niedziela, 25 października 2015

Część druga. Rozdział trzynasty

Jeśli mogę mieć prośbę to zostawcie po sobie jakiś ślad w postaci komentarza 
Miłego czytania ❤️


Te dwa tygodnie minęły bardzo szybko. Louis na urodziny podarował mi weekend w SPA, żebym mogła odpocząć. Musiałam zostawić na całe dwa dni moją córeczkę, ale odpoczęłam. Zrobiono mi masę zabiegów pielęgnacyjnych, fryzjerka przefarbowała mi włosy, teraz są o odcień ciemniejsze i o 4 centymetry krótsze. W tamtym tygodniu odbył się wieczór panieński i kawalerski. Dziewczyny ze względu na moja ciąże zorganizowały imprezę u nas w domu, a Louis pojechał z chłopakami do klubu. Ku mojemu zdziwieniu Matt i Philip był razem z nimi. Natomiast Charlotte zaprosiła Diane oraz dziewczyny chłopaków. Jess była u mojej mamy a my cała noc grałyśmy w rożne gry. W prezencie od dziewczyn dostałam wizytę w salonie tatuażu. O północy do drzwi zapukał striptizer. 
Postanowiłyśmy nie mowić nic Louisowi na ten temat. Krótko po 2 w nocy poszłyśmy spać. Bardzo miło spędziłam ten wieczór.
Teraz siedzę u rodziców w domu i czekam na zamówiona fryzjerkę. Wraz z Louisem postanowiliśmy w noc przed ślubem spać w innych miejscach. Stresuje się strasznie. A co jeśli zapomnę tekstu przysięgi? A jeśli się potknę i upadnę? Jednak najbardziej boje się, że Louis zostawi mnie przed
ołtarzem i usłyszę od niego nie.  
Gdy przyjechała już fryzjerka usiadłam na krześle i oddałam się w ręce fachowca. Włosy zostały wymodelowane na okrągłej szczotce, a następnie zostały wyprostowane. Górna partia włosów podtapirowana i spięta z tylu. Może nie była bardzo wykwintna, ale bardzo mi się podobała. Następnie wizażystka mnie umalowała. Miałam delikatnie umalowane oczy, powiększone za pomocą eyelinera. Na usta miałam nałożoną matową pomadkę w kolorze nude. W czasie gdy ja byłam czesana, Charlotte była malowana i na odwrót. Spojrzałam na zegarek w salonie, wskazywał 14:17. Co oznaczało, że zostały nam jeszcze dwie godziny do przyjazdu jednego z samochodów. Pani Wolf dzisiejszej nocy będzie opiekowała się Jess która aktualnie śpi pod okiem mojego taty. Matt'owi też udzieliła się atmosfera która panuje w domu i biegał w kółko po domu bo nie potrafił znaleźć sobie miejsca. 
-Matt, jesli nie masz co ze sobą zrobić to idź sie wykąpać. Na dobre nam to wyjdzie i ty też się trochę uspokoisz - rozkazała mu mama, a on bez słowa opuścił pokój. Gdy obie z Charlotte byłyśmy juz gotowe poszłyśmy obudzić J, żeby moc ją naszykować. Tata pomógł mi ją umyć i wysuszyć włosy. Jako panna młoda nie powinnam tego robić, ale to jest silniejsze ode mnie. Jess była bardzo spokojna i nie marudziła. Gdy mama była czesana i malowana nakarmiłam córkę, a zaraz potem zostałam zagoniona do ubierania się. W tym samym czasie moja fryzjerka układała włosy mojej córeczce. Pół godziny przed wyjściem byłam juz ubrana w suknie ślubna, miałam założony welon i byłam gotowa do wyjścia. 


Dłonie strasznie mi sie trzęsły. Ogólnie cała byłam zestresowana. Bałam sie wszystkiego i czekałam aż w końcu przyjedzie po nas limuzyna. 

*Louis POV* [w tym samym czasie]
Oscar i Dean skakali wokół mnie jak poparzeni, nie wiedziałem w co mam wsadzić ręce. Stałem przed lustrem ubrany w czarny dopasowany garnitur, spod marynarki można było dostrzec blado błękitną koszulę i czarną muchę. Włosy miałem zaczesane na bok, rzecz biorąc- tak jak zawsze, ale teraz to wszystko wydawało się być bardziej precyzyjne niż zazwyczaj. 
-jedzmy już, zaczekamy na nią w kościele - odezwałem się zachrypniętym ze stresu głosem. Noami poprosiła mi muszkę i wyszliśmy wspólnie z domu. Ustaliliśmy ze ja, Oscar i Diana pojedziemy jednym z naszych szybkich samochodów, a chłopaki w dwóch pozostałych. 

O 16:40 byliśmy w kościele. Z resztą tak jak większość zaproszonych gości. Rodzice Patrici czekali na zewnątrz i witali gości. Mimo ze oficjalnie poznałem tylko rodziców i babcie mojej narzeczonej to kłaniałem  się wszystkim ludziom których spotkałem na swojej drodze. Zaraz za mną przyszła mama Pat. Uspokoiła mnie mówiąc, że Patricia tez sie stresuje i ze bardzo by chciała mieć juz wszystko za sobą. Gdy wybiła 16:30 zacząłem sie stresować. Ponieważ wiedziałem ze za chwilę wrota sie otworzą i wejdzie Patricia. Za każdym razem gdy drzwi otwierały sie myślałem ze to ona, lecz dopiero byłem pewny jak usłyszałem Marsz Mendrlssona. Drzwi otworzyły sie i jako pierwsza pojawiła sie Jess prowadzona za rękę przez Matta, a zaraz za nimi szła w rytm granej melodii moja ukochana wraz z ojcem.
Gdy tylko ją zobaczyłem w moich oczach zaświeciły się iskierki. Wygladała przepięknie. Nagle w moich oczach pojawiły sie łzy. Patrzyłem na nią jak zaczarowany. Szła wolnym krokiem razem ze swoim tata pod rękę. Ocknąłem sie dopiero gdy jej ojciec podawał mi dłoń swojej córki tuż po ucałowaniu jej w oba policzki.
-wyglądasz pięknie kochanie - powiedziałem szeptem. 
Następnie ksiądz zaczął cała uroczystość. 

Po słowach kapłana 'możesz pocałować Pannę Młodą' cały stres odszedł. Patricia była juz moją żoną. Gdy wyszliśmy przed kościół goście zaczęli sypać na nas ryż. Były tak że życzenia i prezenty. Jednak nie były to prezenty dla nas. Poprosiliśmy o pluszaki dla domu dziecka. Nam nie było nic potrzebne, bo ja mogłem zapewnić wszystko Patrici oraz moim dzieciom. 

Nastepnie pojechaliśmy na miejsce imprezy. Wszystko bylo juz gotowe. Na wejście dostaliśmy dwa kieliszki, jeden był z szampanem drugi natomiast z wodą dla Pat. Wypiliśmy do dna i rzuciliśmy za siebie szkło ktore sie posypało w drobny mak. Zaprosiliśmy gości do stołów i podali pierwsze dwa Dania. Nie obeszło sie bez śpiewania sto lat czy innych weselnych przyśpiewek. 
Nastał czas na pierwszy taniec. Wziąłem moja ukochana na środek sali i zaczęliśmy wolno poruszać sie w rytm muzyki, to ja prowadziłem. Byłem najszczęśliwszym mężczyzną na całej kuli ziemskiej.  Trzymałem w ramionach moja żonę, która juz za 5 miesięcy urodzi mi drugie, tym razem moje biologiczne dziecko.
Po pewnym czasie dołączyli do nas goście.
Zabawa była przednia, o 21 Pani Wolf zabrała naszą córkę do domu, a Patricia w tym czasie przebrała się w wygodniejszą sukienkę
*Patricia POV*
Właśnie wybiła godzina 24, na sale wjechał tort. Był dokładnie taki o jakim marzyłam. Wraz z Louisem ukroiliśmy pierwszy kawałek i nakarmiliśmy siebie nawzajem. W dniu dzisiejszym zostałam Panią Tomlinson, teraz rownież i Jessica może przyjąć nazwisko Louisa. Welon którym rzucałam złapała Charlotte, a muchę złapał Dean, co oznacza, że wkrótce będziemy się bawić na dwóch weselach. 
Impreza skończyła się koło 6 rano. Ze względu na moją ciążę nie robiliśmy poprawin. Wszystko mi się podobało i było 100 razy lepiej niż to sobie wyobrażałam. Zostaliśmy odwiezieni do domu przez kierowcę limuzyny który pojawił się chwilę po telefonie mojego męża, byłam zmęczona ale szczęśliwa. 
Do domu Louis wniósł mnie na rękach i położył dopiero na łóżku. Szybkim tempem pozbył się mojej sukni i za chwile stał przede mną w samych bokserkach. Wyglądał jak grecki bóg. Stęskniłam sie za nim niemiłosiernie przez tą jedną noc. Od dziewczyn na panieńskim dostałam też komplet bielizny na noc poślubną w która byłam aktualnie odziana. Byłam tylko w niej a Louis pożerał mnie wzrokiem. Przybliżył sie do mnie, na ustach złożył delikatny pocałunek. Za chwilę czułam jak jego ręce rozpinają gorset z przodu. 
-kocham Cie Louis. - wyszeptałam pomiędzy pocałunkami. 
-ja Ciebie też Pani Tomlinson. Nie wiesz nawet jak kurewsko mnie to podnieca ze juz jesteś moja żona. Ze trzymam w obięciach właśnie Ciebie, ze właśnie w tym momencie będę uprawiał z tobą seks w naszą noc poślubną. 


sobota, 3 października 2015

Część druga, rozdział dwunasty.

Czas nie ubłagalnie mijał. Brzuch był delikatnie widoczny, ale jeśli ktoś nie wiedział o ciąży po prostu pomyślałby, że przytyłam. Za 2,5 tygodnia będę będę Panią Tomlinson. Nie jestem jeszcze na to gotowa. Lou jak to on nie pozwala mi się przemęczać. Rzadko kiedy mogę pójść na spacer z Jess, jeśli go nie ma. Ale sytuacja w domu poprawiła się znacznie. Louis wychodził do pracy o 10, wracał o 16. Czasem wieczorami wychodził z chłopakami na wyścigi, ale wtedy przychodziły do mnie dziewczyny.
-Mami, wstań już. Z tati nudno. - do pokoju weszła Jess. 
-Już królewno, wstaję. - tak jak powiedziałam tak zrobiłam. - Idź do tatusia. Mama zaraz przyjdzie.
Po niecałych 5 minutach weszłam już ubrana do kuchni. Jutro skończę 21 lat. 
-Dzień dobry - przywitałam się z Lou, który zalewał właśnie kakao gorącym mlekiem dla mnie i naszej córeczki.
-Hej Kochanie - odpowiedział stawiając przede mną kubek z parującym napojem. Dziękując pocałowałam go w policzek. - Co macie dzisiaj dziewczyny zamiar robić?
-do palku pojdziemy z cocią Lo.
-Umówiłam się z Charl, na 11 do parku. Przyjedzie po mnie, potem jedziemy do mamy na obiad, więc jeśli możesz to wróć dziś wcześniej i przyjedź do mamy.
-Dobrze skarbie.

Minęło 15 minut i Louisa już nie było. Włączyłam bajki dla Jess w salonie, a sama poszłam wybrać jej ubranie na spacer, przy okazji posprzątałam w jej pokoju, ścieląc łóżko i odkładając zabawki na swoje miejsce. Następnie sprzątnęłam w łazience i kuchni. 
Parę minut po 10 poszłam się umalować i naszykować całkowicie do wyjścia. Włosy rozpuściłam z koka, przez co lekko się zakręciły na końcach. Spojrzałam na termometr przyczepiony do okna w łazience - pokazywał 11 stopni. Z garderoby wyjęłam bluzę i wciągnęłam ją na siebie. Na przedpokój wystawiłam wózek i czekałam spokojnie na przyjście przyjaciółki.
-Kochanie, chcesz coś zjeść? -zapytałam Jess.
-Selek mi daj. Tluskawkowy.
Posadziłam małą na jej krzesełku stawiając przed nią serek o który mnie poprosiła, w tym czasie nalałam jej do kubeczka wodę i dzięki temu byłam naszykowana na spacer. 

Wpół do 12 byłyśmy w parku, Charl przyjechała po nas samochodem. Jess bawiła się na placu zabaw.
-Jak tam z Filiph'em?- zaczęłam rozmowę.
-Jest bardzo zadowolony. Postanowił, że znajdzie jakieś małe mieszkanie do wynajęcia dla naszej trójki. 
-W końcu! Cieszę się, że wam wyszło. 
-Nadal się tego wszystkiego boję. Tak samo jak Ty. Też bałaś się przeprowadzki. Boję się, że będziemy się kłócić tak jak Ty i Lou. 
-Mam nadzieje, że już jest po tych wszystkich sprzeczkach. Że jakoś to się wszystko już ułoży raz a dobrze, że to najgorsze jest już za nami. - naprawdę mam nadzieje, że już będzie wszystko ok. Nie wiem co bym teraz zrobiła jak byśmy się pokłócili.
Jeszcze chwile rozmawiałyśmy z Charl, a gdy zaczęło padać, zawiozła mnie do mamy. 
-Jess, idź w stronę domu babci, mamusia zaraz przyjdzie. - wyjęłam córe z fotelika, który zaraz musiałam zabrać z samochodu. Tak samo wyjęłam z bagażnika wózek. Pożegnałam się z przyjaciółką i kierowałam się w stronę domu, w które Jess pukała do drzwi, które po chwili się otworzyły i moja mama wzięła ją na ręce. Ja z samochodu koleżanki wózek i fotelik.
-Dziadek! Pomóż swojej córce!
Po tym jak babcia zawołała mojego tatę ten zaraz pojawił sie w drzwiach.
-Obiad przewidziałam na 15, ze względu na to że młody będzie tak w domu. A Louis o której przyjedzie?
-nie wiem mamo. Muszę do niego zadzwonić i sie zapytać.
Do 14 siedziałyśmy z mama i mówiłam jej trochę o przygotowaniach do wesela i innych rzeczach. Potem zaczęłam pomagać jej w przygotowaniu obiadu, tata pojechał po mojego brata a Jess spała w moim starym pokoju. 


-Mamo to było pyszne! Dawno nie zjadłam aż tyle.- zaśmiałam się gdy siedzieliśmy w szóstkę przy stole. Louis przyjechał chwile przed 15.
-poczekaj córeczko aż spróbujesz jeszcze jednej rzeczy - powiedziała mama, poganiając mojego ojca gestem ręki. Po chwili tata wszedł z tortem na których były zapalone dwie świeczki '2' i '1'.
Gdy tato wchodził każdy zaczął śpiewać 'wszystkiego najlepszego'. Postawił tort przede mną i już wiedziałam, że to było ciasto domowej roboty. Podziękowałam wszystkim buziakiem w policzek i zaczęłam kroić malinowo-czekoladowe ciasto. Co tam, ze urodziny mam dopiero jutro, ale taki mały gest daje dużo radości. Matt pobiegł do swojego pokoju i wrócił do kuchni z prezentem. Mama z tata też wręczyli mi torebeczkę.
-otwieraj! Mój pierwszy otwórz, proszę!- błagał mnie brat. Z torebki prezentowej wyjęłam moje ulubione perfumy, które kosztowały dużo więcej niż mój brat miał kieszonkowego. Ucałowałam go a on mnie przytulił. 
-zbierałem pieniądze od pół roku dla Ciebie, bo wiesz.. Jeszcze były inne wydatki - zaśmiałam sie na jego słowa nigdy bym nie spodziewała sie tak drogiego prezentu od niego. 
Od rodziców dostałam piękny komplet biżuterii. Jak na moje oko idealnie pasowały do mojej sukni ślubnej oraz miały małe niebieskie diamenciki. Byłam przeszczęśliwa. 
-a ode mnie dostaniesz jutro- wyszeptał  mi do ucha Lou. 

Niedługo pózniej pojechaliśmy do domu, bo Jessica była strasznie marudna oraz ja sie bardzo źle czułam. Jak poprzednią ciąże przechodziłam cieżko, to teraz było jeszcze gorzej mały sobowtór Tomlinsona był strasznie pobudzony. Nogi miałam bardzo spuchnięte, choć to dopiero 4 miesiąc. Ogólnie czułam się źle. Louis naszykował mi gorącą kąpiel i zajął sie Jess, bym mogła spokojnie poleżeć w wannie. Po dość długiej kąpieli zrobiłam kolacje dla dwójki głodomorów a sama wzięłam tylko jogurt z lodówki. Nakarmiłam Jessice, Louis potem ją wykąpał a ja w tym czasie leżałam na kanapie pod kocem. Słyszałam rownież jak mój ukochany śpiewa dla J. kołysankę. Gdy tylko zasnęła przyszedł po mnie, wziął na ręce i zaniósł do sypialni.
-teraz będziesz miała przedsmak jutrzejszego prezentu- powiedział a następnie przywarł do mnie ustami. 
-połóż sie na brzuchu to zrobie Ci masaż.
Mimo lekkiego dyskomfortu spowodowanego moim ciążowym brzuszkiem leżałam tak jak mi kazał i oddawałam sie przyjemności.
-Patricia, nawet nie wiesz jaka mam teraz ma Ciebie. -wyszeptał mi do
ucha.

Po masażu Lou poszedł sie umyć, a gdy wrócił to ja już spałam. 


Hej, wiem że juz mnie nie lubicie, 
Ale na prawdę nie mam weny. 
Przez co dzisiejszy rozdział jest krótkie
I do kitu.

Przepraszam. 
Kocham was i przesyłam buziaki❤️😘