niedziela, 23 listopada 2014

Część druga, rozdział siódmy

W taki sposób czas mogę spędzać zawsze- miła rodzinna atmosfera. Do domu wróciliśmy jakoś po 17. Zadzwoniłam do mamy o której będą, ale ona sama nie wie. Louis odwiózł nas do domu a sam gdzieś pojechał. Naszykowałam kolację dla wszystkich i po nakarmieniu J poszłam do pokoju by odpocząć. Chłopaki umówili się że będą grać na konsoli. Jessie siedziała obok i bawiła się moimi włosami.
-MA-MA- myślałam że się przesłyszałam.- MA-MA. - Jess pierwszy raz wypowiedziała, to słowo. Byłam taka dumna. Pocałowałam córeczkę w czoło i zaczęłam śpiewać jej kołysankę. Po chwili zasnęła wtulona we mnie a ja zaraz po niej.
-Patricia - ktoś mnie szturchnął - Patricia no.- usłyszałam głos brata
-Hmm?
-Zadzwoń do mamy! Jest już po 20 a jeszcze ich nie ma.
Z torby wyciągnęłam telefon i wykręciłam numer. Po krótkiej rozmowie dowiedziałam się, że nie wracają do domu.
-No i co?
-Zostają na noc.
-A gdzie ja będę spał?
-Jedziemy do domu. Jest już Louis?
-Chyba nie.
Matt trzymał torbę z rzeczami które naszykowałam na jutro a ja niosłam śpiącą Jess.
Nikogo nie było na dole, więc nikt nie wie że wyszłam z domu
-Usiądź koło niej ale spróbuj jej nie obudzić- Uśmiechnęłam się do brata.
-Nie mówisz Louis'owi gdzie będziesz?
-Mamy taki układ, że robimy co chcemy, ale to nie jest dobre postępowanie.
Gdy tylko weszliśmy zaniosłam J do łóżeczka a potem zeszłam zrobić kolację. Kanapki z szynką i ogórkiem są dobre ale i szybkie do zrobienia. Postawiłam talerz z kanapkami przed bratem.
-Nie za dużo?
-Będzie na śniadanie jak zaśpimy.
Gdy oboje byliśmy już najedzeni wygoniłam brata by poszedł spać a ja siedziałam w salonie i oglądałam telewizję czekając na jakąkolwiek wiadomość od Lou. Chwilę przed 10 zadzwonił mój telefon a na wyświetlaczu pokazało się jego imię.
-Halo?
-Gdzie jesteście?
-A Ty gdzie byłeś?
-Powiedz mi gdzie jesteście.
-U rodziców.
-Znów uciekłaś?-jego głos złagodniał.
-A co jeśli tak?
-Nie odpuszczę i będę walczyć.
-A co jeśli nie?
-wróć.
-nie mogę.
-Czyli jednak tak - posmutniał.
-Nie. Jak chcesz to przyjedź.
-Za 15 minut jestem.
W tym czasie poszłam pod prysznic, zdążyłam zrobić nam kakao i usiąść wygodnie na kanapie. Usłyszałam znajomy warkot silnika i już wiedziałam, że to Lou. Gdy zapukał otworzyłam mu drzwi.
Wróciłam na kanapę i przykryłam się kocem robiąc dla niego miejsce.
-Dlaczego tu przyjechałaś?
-Rodzice nie wracają dzisiaj, Matt musi iść do szkoły więc innego wyjścia nie było. Kakao dla Ciebie.- Wskazałam na kubek który w przeciwieństwie do mojego był pełny.
Chłopak przytulił mnie a ja wróciłam do oglądania filmu, gdy się skończył poszliśmy do mojego pokoju spać.
*PONAD ROK PÓŹNIEJ*

-Ustaliliście już rodziców chrzestnych dla Jessie?
-Chrzestną będzie Charl, a chrzestnym Oscar.
-A z księdzem? Udzieli małej chrztu?
-Tak, przecież inaczej bym nie zapraszała gości, Louis dał mu podobno więcej pieniędzy. Dobra mamuś muszę kończyć- Rozłączyłam się.
Za dwa tygodnie są 2 urodziny J. więc wraz z Louisem postanowiliśmy że także ją ochrzcimy. Większa impreza, moja rodzina, znajomi Louis'a. Cała uroczystość praktycznie jest dopięta na ostatni guzik, lecz pozostaje tylko stroju dla mnie i małej. Louis obiecał zabrać nas w tym tygodniu do centrum na zakupy, dzisiaj jest już sobota, a jego więcej w domu nie ma niż jest. Kawiarenka w której pracowałam zbankrutowała jakiś czas temu, jestem więc teraz na utrzymaniu Louis'a, jemu się to bardzo podoba. Większość dnia spędzam w domu z córką. W naszym związku nic się nie zmieniło, Louis dalej nie mówi mi co robi, a ja przestałam pytać. Oskar skończył szkołę z dobrymi wynikami i zaczął pracę w sklepie muzycznym. Po rozmowie z Dianą, dowiedziałam się, że Oskar chcę się wyprowadzić i zacząć żyć swoim życiem.
-Mamoo pić!
Wzięłam małą za rękę i poszłyśmy do kuchni nalać soku marchewkowego w kubeczek.
-Idziemy na spacer?
-Tak, tak, spacel - cieszyła się.
-Zadzwonię tylko po ciocię.
Umówiłam się z Charlotte za 20 minut w parku. Wsadziłam córeczkę do wózka i wyszłyśmy. Po spacerze w parku poszłyśmy do centrum handlowego na kawę.
-Patricia, muszę Ci coś powiedzieć.
-Nooo? Słucham z ciekawością.
-Umawiam się z Filiph'em
-Oooo, cieszę się! - Przytuliłam przyjaciółkę.
-On od zawsze mnie kręcił - Charl spaliła buraka. - Dostaję od niego tyle kwiatów.
-Ja od Lou dostałam tylko bukiet gdy mi się oświadczył.
-Napomknij mu o kwiatkach
-Nawet nie miałby czasu żeby mi go dać. Ostatnio całe dnie nie ma go w domu, wychodzi jak śpię, przychodzi jak śpię. Od miesiąca tak jest, wcześniej też tak było, ale z czasem coraz mniej jest w domu..
-Porozmawiaj z nim.
-Dzisiaj będę miała trochę więcej siły, bo Jessie będzie na noc u mamy.
-Rozmowa jest bardzo ważna w związku. Nie zapomnij o tym.
-Zastanawiam się nad tym, czy on nie ma kogoś na boku. Nie wiem czy znów się nie wyprowadzę od niego.
-Nie rób tego.
-Ale innego wyboru nie mam.
*Następnego dnia*

Obudziłam się w łóżku choć zasnęłam na kanapie czekając na niego. Louisa nie było obok mnie, a zegarek pokazywał 8:30
Zaspana zeszłam na dół. Na blacie w kuchni jak zwykle znalazłam kartkę: 
Musiałem wyjść wcześniej.
Nie złość się na mnie.
Będę dziś wcześniej
             Louis ♥
Zaśmiałam się, niech wraca wcześniej, mnie i tak już tu nie będzie. Zjadłam kanapkę i poszłam pod prysznic. Założyłam krótkie spodenki i luźną bluzkę. Włosy związałam w kitkę i gotowa do pakowania wyjęłam walizkę z szafy. Włożyłam do niej parę rzeczy moich i córki. Usiadłam na łóżku i myślałam co mam napisać, ale zdecydowałam się napisać sms'a. Schodząc z walizką po schodach obudziłam Oscar'a.
-Pat, co Ty wyprawiasz?
-Nie widzisz? Wynoszę się. Mam już tego dość.
-Zostań, Zaraz zadzwonię do Louis'a.
-Daj mi 10 minut i możesz do niego zadzwonić.
-Jak tylko wyjdziesz to, to zrobię.
-Twój wybór.
Zamknęłam za sobą drzwi i szybko siadłam do auta. Zadzwoniłam do mamy, żeby naszykowała J bo zaraz po nią będę. Przywitałam się z mamą i zabrałam małą. Gdy wsiadłam do auta Lou zaczął dzwonić. Nie wiem gdzie mam się teraz podziać. Zadzwoniłam do babci, czy mogę do niej przyjechać na dwa dni z małą. Zgodziła się bez problemu. Babcia mieszkała pół godziny drogi od Londynu. Stanęłam na poboczu i napisałam Louis'owi sms'a
Mam już tego dość, potrzebuję przerwy.
Od jakiegoś czasu żyliśmy osobno,
więc po co dalej mam w tym uczestniczyć?
Nie dzwoń.
Telegon dzwonił co chwilę. Miałam nadzieję, że w końcu odpuści.. Gdy dojechałam na miejsce było po 14. Babcia przywitała nas z otwartymi rękoma.
-Kochanie zrobiłam obiadek, więc zapraszam.
-Nie musiałaś babciu.
-Gdzie twój narzeczony?
-Louis został w domu, wiesz praca i te sprawy.
-Taki młody i już zapracowany.
Zjadłyśmy i poszłam uśpić J.
Telefon dzwonił i dzwonił, raz mama, raz Louis, w międzyczasie też dzwoniła Charlotte.
W końcu odebrałam połączenie od mojej mamy.
-W końcu! Patricia, gdzie jesteś?
-jestem u babci, ale nie mów nic Louis'owi.
-Co się znów stało?
-Nic, po prostu pojechałam odwiedzić babcie z małą i trochę odpocząć od Londynu.
-Patricia! Gdzie jesteś?-usłyszałam Louis'a, musiał zabrać mamie telefon.
-Daleko. - powiedziałam i się rozłączyłam. Wiedziałam, że mama mu nic nie powie i będzie udawała, że nic nie wie. Jak wyjechałam to nagle znalazł czas żeby martwić się tym co robie. Po spacerze z babcią zauważyłam, że Jessie zaczęła trzeć oczy, więc uśpiłam ją i sama zapadłam w sen. Koło 17 obudziły mnie wibracje telefonu. Tym razem dzwoniła do mnie Charl.
Rozmawiałam z nią dość długo, póki nie usłyszałam trzasku drzwi.
*Louis POV*

Gdy tylko Oscar do mnie zadzwonił wsiadłem do auta i pojechałem do mamy Patrici. Myślałem, że ją tam zastanę, ale moja teściowa nic nie wiedziała. Przerażona tak samo jak ja, zaczęła dzwonić do swojej córki, w końcu Pat odebrała od niej, trochę się uspokoiłem, ale widząc, że ta rozmowa do niczego nie prowadzi zabrałem telefon 
-Patricia! Gdzie jesteś?-powiedziałem przerażony
-Daleko - usłyszałem obojętny głos mojej narzeczonej i się rozłączyła.
-Co ona Pani powiedziała? Gdzie one są?
-Powiedziała, że jedzie przed siebie.
Wkurwiony wyszedłem i kolejną osobą do jakiej pojechałem to była Charlotte. Chłopaki byli w gotowości i szukali jej po hotelach. Zapukałem do drzwi, a po chwili brunetka otworzyła.
-gdzie jest Patricia?
-A skąd ja mam to wiedzieć?
-Dlaczego wyjechała?-zapytałem
-Z tego co wiem powód właśnie stoi przede mną.
-Coś więcej?
-Nie zauważyłeś, że ostatnio ją olewasz? Podobno nie ma Cię częściej w domu niż jesteś. Zeszła Ci z drogi .
-kurwa! Ja to wszystko robię dla niej.
-dla niej? Louis opanuj się! Ostatnio nie poświęciłeś jej nawet 5 minut na przytulenie.
-Od miesiąca nadzworuję budowę naszego domu! Chcę żeby wszystko było naszykowane po chrzcie J.
-Co?-patrzyła na mnie jak na ducha.
-to co powiedziałem. Stawiam nam nowy dom, nowe życie, sami, we trójkę. Miejsce które Patricia będzie mogła urządzić po swojemu. 
-Nie mogłeś poświęcić jej paru minut dziennie, chociaż jeden telefon?
-jak zwykle byłem głupi. Ściągam chłopaków i będziemy ją namierzać.
-Dobrze.



Heeeeej. Przepraszam, ze tak dlugo z tym rozdzialem, ale nie miałam weny, aż do wtorku 19.11 i tak to napisałam, a potem nie miałam czasu przepisać na bloggera. Ale powstało i mam nadzieje, że z kolejnym pójdzie mi szybciej :)

2 komentarze:

  1. Super rozdział pisz szybko nexta zawsze wchodze na tego bloga nie przestawaj pisać. Czasami nie będę pisać komów, poniewarz nie mam czasem neta i jak cos to zawsze czytam od koleżanki. Piszesz świetnie i mam nadzieje że następny rozdział będzie szybko. Miłego sylwka. Kacham tego bloga i ciebie też. Dobranoc.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzisiaj znalazłam twojego bloga i dzisiaj też wszystko przeczytałam! !!
    Świetny blog!!!
    Czekam na kolejny, myślę, że niedługo się pojawi...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń