piątek, 29 maja 2015

Część druga, rozdział dziewiąty

Po niecałych dwóch miesiącach wprowadziliśmy się do nowego domu, nie mogłam się do tego przyzwyczaic. Chrzest Jessicy już za nami. Już niebawem posyłamy ją do przedszkola.
-Mamo pić! -Jess już coraz więcej mówi, podeszła do mnie i wyciągnęła rączki żebym ja podniosła. Poszłyśmy razem do kuchni i nalalam jej soczku do butelki, gdy tylko ją odstawiłam zadzwonił telefon.
-Cześć Charl- przywitałam koleżankę.
-Pat, powiedz mi, że mogę do Ciebie wpaść teraz, za 5minut
-Oczywiście, ale stało się coś?
-Można tak powiedzieć. Zaraz będę.
I się rozłączyła. Przestraszyłam się lekko ale nie zostało mi nic innego niż czekać aż moja przyjaciółka przyjdzie. Zmyłam naczynia i usłyszałam dzwonek do drzwi. Pobiegłam otworzyć i po chwili zobaczyłam Charlotte.
-Cześć! Gdzie jest moja kochana królewna?
-Coca! -Malutka podbiegła do niej i przytulila się do jej nogi.
-Powiedz mi co się stało że tak szybko przyszlaś.
-Zrób kawę to porozmawiamy -Usmiechnela się do mnie i poszłyśmy do kuchni, nastawilam ekspres i po chwili miałam gorący napój. Postawiłam go przed koleżanką i czekałam aż w końcu powie mi o co chodzi.
-Patricia, jestem w 2 miesiącu ciąży!
-O mój Boże! Jak ja się cieszę kochana- przytulilam się do przyjaciółki. - Powiedziałaś już Filiph'owi?
-Nie, boję się to zrobić, a co jak będzie zły? Pamiętasz Louis Cię zostawił, odszedł od Ciebie.
-Ale Lou, to Lou. Filiph jest zupełnie inny. On Cię kocha, więc musisz mu o tym powiedzieć.
-Wiem, wiem, a ty powiedziałaś już Louisowi?
-Co miałaś mi powiedzieć kochanie?-za plecami usłyszałam głos mojego narzeczonego. To teraz jestem wkopana po uszy. Spojrzałam się na Charlotte, a ona od razu wstała i poszła do Jessie.
-Co takiego miałaś mi powiedzieć o czym nie wiem?
-Lou , no bo...- nie mogłam z siebie nic wydusic
-mama ma dzidzi- Jess weszła do Kuchni i pokazała na brzuszek - o tu
-Charlotte zabierz małą do pokoju. -Lou wydał polecenie mojej przyjaciółki, miałam mu powiedzieć to w inny sposób, ale moje dziecko mnie wręczyło.
-Pat, czy to prawda? Czy to prawda, że jesteś w ciąży?
Pokiwałam głowa na tak, nie mówiłam nic bo się panicznie bałam reakcji Louisa. Stał chwilę w skupieniu, pewnie przetwarzał wszystko o czym się dzisiaj dowiedział i jak gdyby nigdy nic przytulił mnie do siebie. Byłam zaskoczona jego reakcją
-Kochanie tak się cieszę! -pocalował mnie w usta.- w którym jesteś miesiącu?
-To , to dopiero początek drugiego miesiąca.
-Dlatego mi kochanie nie powiedziałaś?
-Nie wiem, bałam się twojej reakcji.
-Kochanie, to kiedy bierzemy ślub? Musimy się pobrać zanim urodzi nam się dzidziuś.
-Ustalimy to jutro Louis okej? Chciałam jeszcze porozmawiać z Charlotte
-Dobrze, to nie przeszkadzam i zabieram Jess na spacer.
Wieczór z przyjaciolką minął mi bardzo szybko, jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to Charlotte urodzi w lutym,doradziłam jej żeby powiedziała o tym Filiphowi jak najszybciej i tak po prostu. Gdy z Louisem już leżeliśmy w łóżku przytulił mnie do siebie a następnie zaczął mówić o tym jak piękny będzie nasz ślub.
-chodźmy spać już, dobranoc kochanie.

Rano obudziła nas moja córeczka ktora weszła do nas do łóżka. Ale my poszlysmy dalej spać. Słyszałam jak Lou wstaje i wychodzi. Jak się później okazało to przyniósł dla mnie śniadanie do łóżka.
-Kochanie to za 3 miesiące bierzemy ślub, dobrze?
-A nie lepiej jeśli weźmiemy ślub jak urodzi się już mały?
-Nie, chce wziąć z tobą ślub przed urodzeniem. Zaczniemy szukać jakiegoś miejsca dzisiaj. Potem znajdIemy jakiegoś organizatora i bedIemy mieć wszystko z głowy.
-jak chcesz kochanie, zgodzę się na wszystko.
Zjedliśmy śniadanie i pojechaliśmy do mojej mamy powiedzieć jej o dziecku i o ślubie.

środa, 20 maja 2015

Część druga. Rozdział ósmy

*Charlotte POV*
Cała ekipa Louis'a wpadła do mojego domu parę minut po jego telefonie. Wszystko działo się tak szybko, że nawet nie zauważyłam kiedy chłopaki podłączyli co potrzebne.
-Charlotte, staraj się z nią rozmawiać jak najdłużej, musimy ją namierzyć, bo ona nie powie Ci gdzie jest. Nawet swojej matce nie powiedziała. Rozmawiaj z nią na spokojnie, a my wszystko namierzymy.
Wzięłam telefon ze stolika i wykonałam połączenie do mojej przyjaciółki, odebrała zaraz po paru sygnałach.
-Halo? - powiedziała zaspanym głosem.
-Jak tam? Już trochę Ci emocje opadły?- zapytałam. - Gdzie jesteś?
-Spałam przed chwilą, mam dość wszystkiego. Całe szczęście, że mała śpi i nie marudzi.  - zrobiła pauzę - trochę tak, ale chciałabym wiedzieć, czy on kogoś ma, czy po prostu nie chce mieć takiego obowiązku na głowie. - powiedziała pociągając nosem
-Pat, wydaje mi się, że możesz się mylić - starałam się ją jakoś pocieszyć. - Gdzie jesteś?
-Nie jakoś specjalnie daleko - powiedziała, w tym samym momencie gdy Tom pokazał dwa kciuki do góry, że nalazł już położenie Patrici. Louis wybiegł z domu i tylko słyszałam jak odjeżdża. - kontaktował się z tobą? - zapytała
-Co? Jeszcze raz powtórz, bo nie usłyszałam
-Kontaktował się z Tobą?
-Tak, był u mnie, szukał Cię.
-Niech szuka sobie dalej. Na pewno mnie nie znajdzie.
Rozmawiałam z Pat, dopóki ona się nie rozłączyła.
*Louis POV*
Zapukałem do drzwi babci Patrici i zaraz po chwili otworzyła mnie staruszka ze szczerym uśmiechem.
-Dzień dobry syneczku, jak dawno Cię nie widziałam. Patricia mówiła, że masz dużo pracy.
-Tak, to prawda, ale stwierdziłem, że mogę na chwilę się od niej oderwać. Jest w domu?
-Tak, tak u siebie w pokoju, śpi z małą.
-To pozwoli Pani, że pójdę im zrobić niespodziankę.- Uśmiechnąłem się do starszej Pani i wszedłem po schodach na piętro, skierowałem się do odpowiednich drzwi i bez pukania je tworzyłem. Gdy Patricia mnie zobaczyła, to otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia.
-Co Ty tutaj robisz? -wyszeptała.
-Przyjechałem zabrać Cię do domu.
-Nigdzie z tobą nie wracam, mam dość Louis, ostatnio nie masz dla mnie w ogóle czasu! Wszystko muszę zrobić sama, nie poświęcasz mi nawet minuty swojego pieprzonego czasu! Nie wiem co robisz, nie wiem o Tobie nic, nie wiem z kim jestem. - po jej policzkach zaczęły płynąć łzy, było widać po niej, że nie chciała, żeby to się stało.
-Pojedź ze mną w jedno miejsce i zobaczysz czym się ostatnio zajmuję.
-Nie Louis, więcej szans nie będziesz miał.
-Proszę. Zapytaj się babci czy zajmie się Jess, i pojedziemy w jedno miejsce.
-Dobrze, ale to nie oznacza, że do Ciebie wrócę.

Patricia zostawiła małą swojej babci i poszła ze mną do samochodu, widziałem jak trzęsły się jej ręce, bała się tego gdzie ją zawiozę. Podjąłem dwie próby złapania jej za rękę, ale zawsze ją zabierała. Gdy wjechałem na jedno z nowobogackich osiedli dziewczyna otworzyła szeroko usta, po czym zasłoniła je dłońmi.
-Louis co my tu robimy?
-Poczekaj chwilę a się dowiesz.
Podjechaliśmy pod dom, który był już z zewnątrz wykończony, choć nadal do środka wchodzili robotnicy.
-Po co tutaj przyjechaliśmy? - zapytała. Bez słowa wysiadłem z samochodu i poszedłem otworzyć dziewczynie drzwi. Podałem jej rękę a ona od razu znalazła się poza obwodem samochodu.
-Witaj w nowym domu kochanie - wyszeptałem jej do ucha.
*Patricia POV*
Nie wierzyłam własnym oczom, przede mną widniał piękny parterowy dom, był farba na nim była beżowa, a elementy były w kolorze cappuccino. Z zewnątrz wyglądał pięknie.
-Kochanie powiesz coś? - Louis zadał mi pytanie. - Nie było mnie w domu, bo większość czasu spędzałem tutaj aby wszystko zakończyło się szybko. - wyprzedził moje pytanie.
-Ale, ale dlaczego?
-Myślałaś, że nie wiem, że Oscar chce się wyprowadzić? Dlatego postanowiłem zbudować nam dom, żeby on nie musiał żyć w wynajętym mieszkaniu. Poza tym, chciałem, żebyś tutaj się czuła jak u siebie, sama udekorujesz nasz nowy dom. Pojedziemy wkrótce do sklepu i wybierzemy razem meble i farby. Pat, to wszystko dla Ciebie.
-Nienawidzę Cię Louis, nienawidzę.
-Ale za to mnie kochasz. Przepraszam promyczku, że tak mało czasu Ci poświęcałem, ale chciałem to jak najszybciej skończyć.
-Możemy wejść do środka? - zapytałam, bo byłam niesamowicie ciekawa jak to wszystko wygląda od wewnątrz.
-Nie możemy przeszkadzać panom w pracy więc jeszcze się musisz trochę wytrzymać.
-To odwieź mnie do babci.- po moich słowach zauważyłam smutek w jego oczach. - jak chcesz to możesz zostać.
-Patricia, obiecuję, że teraz się wszystko zmieni. Jutro jedziemy na zakupy kochanie. 
Gdy dojechaliśmy do domu babci, Jessica znów spała, a babcia upiekła czekoladowe ciasto i zrobiła nam herbatę z cytryną i miodem. Siedzieliśmy na werandzie przykryci kocem i obserwowaliśmy zachodzące słońce.
-Chciałabym gdzieś pojechać, odpocząć, wygrzać się na plaży.
-Weźmiemy ślub, to pojedziemy gdzieś w ciepłe kraje na miesiąc miodowy.
-Ale na cały miesiąc bez Jess?
-Nie pojedziemy całą rodziną. Nie zostawie mojej małej królewny.
Na jego słowa zrobiło mi się cieplej na sercu. Jestem szczęśliwa, że go mam.








PRZEPRASZAM! PRZEPRASZAM! PRZEPRASZAM! nie miałam weny, nic nie szło mi pisanie, rozdział też nie jest taki jakbym chciała, ale chociaż tyle, że pisało mi się go z łatwością.