.

Rano obudziłam się już w lepszym humorze, spojrzałam na śpiącego obok mnie chłopaka i poczułam ciepło w sercu, mimo że a niego nie zasługiwałam, to wiedziałam, że jest miłością mego życia, tak samo jak ja jego.
Zajrzałam do pokoju córeczki, która smacznie spała w swoim łóżeczku, przykryłam ją dokładniej kołderką i zamknęłam drzwi, żeby jej nie obudzić przy robieniu śniadania.
Po wejściu do kuchni, ustawiłam ekspres i zrobiłam sobie kawę, musiałam wypić ją szybko żeby Louis nie zobaczył, bo „to może zagrozić dziecku”. Wyjęłam z lodówki jajka i mleko, z szafki mąkę i mikser, zaczęłam rozrabiać ciasto, naszykowałam też patelnie i olej. Gdy miałam wszystko naszykowane dopiłam szybko moją kawę i brudny kubek włożyłam do zmywarki, po cichu weszłam do sypialni i następnie naszykowałam sobie luźny strój na dzisiejszy dzień, czyli krótkie bawełniane spodenki i jedną z luźniejszych bokserek. Dzisiejszy dzień zapowiadał się ładnie, słońce świeciło już o 7 rano, włosy związałam w kitkę i nałożyłam podkład. Odkąd stałam się matką, nie malowałam się tak jak wcześniej. Miałam na to mniej czasu i ochoty. Gdy tylko wyszłam z łazienki zobaczyłam, że Lou już nie śpi.
-Cześć kochanie – przywitałam się z nim.
-Dzień dobry – posłał mi jeden z najpiękniejszych uśmiechów. - długo już nie śpisz?
Spojrzałam na zegarek który stał na szafce nocnej – tak od godziny. Chodź, zrobię Ci śniadanie.
-A Ty? Co będziesz jadła?
-Nic, boje się, że znów zwymiotuję, potem zjem jabłko albo coś takiego. Wolę się nie narażać.
-Umówiłem się wczoraj wieczorem, że Michael przyjedzie do nas koło 17, więc proszę kochanie, nie planuj nic.
-Idziesz dzisiaj do pracy?
-Tak, tak. Niedługo Dean przyjedzie z Noami, bo chciała się z tobą spotkać.
-No dobrze. Proszę, o to śniadanie. - przez całą naszą rozmowę przygotowywałam śniadanie dla mojego narzeczonego. Zrobiłam mu jeszcze szybko kawę. - Lou pamiętaj żeby naszykować listę gości który przyjdą od Ciebie, ja też zaraz usiądę i się tym zajmę.
Gdy zabrałam talerz i kubek w którym Louis pił kawę, domofon zadzwonił. Chłopak otworzył i pobiegł do garderoby żeby się ubrać. Otworzyłam drzwi wejściowe i od razu rzuciła się na mnie No.
-Och kochana, jak ja Cię dawno nie widziałam! - przytuliła mnie jeszcze bardziej. - Słyszeliśmy, że spodziewacie się dzidziusia. Gratulacje – wykrzyknęła.
-Ciszej, Noami mała jeszcze śpi. -uśmiechnęłam się do przyjaciółki i wyswobodziłam się z jej uścisku. - Cześć Dean – pocałowałam go w policzek.
Odkąd pojawiłam się w ich ekipie i zaczęłam się stawiać, wszyscy zupełnie inaczej się zachowują, nie ma już tego dystansu między dziewczynami a chłopakami.
-Gdzie Louis? - zapytał Dean.
-Ubiera się, zaraz powinien przyjść. Zrobić wam coś do picia?
-Ja podziękuję – uśmiechnął się chłopak – ale pewnie Noami będzie chciała.
-Tak, tak jak najbardziej, potrzebuje kolejnej dawki kofeiny – uśmiechnęła się. Po chwili Lou do nas dołączył, przywitał się z przyjacielem i jego dziewczyną, po czym panowie szybko wyszli.
Postawiłam przed przyjaciółką kubek z parującym napojem i usłyszałam zapłakany głos mojej córeczki.
-Mami! Mami! - gdy wyjrzałam z kuchni zobaczyłam, że Jess chodzi po naszej sypialni – Mami!
-Księżniczko, tutaj jestem. - zaczęłam iść w jej stronę, a gdy ona mnie zobaczyła od razu zaczęła biec. Spojrzałam na jej twarzyczkę i po policzkach płynęły łzy.
-Nidzie cie nie byo,
-Chodź do mamusi – wzięłam ją na rączki i weszłam do kuchni – zobacz kochanie kto do nas przyszedł.
-Cocia No! Coca No – wyciągnęła do niej rączki, a brunetka wzięła ją na rączki. Usmażyłam dla małej jednego naleśnika, po czym No ją karmiła, a ja wzięłam kartkę i zaczęłam spisywać listę gości. Osób z bliskiej rodziny miałam 25 osób, do tego znajomi, bliscy znajomi moich rodziców, rodzice moich przyjaciół i jak zobaczyłam listę osób to lekko się załamałam, 50 osób było ode mnie. Miałam nadzieję, że lista osób Louisa będzie dużo mniejsza.
-Masz już suknie kupioną? - wyrwała mnie z zamyślenia Noam.
-Tak, na wesele i poprawiny, zostało mi tylko kupić jakąś sukieneczkę dla Jess.
-To chodź pójdziemy z małą na spacer i przy okazji coś dla niej poszukamy. Jest taki ładny dzień, należy go wykorzystać.
Zgodziłam się na propozycję dziewczyny. Poszłam ubrać J. i wyszłyśmy.
Po godzinie byłyśmy w najbliższym centrum handlowym. Chodziłyśmy po sklepach z dziecięcymi ubrankami ale do tej pory nic nie znaleźliśmy. Gdy zrezygnowane chciałyśmy wyjść z centrum by wrócić do domu, zobaczyłam na manekinie śliczną błękitną sukienkę z tiulu. Podeszłyśmy do wystawy i szukałyśmy w którym sklepie znajdziemy ową rzecz. Gdy Noami pokazała palcem, szybko udałyśmy się do sklepu.
Po odszukaniu odpowiedniego rozmiaru przymierzyłam sukienkę mojej córeczce, wyglądała w niej pięknie. Poszłyśmy do kasy i wróciłyśmy do domu. Zrobiłam nam kakao, małej podałam obiadek i położyłam ją spać, razem z No włączyłyśmy jakąś komedię, rozmawiałyśmy na temat wesela i ich planów na przyszłość. Dziewczyna boi się, że Dean nie oświadczy jej się za szybko. Była z nim rok dłużej niż ja i Lou. Wliczając oczywiście nasze rozstania.
-Zazdroszczę Ci Pat tego wszystkiego co mam.
-A ja czuję, że na to nie zasłużyłam. Wszystko dzieje się tak szybko, mam niecałe 21 lat, niedługo będę żoną i matką drugiego dziecka.
-Ale zobacz, Louis Cię kocha, chce być z tobą i w końcu będziesz miała z nim dwójkę dzieci a on Cię mimo to nie zostawił. Powinnaś się z tego cieszyć, a nie załamywać tym faktem. Będziesz już ustatkowana. Duża ilość dziewczyn chciałaby być na twoim miejscu, więc nie marudź. Koło 16 przyjechali chłopcy, Dean zabrał swoją dziewczynę, a my z Lou zostaliśmy sami, pokazałam mu sukienkę dla córeczki
-Przygotowałam listę osób, ile tobie wyszło osób do zaproszenia Lou?
-5ciu pracowników firmy z partnerami, chłopaki z dziewczynami, Oscar z Dianą, Rodzice Deana, jego siostra z mężem, oraz 3 moich wspólników w interesach. Czyli 30 osób.
-Mi wyszło 50
-Czyli wychodzi 83 osoby z nami i J. 
-Nie, ale młodej nie liczymy. Ona będzie jadła ze mną.
-Patricia, wiesz co?
-No co tam Lou?
-Kocham Cię najmocniej na świecie, kocham Jessicę i tą małą fasolkę u Ciebie w brzuszku.
-Oh,Lou, ja też Cię kocham. Jesteś najwspanialszą rzeczą jaką kiedykolwiek spotkałam.- Louis za te słowa pocałował mnie namiętnie w usta, jego ręce wślizgnęły się pod moją koszulkę i wspinały się po brzuchu, by w końcu poczuć, materiał stanika, Louis szybkim ruchem odpiął mi go i zaczął pieścić moje piersi nadal całując mnie w usta, jego pocałunki zeszły na szyję, obojczyki. Jedna z jego rąk znalazła się przy gumce moich spodenek a za chwilę już dotykała najbardziej intymnego miejsca, zaczął pieścić mnie tam, a moje ciało odczuwało przyjemność, Louis przyśpieszył tempo, gdy byłam już blisko, mój oddech był nierównomierny, ktoś zadzwonił domofonem. Louis zakończył wszystko co robił, zapiął mój stanik i wstał.
-Dokończymy wieczorem – puścił mi oczko i poszedł otworzyć drzwi.
Pośpiesznie wstałam i poprawiłam włosy, zabrałam, kubki które po kakao piłam z koleżanką i włożyłam je do zlewu.
-Patricia, chodź. - usłyszałam głos Lou.
-Idę, idę. - Gdy weszłam do salonu na kanapie siedział już Michael i Julie, przywitałam się z nimi.
-No więc tak, zacznijmy od listy gości. - powiedział Michael – Macie już ją? Ile osób?
-Chcemy zaprosić 80 osób, no i plus nasza trójka. - odpowiedział Lou
-Wasza trójka? Przecież dziecko jeszcze nie przyjdzie na świat. - zdziwiła się Juliet
-Tak, tak ale mamy córeczkę. Ma dwa latka, więc postanowiliśmy jej nie wliczać do listy, ponieważ będzie może z 2 godziny, potem opiekunka się nią zajmie.
-Ah.. no chyba, że tak. To teraz lista dań. Mamy 4 dobre restauracje które z nami współpracują. Każda ma swoje menu. Bufet będzie stał w rogu sali. **
-Okej, jakie potrawy mogą zostać przygotowane?
-Tutaj macie karty. Wybierzcie jedną, a potem wybierzemy poszczególne dania.
Z czterech restauracji wybraliśmy dwie, które nam najbardziej odpowiadały. Potem wraz z Michaelem i Julie zdecydowaliśmy się a jedną z restauracji. Wybraliśmy danie z kurczakiem w roli głównej, różnego rodzaju sałatki i surówki oraz cztery rodzaje ciast.
Spojrzałam na zegarek i była prawie 18, przeprosiłam naszych gości i poszłam obudzić córeczkę, jeżeli teraz by nie wstała, to obudziła by się wkoło 10 w nocy. Wróciłam z nią do salonu, a Louis omawiał z Michaelem jakiego szampana i jakie wino mają kupić, oraz wszystkie koszta. Jess siedziała zawstydzona na moich kolanach i patrzyła raz na Juliet która się do niej uśmiechała i raz na Michaela.
Po kolejnej godzinie ustaleń wyszli, a ja zrobiłam kolację dla naszej trójki. Louis bawił się w ganianego z naszą córeczką a potem ją wykąpał.
Gdy Jess oglądała bajkę, ja razem z Louisem wypisywałam zaproszenia na ślub.




** Ogólnie, żeby opowiadanie było bardziej autentyczne poczytałam o ceremoniach ślubnych i imprezach w Anglii. Tam jest zupełnie inaczej niż u nas. Tam nie zaprasza się dużej ilości gości, nie mają tyle dań co jest u nas, oni mają tylko 1 danie, jest to w takiej postaci, że w którymś miejscu znajduje się bufet[coś jak u nas bufet szwedzki] tam znajdują się różne dania, goście nakładają sobie co chcą na talerz i kierują się po kolei do stołu. Po czym stół „szwedzki” znika i wtedy pojawia się miejsce do tanca, zostaje wprowadzony tort, Młodzi kroją go, a goście jeśli chcą go zjeść to podchodzą sobie i biorą, tak samo potem są na tym stole ustawione słodkości to też jest zasada, kto pierwszy ten lepszy. Nie leje się u nich wódka litrami ttak jak u nas, jak ktoś chce napić się czegoś innego niż wino do dania, czy szampan na początku ma do dyspozycji piwo, ewentualnie barek i musi sam zapłacić za swój alkohol który chce wypić. Już wiem, że z tym trochę nagnę tradycję. Również u nich impreza weselna kończy się koło godziny 24.

1 komentarz:

  1. Swietny!
    Wow, dowiedziałam się czegoś nowego!
    Weny!<3
    Czekam na next

    OdpowiedzUsuń