niedziela, 25 października 2015

Część druga. Rozdział trzynasty

Jeśli mogę mieć prośbę to zostawcie po sobie jakiś ślad w postaci komentarza 
Miłego czytania ❤️


Te dwa tygodnie minęły bardzo szybko. Louis na urodziny podarował mi weekend w SPA, żebym mogła odpocząć. Musiałam zostawić na całe dwa dni moją córeczkę, ale odpoczęłam. Zrobiono mi masę zabiegów pielęgnacyjnych, fryzjerka przefarbowała mi włosy, teraz są o odcień ciemniejsze i o 4 centymetry krótsze. W tamtym tygodniu odbył się wieczór panieński i kawalerski. Dziewczyny ze względu na moja ciąże zorganizowały imprezę u nas w domu, a Louis pojechał z chłopakami do klubu. Ku mojemu zdziwieniu Matt i Philip był razem z nimi. Natomiast Charlotte zaprosiła Diane oraz dziewczyny chłopaków. Jess była u mojej mamy a my cała noc grałyśmy w rożne gry. W prezencie od dziewczyn dostałam wizytę w salonie tatuażu. O północy do drzwi zapukał striptizer. 
Postanowiłyśmy nie mowić nic Louisowi na ten temat. Krótko po 2 w nocy poszłyśmy spać. Bardzo miło spędziłam ten wieczór.
Teraz siedzę u rodziców w domu i czekam na zamówiona fryzjerkę. Wraz z Louisem postanowiliśmy w noc przed ślubem spać w innych miejscach. Stresuje się strasznie. A co jeśli zapomnę tekstu przysięgi? A jeśli się potknę i upadnę? Jednak najbardziej boje się, że Louis zostawi mnie przed
ołtarzem i usłyszę od niego nie.  
Gdy przyjechała już fryzjerka usiadłam na krześle i oddałam się w ręce fachowca. Włosy zostały wymodelowane na okrągłej szczotce, a następnie zostały wyprostowane. Górna partia włosów podtapirowana i spięta z tylu. Może nie była bardzo wykwintna, ale bardzo mi się podobała. Następnie wizażystka mnie umalowała. Miałam delikatnie umalowane oczy, powiększone za pomocą eyelinera. Na usta miałam nałożoną matową pomadkę w kolorze nude. W czasie gdy ja byłam czesana, Charlotte była malowana i na odwrót. Spojrzałam na zegarek w salonie, wskazywał 14:17. Co oznaczało, że zostały nam jeszcze dwie godziny do przyjazdu jednego z samochodów. Pani Wolf dzisiejszej nocy będzie opiekowała się Jess która aktualnie śpi pod okiem mojego taty. Matt'owi też udzieliła się atmosfera która panuje w domu i biegał w kółko po domu bo nie potrafił znaleźć sobie miejsca. 
-Matt, jesli nie masz co ze sobą zrobić to idź sie wykąpać. Na dobre nam to wyjdzie i ty też się trochę uspokoisz - rozkazała mu mama, a on bez słowa opuścił pokój. Gdy obie z Charlotte byłyśmy juz gotowe poszłyśmy obudzić J, żeby moc ją naszykować. Tata pomógł mi ją umyć i wysuszyć włosy. Jako panna młoda nie powinnam tego robić, ale to jest silniejsze ode mnie. Jess była bardzo spokojna i nie marudziła. Gdy mama była czesana i malowana nakarmiłam córkę, a zaraz potem zostałam zagoniona do ubierania się. W tym samym czasie moja fryzjerka układała włosy mojej córeczce. Pół godziny przed wyjściem byłam juz ubrana w suknie ślubna, miałam założony welon i byłam gotowa do wyjścia. 


Dłonie strasznie mi sie trzęsły. Ogólnie cała byłam zestresowana. Bałam sie wszystkiego i czekałam aż w końcu przyjedzie po nas limuzyna. 

*Louis POV* [w tym samym czasie]
Oscar i Dean skakali wokół mnie jak poparzeni, nie wiedziałem w co mam wsadzić ręce. Stałem przed lustrem ubrany w czarny dopasowany garnitur, spod marynarki można było dostrzec blado błękitną koszulę i czarną muchę. Włosy miałem zaczesane na bok, rzecz biorąc- tak jak zawsze, ale teraz to wszystko wydawało się być bardziej precyzyjne niż zazwyczaj. 
-jedzmy już, zaczekamy na nią w kościele - odezwałem się zachrypniętym ze stresu głosem. Noami poprosiła mi muszkę i wyszliśmy wspólnie z domu. Ustaliliśmy ze ja, Oscar i Diana pojedziemy jednym z naszych szybkich samochodów, a chłopaki w dwóch pozostałych. 

O 16:40 byliśmy w kościele. Z resztą tak jak większość zaproszonych gości. Rodzice Patrici czekali na zewnątrz i witali gości. Mimo ze oficjalnie poznałem tylko rodziców i babcie mojej narzeczonej to kłaniałem  się wszystkim ludziom których spotkałem na swojej drodze. Zaraz za mną przyszła mama Pat. Uspokoiła mnie mówiąc, że Patricia tez sie stresuje i ze bardzo by chciała mieć juz wszystko za sobą. Gdy wybiła 16:30 zacząłem sie stresować. Ponieważ wiedziałem ze za chwilę wrota sie otworzą i wejdzie Patricia. Za każdym razem gdy drzwi otwierały sie myślałem ze to ona, lecz dopiero byłem pewny jak usłyszałem Marsz Mendrlssona. Drzwi otworzyły sie i jako pierwsza pojawiła sie Jess prowadzona za rękę przez Matta, a zaraz za nimi szła w rytm granej melodii moja ukochana wraz z ojcem.
Gdy tylko ją zobaczyłem w moich oczach zaświeciły się iskierki. Wygladała przepięknie. Nagle w moich oczach pojawiły sie łzy. Patrzyłem na nią jak zaczarowany. Szła wolnym krokiem razem ze swoim tata pod rękę. Ocknąłem sie dopiero gdy jej ojciec podawał mi dłoń swojej córki tuż po ucałowaniu jej w oba policzki.
-wyglądasz pięknie kochanie - powiedziałem szeptem. 
Następnie ksiądz zaczął cała uroczystość. 

Po słowach kapłana 'możesz pocałować Pannę Młodą' cały stres odszedł. Patricia była juz moją żoną. Gdy wyszliśmy przed kościół goście zaczęli sypać na nas ryż. Były tak że życzenia i prezenty. Jednak nie były to prezenty dla nas. Poprosiliśmy o pluszaki dla domu dziecka. Nam nie było nic potrzebne, bo ja mogłem zapewnić wszystko Patrici oraz moim dzieciom. 

Nastepnie pojechaliśmy na miejsce imprezy. Wszystko bylo juz gotowe. Na wejście dostaliśmy dwa kieliszki, jeden był z szampanem drugi natomiast z wodą dla Pat. Wypiliśmy do dna i rzuciliśmy za siebie szkło ktore sie posypało w drobny mak. Zaprosiliśmy gości do stołów i podali pierwsze dwa Dania. Nie obeszło sie bez śpiewania sto lat czy innych weselnych przyśpiewek. 
Nastał czas na pierwszy taniec. Wziąłem moja ukochana na środek sali i zaczęliśmy wolno poruszać sie w rytm muzyki, to ja prowadziłem. Byłem najszczęśliwszym mężczyzną na całej kuli ziemskiej.  Trzymałem w ramionach moja żonę, która juz za 5 miesięcy urodzi mi drugie, tym razem moje biologiczne dziecko.
Po pewnym czasie dołączyli do nas goście.
Zabawa była przednia, o 21 Pani Wolf zabrała naszą córkę do domu, a Patricia w tym czasie przebrała się w wygodniejszą sukienkę
*Patricia POV*
Właśnie wybiła godzina 24, na sale wjechał tort. Był dokładnie taki o jakim marzyłam. Wraz z Louisem ukroiliśmy pierwszy kawałek i nakarmiliśmy siebie nawzajem. W dniu dzisiejszym zostałam Panią Tomlinson, teraz rownież i Jessica może przyjąć nazwisko Louisa. Welon którym rzucałam złapała Charlotte, a muchę złapał Dean, co oznacza, że wkrótce będziemy się bawić na dwóch weselach. 
Impreza skończyła się koło 6 rano. Ze względu na moją ciążę nie robiliśmy poprawin. Wszystko mi się podobało i było 100 razy lepiej niż to sobie wyobrażałam. Zostaliśmy odwiezieni do domu przez kierowcę limuzyny który pojawił się chwilę po telefonie mojego męża, byłam zmęczona ale szczęśliwa. 
Do domu Louis wniósł mnie na rękach i położył dopiero na łóżku. Szybkim tempem pozbył się mojej sukni i za chwile stał przede mną w samych bokserkach. Wyglądał jak grecki bóg. Stęskniłam sie za nim niemiłosiernie przez tą jedną noc. Od dziewczyn na panieńskim dostałam też komplet bielizny na noc poślubną w która byłam aktualnie odziana. Byłam tylko w niej a Louis pożerał mnie wzrokiem. Przybliżył sie do mnie, na ustach złożył delikatny pocałunek. Za chwilę czułam jak jego ręce rozpinają gorset z przodu. 
-kocham Cie Louis. - wyszeptałam pomiędzy pocałunkami. 
-ja Ciebie też Pani Tomlinson. Nie wiesz nawet jak kurewsko mnie to podnieca ze juz jesteś moja żona. Ze trzymam w obięciach właśnie Ciebie, ze właśnie w tym momencie będę uprawiał z tobą seks w naszą noc poślubną. 


sobota, 3 października 2015

Część druga, rozdział dwunasty.

Czas nie ubłagalnie mijał. Brzuch był delikatnie widoczny, ale jeśli ktoś nie wiedział o ciąży po prostu pomyślałby, że przytyłam. Za 2,5 tygodnia będę będę Panią Tomlinson. Nie jestem jeszcze na to gotowa. Lou jak to on nie pozwala mi się przemęczać. Rzadko kiedy mogę pójść na spacer z Jess, jeśli go nie ma. Ale sytuacja w domu poprawiła się znacznie. Louis wychodził do pracy o 10, wracał o 16. Czasem wieczorami wychodził z chłopakami na wyścigi, ale wtedy przychodziły do mnie dziewczyny.
-Mami, wstań już. Z tati nudno. - do pokoju weszła Jess. 
-Już królewno, wstaję. - tak jak powiedziałam tak zrobiłam. - Idź do tatusia. Mama zaraz przyjdzie.
Po niecałych 5 minutach weszłam już ubrana do kuchni. Jutro skończę 21 lat. 
-Dzień dobry - przywitałam się z Lou, który zalewał właśnie kakao gorącym mlekiem dla mnie i naszej córeczki.
-Hej Kochanie - odpowiedział stawiając przede mną kubek z parującym napojem. Dziękując pocałowałam go w policzek. - Co macie dzisiaj dziewczyny zamiar robić?
-do palku pojdziemy z cocią Lo.
-Umówiłam się z Charl, na 11 do parku. Przyjedzie po mnie, potem jedziemy do mamy na obiad, więc jeśli możesz to wróć dziś wcześniej i przyjedź do mamy.
-Dobrze skarbie.

Minęło 15 minut i Louisa już nie było. Włączyłam bajki dla Jess w salonie, a sama poszłam wybrać jej ubranie na spacer, przy okazji posprzątałam w jej pokoju, ścieląc łóżko i odkładając zabawki na swoje miejsce. Następnie sprzątnęłam w łazience i kuchni. 
Parę minut po 10 poszłam się umalować i naszykować całkowicie do wyjścia. Włosy rozpuściłam z koka, przez co lekko się zakręciły na końcach. Spojrzałam na termometr przyczepiony do okna w łazience - pokazywał 11 stopni. Z garderoby wyjęłam bluzę i wciągnęłam ją na siebie. Na przedpokój wystawiłam wózek i czekałam spokojnie na przyjście przyjaciółki.
-Kochanie, chcesz coś zjeść? -zapytałam Jess.
-Selek mi daj. Tluskawkowy.
Posadziłam małą na jej krzesełku stawiając przed nią serek o który mnie poprosiła, w tym czasie nalałam jej do kubeczka wodę i dzięki temu byłam naszykowana na spacer. 

Wpół do 12 byłyśmy w parku, Charl przyjechała po nas samochodem. Jess bawiła się na placu zabaw.
-Jak tam z Filiph'em?- zaczęłam rozmowę.
-Jest bardzo zadowolony. Postanowił, że znajdzie jakieś małe mieszkanie do wynajęcia dla naszej trójki. 
-W końcu! Cieszę się, że wam wyszło. 
-Nadal się tego wszystkiego boję. Tak samo jak Ty. Też bałaś się przeprowadzki. Boję się, że będziemy się kłócić tak jak Ty i Lou. 
-Mam nadzieje, że już jest po tych wszystkich sprzeczkach. Że jakoś to się wszystko już ułoży raz a dobrze, że to najgorsze jest już za nami. - naprawdę mam nadzieje, że już będzie wszystko ok. Nie wiem co bym teraz zrobiła jak byśmy się pokłócili.
Jeszcze chwile rozmawiałyśmy z Charl, a gdy zaczęło padać, zawiozła mnie do mamy. 
-Jess, idź w stronę domu babci, mamusia zaraz przyjdzie. - wyjęłam córe z fotelika, który zaraz musiałam zabrać z samochodu. Tak samo wyjęłam z bagażnika wózek. Pożegnałam się z przyjaciółką i kierowałam się w stronę domu, w które Jess pukała do drzwi, które po chwili się otworzyły i moja mama wzięła ją na ręce. Ja z samochodu koleżanki wózek i fotelik.
-Dziadek! Pomóż swojej córce!
Po tym jak babcia zawołała mojego tatę ten zaraz pojawił sie w drzwiach.
-Obiad przewidziałam na 15, ze względu na to że młody będzie tak w domu. A Louis o której przyjedzie?
-nie wiem mamo. Muszę do niego zadzwonić i sie zapytać.
Do 14 siedziałyśmy z mama i mówiłam jej trochę o przygotowaniach do wesela i innych rzeczach. Potem zaczęłam pomagać jej w przygotowaniu obiadu, tata pojechał po mojego brata a Jess spała w moim starym pokoju. 


-Mamo to było pyszne! Dawno nie zjadłam aż tyle.- zaśmiałam się gdy siedzieliśmy w szóstkę przy stole. Louis przyjechał chwile przed 15.
-poczekaj córeczko aż spróbujesz jeszcze jednej rzeczy - powiedziała mama, poganiając mojego ojca gestem ręki. Po chwili tata wszedł z tortem na których były zapalone dwie świeczki '2' i '1'.
Gdy tato wchodził każdy zaczął śpiewać 'wszystkiego najlepszego'. Postawił tort przede mną i już wiedziałam, że to było ciasto domowej roboty. Podziękowałam wszystkim buziakiem w policzek i zaczęłam kroić malinowo-czekoladowe ciasto. Co tam, ze urodziny mam dopiero jutro, ale taki mały gest daje dużo radości. Matt pobiegł do swojego pokoju i wrócił do kuchni z prezentem. Mama z tata też wręczyli mi torebeczkę.
-otwieraj! Mój pierwszy otwórz, proszę!- błagał mnie brat. Z torebki prezentowej wyjęłam moje ulubione perfumy, które kosztowały dużo więcej niż mój brat miał kieszonkowego. Ucałowałam go a on mnie przytulił. 
-zbierałem pieniądze od pół roku dla Ciebie, bo wiesz.. Jeszcze były inne wydatki - zaśmiałam sie na jego słowa nigdy bym nie spodziewała sie tak drogiego prezentu od niego. 
Od rodziców dostałam piękny komplet biżuterii. Jak na moje oko idealnie pasowały do mojej sukni ślubnej oraz miały małe niebieskie diamenciki. Byłam przeszczęśliwa. 
-a ode mnie dostaniesz jutro- wyszeptał  mi do ucha Lou. 

Niedługo pózniej pojechaliśmy do domu, bo Jessica była strasznie marudna oraz ja sie bardzo źle czułam. Jak poprzednią ciąże przechodziłam cieżko, to teraz było jeszcze gorzej mały sobowtór Tomlinsona był strasznie pobudzony. Nogi miałam bardzo spuchnięte, choć to dopiero 4 miesiąc. Ogólnie czułam się źle. Louis naszykował mi gorącą kąpiel i zajął sie Jess, bym mogła spokojnie poleżeć w wannie. Po dość długiej kąpieli zrobiłam kolacje dla dwójki głodomorów a sama wzięłam tylko jogurt z lodówki. Nakarmiłam Jessice, Louis potem ją wykąpał a ja w tym czasie leżałam na kanapie pod kocem. Słyszałam rownież jak mój ukochany śpiewa dla J. kołysankę. Gdy tylko zasnęła przyszedł po mnie, wziął na ręce i zaniósł do sypialni.
-teraz będziesz miała przedsmak jutrzejszego prezentu- powiedział a następnie przywarł do mnie ustami. 
-połóż sie na brzuchu to zrobie Ci masaż.
Mimo lekkiego dyskomfortu spowodowanego moim ciążowym brzuszkiem leżałam tak jak mi kazał i oddawałam sie przyjemności.
-Patricia, nawet nie wiesz jaka mam teraz ma Ciebie. -wyszeptał mi do
ucha.

Po masażu Lou poszedł sie umyć, a gdy wrócił to ja już spałam. 


Hej, wiem że juz mnie nie lubicie, 
Ale na prawdę nie mam weny. 
Przez co dzisiejszy rozdział jest krótkie
I do kitu.

Przepraszam. 
Kocham was i przesyłam buziaki❤️😘

środa, 1 lipca 2015

Część druga, rozdział jedenasty.

Rano obudziłam się już w lepszym humorze, spojrzałam na śpiącego obok mnie chłopaka i poczułam ciepło w sercu, mimo że a niego nie zasługiwałam, to wiedziałam, że jest miłością mego życia, tak samo jak ja jego.
Zajrzałam do pokoju córeczki, która smacznie spała w swoim łóżeczku, przykryłam ją dokładniej kołderką i zamknęłam drzwi, żeby jej nie obudzić przy robieniu śniadania.
Po wejściu do kuchni, ustawiłam ekspres i zrobiłam sobie kawę, musiałam wypić ją szybko żeby Louis nie zobaczył, bo „to może zagrozić dziecku”. Wyjęłam z lodówki jajka i mleko, z szafki mąkę i mikser, zaczęłam rozrabiać ciasto, naszykowałam też patelnie i olej. Gdy miałam wszystko naszykowane dopiłam szybko moją kawę i brudny kubek włożyłam do zmywarki, po cichu weszłam do sypialni i następnie naszykowałam sobie luźny strój na dzisiejszy dzień, czyli krótkie bawełniane spodenki i jedną z luźniejszych bokserek. Dzisiejszy dzień zapowiadał się ładnie, słońce świeciło już o 7 rano, włosy związałam w kitkę i nałożyłam podkład. Odkąd stałam się matką, nie malowałam się tak jak wcześniej. Miałam na to mniej czasu i ochoty. Gdy tylko wyszłam z łazienki zobaczyłam, że Lou już nie śpi.
-Cześć kochanie – przywitałam się z nim.
-Dzień dobry – posłał mi jeden z najpiękniejszych uśmiechów. - długo już nie śpisz?
Spojrzałam na zegarek który stał na szafce nocnej – tak od godziny. Chodź, zrobię Ci śniadanie.
-A Ty? Co będziesz jadła?
-Nic, boje się, że znów zwymiotuję, potem zjem jabłko albo coś takiego. Wolę się nie narażać.
-Umówiłem się wczoraj wieczorem, że Michael przyjedzie do nas koło 17, więc proszę kochanie, nie planuj nic.
-Idziesz dzisiaj do pracy?
-Tak, tak. Niedługo Dean przyjedzie z Noami, bo chciała się z tobą spotkać.
-No dobrze. Proszę, o to śniadanie. - przez całą naszą rozmowę przygotowywałam śniadanie dla mojego narzeczonego. Zrobiłam mu jeszcze szybko kawę. - Lou pamiętaj żeby naszykować listę gości który przyjdą od Ciebie, ja też zaraz usiądę i się tym zajmę.
Gdy zabrałam talerz i kubek w którym Louis pił kawę, domofon zadzwonił. Chłopak otworzył i pobiegł do garderoby żeby się ubrać. Otworzyłam drzwi wejściowe i od razu rzuciła się na mnie No.
-Och kochana, jak ja Cię dawno nie widziałam! - przytuliła mnie jeszcze bardziej. - Słyszeliśmy, że spodziewacie się dzidziusia. Gratulacje – wykrzyknęła.
-Ciszej, Noami mała jeszcze śpi. -uśmiechnęłam się do przyjaciółki i wyswobodziłam się z jej uścisku. - Cześć Dean – pocałowałam go w policzek.
Odkąd pojawiłam się w ich ekipie i zaczęłam się stawiać, wszyscy zupełnie inaczej się zachowują, nie ma już tego dystansu między dziewczynami a chłopakami.
-Gdzie Louis? - zapytał Dean.
-Ubiera się, zaraz powinien przyjść. Zrobić wam coś do picia?
-Ja podziękuję – uśmiechnął się chłopak – ale pewnie Noami będzie chciała.
-Tak, tak jak najbardziej, potrzebuje kolejnej dawki kofeiny – uśmiechnęła się. Po chwili Lou do nas dołączył, przywitał się z przyjacielem i jego dziewczyną, po czym panowie szybko wyszli.
Postawiłam przed przyjaciółką kubek z parującym napojem i usłyszałam zapłakany głos mojej córeczki.
-Mami! Mami! - gdy wyjrzałam z kuchni zobaczyłam, że Jess chodzi po naszej sypialni – Mami!
-Księżniczko, tutaj jestem. - zaczęłam iść w jej stronę, a gdy ona mnie zobaczyła od razu zaczęła biec. Spojrzałam na jej twarzyczkę i po policzkach płynęły łzy.
-Nidzie cie nie byo,
-Chodź do mamusi – wzięłam ją na rączki i weszłam do kuchni – zobacz kochanie kto do nas przyszedł.
-Cocia No! Coca No – wyciągnęła do niej rączki, a brunetka wzięła ją na rączki. Usmażyłam dla małej jednego naleśnika, po czym No ją karmiła, a ja wzięłam kartkę i zaczęłam spisywać listę gości. Osób z bliskiej rodziny miałam 25 osób, do tego znajomi, bliscy znajomi moich rodziców, rodzice moich przyjaciół i jak zobaczyłam listę osób to lekko się załamałam, 50 osób było ode mnie. Miałam nadzieję, że lista osób Louisa będzie dużo mniejsza.
-Masz już suknie kupioną? - wyrwała mnie z zamyślenia Noam.
-Tak, na wesele i poprawiny, zostało mi tylko kupić jakąś sukieneczkę dla Jess.
-To chodź pójdziemy z małą na spacer i przy okazji coś dla niej poszukamy. Jest taki ładny dzień, należy go wykorzystać.
Zgodziłam się na propozycję dziewczyny. Poszłam ubrać J. i wyszłyśmy.
Po godzinie byłyśmy w najbliższym centrum handlowym. Chodziłyśmy po sklepach z dziecięcymi ubrankami ale do tej pory nic nie znaleźliśmy. Gdy zrezygnowane chciałyśmy wyjść z centrum by wrócić do domu, zobaczyłam na manekinie śliczną błękitną sukienkę z tiulu. Podeszłyśmy do wystawy i szukałyśmy w którym sklepie znajdziemy ową rzecz. Gdy Noami pokazała palcem, szybko udałyśmy się do sklepu.
Po odszukaniu odpowiedniego rozmiaru przymierzyłam sukienkę mojej córeczce, wyglądała w niej pięknie. Poszłyśmy do kasy i wróciłyśmy do domu. Zrobiłam nam kakao, małej podałam obiadek i położyłam ją spać, razem z No włączyłyśmy jakąś komedię, rozmawiałyśmy na temat wesela i ich planów na przyszłość. Dziewczyna boi się, że Dean nie oświadczy jej się za szybko. Była z nim rok dłużej niż ja i Lou. Wliczając oczywiście nasze rozstania.
-Zazdroszczę Ci Pat tego wszystkiego co mam.
-A ja czuję, że na to nie zasłużyłam. Wszystko dzieje się tak szybko, mam niecałe 21 lat, niedługo będę żoną i matką drugiego dziecka.
-Ale zobacz, Louis Cię kocha, chce być z tobą i w końcu będziesz miała z nim dwójkę dzieci a on Cię mimo to nie zostawił. Powinnaś się z tego cieszyć, a nie załamywać tym faktem. Będziesz już ustatkowana. Duża ilość dziewczyn chciałaby być na twoim miejscu, więc nie marudź. Koło 16 przyjechali chłopcy, Dean zabrał swoją dziewczynę, a my z Lou zostaliśmy sami, pokazałam mu sukienkę dla córeczki
-Przygotowałam listę osób, ile tobie wyszło osób do zaproszenia Lou?
-5ciu pracowników firmy z partnerami, chłopaki z dziewczynami, Oscar z Dianą, Rodzice Deana, jego siostra z mężem, oraz 3 moich wspólników w interesach. Czyli 30 osób.
-Mi wyszło 50
-Czyli wychodzi 83 osoby z nami i J. 
-Nie, ale młodej nie liczymy. Ona będzie jadła ze mną.
-Patricia, wiesz co?
-No co tam Lou?
-Kocham Cię najmocniej na świecie, kocham Jessicę i tą małą fasolkę u Ciebie w brzuszku.
-Oh,Lou, ja też Cię kocham. Jesteś najwspanialszą rzeczą jaką kiedykolwiek spotkałam.- Louis za te słowa pocałował mnie namiętnie w usta, jego ręce wślizgnęły się pod moją koszulkę i wspinały się po brzuchu, by w końcu poczuć, materiał stanika, Louis szybkim ruchem odpiął mi go i zaczął pieścić moje piersi nadal całując mnie w usta, jego pocałunki zeszły na szyję, obojczyki. Jedna z jego rąk znalazła się przy gumce moich spodenek a za chwilę już dotykała najbardziej intymnego miejsca, zaczął pieścić mnie tam, a moje ciało odczuwało przyjemność, Louis przyśpieszył tempo, gdy byłam już blisko, mój oddech był nierównomierny, ktoś zadzwonił domofonem. Louis zakończył wszystko co robił, zapiął mój stanik i wstał.
-Dokończymy wieczorem – puścił mi oczko i poszedł otworzyć drzwi.
Pośpiesznie wstałam i poprawiłam włosy, zabrałam, kubki które po kakao piłam z koleżanką i włożyłam je do zlewu.
-Patricia, chodź. - usłyszałam głos Lou.
-Idę, idę. - Gdy weszłam do salonu na kanapie siedział już Michael i Julie, przywitałam się z nimi.
-No więc tak, zacznijmy od listy gości. - powiedział Michael – Macie już ją? Ile osób?
-Chcemy zaprosić 80 osób, no i plus nasza trójka. - odpowiedział Lou
-Wasza trójka? Przecież dziecko jeszcze nie przyjdzie na świat. - zdziwiła się Juliet
-Tak, tak ale mamy córeczkę. Ma dwa latka, więc postanowiliśmy jej nie wliczać do listy, ponieważ będzie może z 2 godziny, potem opiekunka się nią zajmie.
-Ah.. no chyba, że tak. To teraz lista dań. Mamy 4 dobre restauracje które z nami współpracują. Każda ma swoje menu. Bufet będzie stał w rogu sali. **
-Okej, jakie potrawy mogą zostać przygotowane?
-Tutaj macie karty. Wybierzcie jedną, a potem wybierzemy poszczególne dania.
Z czterech restauracji wybraliśmy dwie, które nam najbardziej odpowiadały. Potem wraz z Michaelem i Julie zdecydowaliśmy się a jedną z restauracji. Wybraliśmy danie z kurczakiem w roli głównej, różnego rodzaju sałatki i surówki oraz cztery rodzaje ciast.
Spojrzałam na zegarek i była prawie 18, przeprosiłam naszych gości i poszłam obudzić córeczkę, jeżeli teraz by nie wstała, to obudziła by się wkoło 10 w nocy. Wróciłam z nią do salonu, a Louis omawiał z Michaelem jakiego szampana i jakie wino mają kupić, oraz wszystkie koszta. Jess siedziała zawstydzona na moich kolanach i patrzyła raz na Juliet która się do niej uśmiechała i raz na Michaela.
Po kolejnej godzinie ustaleń wyszli, a ja zrobiłam kolację dla naszej trójki. Louis bawił się w ganianego z naszą córeczką a potem ją wykąpał.
Gdy Jess oglądała bajkę, ja razem z Louisem wypisywałam zaproszenia na ślub.




** Ogólnie, żeby opowiadanie było bardziej autentyczne poczytałam o ceremoniach ślubnych i imprezach w Anglii. Tam jest zupełnie inaczej niż u nas. Tam nie zaprasza się dużej ilości gości, nie mają tyle dań co jest u nas, oni mają tylko 1 danie, jest to w takiej postaci, że w którymś miejscu znajduje się bufet[coś jak u nas bufet szwedzki] tam znajdują się różne dania, goście nakładają sobie co chcą na talerz i kierują się po kolei do stołu. Po czym stół „szwedzki” znika i wtedy pojawia się miejsce do tanca, zostaje wprowadzony tort, Młodzi kroją go, a goście jeśli chcą go zjeść to podchodzą sobie i biorą, tak samo potem są na tym stole ustawione słodkości to też jest zasada, kto pierwszy ten lepszy. Nie leje się u nich wódka litrami ttak jak u nas, jak ktoś chce napić się czegoś innego niż wino do dania, czy szampan na początku ma do dyspozycji piwo, ewentualnie barek i musi sam zapłacić za swój alkohol który chce wypić. Już wiem, że z tym trochę nagnę tradycję. Również u nich impreza weselna kończy się koło godziny 24.

środa, 17 czerwca 2015

Część druga, rozdział dziesiąty

Mama była ucieszona po tym jak poinformowaliśmy ją o ślubie i o drugim dziecku. Tak samo jak ja uważała, że powinniśmy zaplanować całą ceremonię po porodzie, chociażby dlatego że czułabym się bardziej komfortowo, mogłabym wybrać taką sukienkę o której marzę, nie patrząc na to, że będzie widać mi brzuszek. Lou nie zgodził się na ten pomysł, dodatkowo stwierdził, że wszystko odbędzie się za dwa miesiące. Zostawiliśmy Jess u mojej mamy i pojechaliśmy do firmy zajmującej się organizacją ślubów.
-Witam, nazywam się Michael Heavey- przedstawił się niskiego wzrostu mężczyzna.- a to jest moja koleżanka Juliet Taylor. -wskazał na stojącą obok średniego wzrostu brązowo włosa kobietę. - w czym możemy Państwu pomóc?
-Dzień dobry, nazywam się Louis a to jest moja narzeczona Patricia -przedstawił nas sobie- potrzebujemy pomocy w organizacji ślubu, który musi się odbyć najpóźniej za dwa miesiące, że względu na to, że spodziewamy się dziecka.
-Oh, w takim razie gratuluję i zapraszam Państwa do pokoju, żebyśmy spokojnie mogli omówić szczegóły.
Po ponad godzinnej rozmowie ustaliliśmy, że ślub odbędzie się w jednym z Londyńskich urzędach, koło którego jest duży plac by móc urządzić imprezę w plenerze. Pod namiotami. Od razu także wybraliśmy kolor przewodni naszej imprezy. Będzie to pastelowy niebieski oraz  biały. Dzięki takim kolorom będziemy mogli mieć biało, rozowo niebieskie kwiaty. Wybraliśmy także wzór na zaproszenie i zamowiliśmy ich sto. Choć wiedziałam, że to za dużo. Jutro mieliśmy przyjechać by wybrać dania, tort i określi się co do ilości gości.
Lou odwiózł mnie do mamy i zabrał ze sobą Jess i pojechał do Oscara. A ja wraz z mamą i Charlotte pojechałam szukać sukienki. Teraz w drugim miesiącu ciąży nie było widać brzuszka w żadnej z sukienek, ale każda która wybrałam Nie była odpowiednia do sytuacji. Za 2 miesiące mogę wyglądać w nich nie ładnie. Bo były one gorsetowane. Sprzedawczyni starała namówić mnie na inny fason, który nie specjalnie przypadł mi do gustu. Ale po namowach w końcu uległam. Gdy stanęłam przed lustrem, wiedZiałam, że to jest ta sukienka w której chce pójść do ślubu. Była śnieżnobiała, koronkowa, dekold miała w serce, a na ramionach miałam koronkę. Suknia była przylegająca, ale na wysokości pupy rozchodzila się ku dołowi. Z tyłu lekko ciągnęła się po ziemi. Sprzedawczyni dobrala do niej idealny welon i już w 100% wiedziałam, że chce ta sukienkę.
Mamie i Charl bardzo podobała się ta suknia. Dobrałam jeszcze kilka złotych dodatków i zamówiłam tą suknię. Wiedziałam, że Lou widząc mnie w niej zakochała się jeszcze raz. Byłam tego bardziej niż pewna. Pojechałyśmy też od razu wybrać sukienki dla mamy i Charlotte jako druhny. Po dość krótkich poszukiwaniach mama wybrała sobie sukienkę w odcieniu błękitu, która była dopasowana i sięgała przed kolano. Przy okazji ja znalazłam sukienkę na poprawiny, która była z białego materiału, z przodu sięgała do połowy ud, a z tyłu do kostek. Z Charl było troszkę trudniej, ale po kolejnej godzinie wybrałyśmy sukienkę dla mojej ciężarnej przyjaciółki. Sukienka była złoto-pudrowa. Góra składała się z gorsetu na którym były złote koraliki a dół był z tiulu. Zadowolone z zakupów wrocilysmy do domów. Najpierw mama odwiozła Charlotte, potem mnie. Gdy weszłam do domu nikogo Noe było. Wykorzystując chwilę spokoju nalałam sobie gorącej wody do wanny, wlałam płyn do kąpieli i waniliowo-cynamonowy olejek odprężający. Dzięki Louisowi mam wszystko, przez co czuje ze na niego nie zasłużyłam. Jestem zwykłą dwudziestolatką, bez studiów, Ani perspektywy na przyszłość, mam dopiero 21 lat a niedługo będę matką dwójki dzieci. Jak mogłam do tego dopuścić? Gorąca woda miała pomóc mi się odstresować, a nie załamać mnie jeszcze bardziej. Pośpiesznie wyszłam z wanny, wytarlam się ręcznikiem i założyłam wczesniej przygotowaną piżame. Stanęłam bokiem żeby zobaczyć czy widać już trochę brzuszek ale póki co był tylko delikatnie zaokrąglony. Na mojej twarzy było widać since pod oczami oraz wszystkie niedoskonałości. Oczy miałam przekrwione przez to że chwilę temu płakałam. Wyszłam z łazienki z zamiarem zrobienia sobie gorącej czekolady i położenia się na kanapie pod kocem. Gdy z przygotowanym napojem lezalam już w salonie, kolejne łzy zaczęły płynąć po moich policzkach. Chwilę później do domu szedł Louis trzymający za rękę Jessice. Dziewczynka z uśmiechem na twarzy podbiegła do mnie i mnie przytuliła.
-Mami cenu mas łeski o tu - pokazała paluszkiem na policzki. - Tati, Tati sybko.
Jedna ręka przetarłam twarz z łez choć wiedziałam, że Louis i tak zauważy, że przed chwilą płakałam. -Kochanie idź zanieś lalkę do pokoju. Ja przytulne mamusie i już nie będzie płakała. - Dziewczynka szybko zabrała zabawkę z rąk Lou i w podskokach pobiegła do swojego pokoju.
-Pat, co się stało?
-Nic takiego, to tylko ciążowe humorki. - wymusiłam uśmiech i szybko wstałam, zmierzając ku pokojowi córeczki.
-i tak Ci nie wierzę - usłyszałam za sobą głos Louisa.
-Kochanie skąd masz taką piękną lalkę?
-oscal mi ja dal.
-Chodź pójdziemy się wykąpać i zjemy kolację.
Po nakarmieniu J. położyłam ja spać i wróciłam do kuchni by zrobić sobie kolację, zauważyłam że Lou już ja dla nas przygotował, sam teraz siedział przy laptopie pałaszując tosty. Gdy zjadłam dwa zrobiło mi się niedobrze i odległość pomiędzy kuchnią a łazienką pokonałam biegiem. Szybko przykucnęłam przy toalecie i wszystko co zjadłam znalazło się w niej. Poczułam jak Lou zwiazuje mi włosy w kitke. Chłopak po chwili pomógł mi wstać żebym mogła opłukać usta, gdy tylko to zrobiłam, ponownie odwrocilam się do toalety i znów zwymiotowałam. Po dłuższej chwili Louis zaniósł mnie do łóżka i sam poszedł pod prysznic. A ja lezalam i plakałam. Żadne starania Louisa nie przynosiły skutku. Ani glaskanie po ramieniu ani przytulanie. Uspokoiłam się dopiero jak Louis zaczął śpiewać mi refren mojej ulubionej piosenki.
jesteś światłem w ciemności,
Jesteś biciem mego serca
Jesteś powietrzem, którym oddycham
Wiesz, sprawiasz że jestem kompletny
Jesteś moim brakujacym kawałkiem puzzli.
Słysząc ostatni wers refrenu odplynelam do krainy morfeusza

piątek, 29 maja 2015

Część druga, rozdział dziewiąty

Po niecałych dwóch miesiącach wprowadziliśmy się do nowego domu, nie mogłam się do tego przyzwyczaic. Chrzest Jessicy już za nami. Już niebawem posyłamy ją do przedszkola.
-Mamo pić! -Jess już coraz więcej mówi, podeszła do mnie i wyciągnęła rączki żebym ja podniosła. Poszłyśmy razem do kuchni i nalalam jej soczku do butelki, gdy tylko ją odstawiłam zadzwonił telefon.
-Cześć Charl- przywitałam koleżankę.
-Pat, powiedz mi, że mogę do Ciebie wpaść teraz, za 5minut
-Oczywiście, ale stało się coś?
-Można tak powiedzieć. Zaraz będę.
I się rozłączyła. Przestraszyłam się lekko ale nie zostało mi nic innego niż czekać aż moja przyjaciółka przyjdzie. Zmyłam naczynia i usłyszałam dzwonek do drzwi. Pobiegłam otworzyć i po chwili zobaczyłam Charlotte.
-Cześć! Gdzie jest moja kochana królewna?
-Coca! -Malutka podbiegła do niej i przytulila się do jej nogi.
-Powiedz mi co się stało że tak szybko przyszlaś.
-Zrób kawę to porozmawiamy -Usmiechnela się do mnie i poszłyśmy do kuchni, nastawilam ekspres i po chwili miałam gorący napój. Postawiłam go przed koleżanką i czekałam aż w końcu powie mi o co chodzi.
-Patricia, jestem w 2 miesiącu ciąży!
-O mój Boże! Jak ja się cieszę kochana- przytulilam się do przyjaciółki. - Powiedziałaś już Filiph'owi?
-Nie, boję się to zrobić, a co jak będzie zły? Pamiętasz Louis Cię zostawił, odszedł od Ciebie.
-Ale Lou, to Lou. Filiph jest zupełnie inny. On Cię kocha, więc musisz mu o tym powiedzieć.
-Wiem, wiem, a ty powiedziałaś już Louisowi?
-Co miałaś mi powiedzieć kochanie?-za plecami usłyszałam głos mojego narzeczonego. To teraz jestem wkopana po uszy. Spojrzałam się na Charlotte, a ona od razu wstała i poszła do Jessie.
-Co takiego miałaś mi powiedzieć o czym nie wiem?
-Lou , no bo...- nie mogłam z siebie nic wydusic
-mama ma dzidzi- Jess weszła do Kuchni i pokazała na brzuszek - o tu
-Charlotte zabierz małą do pokoju. -Lou wydał polecenie mojej przyjaciółki, miałam mu powiedzieć to w inny sposób, ale moje dziecko mnie wręczyło.
-Pat, czy to prawda? Czy to prawda, że jesteś w ciąży?
Pokiwałam głowa na tak, nie mówiłam nic bo się panicznie bałam reakcji Louisa. Stał chwilę w skupieniu, pewnie przetwarzał wszystko o czym się dzisiaj dowiedział i jak gdyby nigdy nic przytulił mnie do siebie. Byłam zaskoczona jego reakcją
-Kochanie tak się cieszę! -pocalował mnie w usta.- w którym jesteś miesiącu?
-To , to dopiero początek drugiego miesiąca.
-Dlatego mi kochanie nie powiedziałaś?
-Nie wiem, bałam się twojej reakcji.
-Kochanie, to kiedy bierzemy ślub? Musimy się pobrać zanim urodzi nam się dzidziuś.
-Ustalimy to jutro Louis okej? Chciałam jeszcze porozmawiać z Charlotte
-Dobrze, to nie przeszkadzam i zabieram Jess na spacer.
Wieczór z przyjaciolką minął mi bardzo szybko, jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to Charlotte urodzi w lutym,doradziłam jej żeby powiedziała o tym Filiphowi jak najszybciej i tak po prostu. Gdy z Louisem już leżeliśmy w łóżku przytulił mnie do siebie a następnie zaczął mówić o tym jak piękny będzie nasz ślub.
-chodźmy spać już, dobranoc kochanie.

Rano obudziła nas moja córeczka ktora weszła do nas do łóżka. Ale my poszlysmy dalej spać. Słyszałam jak Lou wstaje i wychodzi. Jak się później okazało to przyniósł dla mnie śniadanie do łóżka.
-Kochanie to za 3 miesiące bierzemy ślub, dobrze?
-A nie lepiej jeśli weźmiemy ślub jak urodzi się już mały?
-Nie, chce wziąć z tobą ślub przed urodzeniem. Zaczniemy szukać jakiegoś miejsca dzisiaj. Potem znajdIemy jakiegoś organizatora i bedIemy mieć wszystko z głowy.
-jak chcesz kochanie, zgodzę się na wszystko.
Zjedliśmy śniadanie i pojechaliśmy do mojej mamy powiedzieć jej o dziecku i o ślubie.

środa, 20 maja 2015

Część druga. Rozdział ósmy

*Charlotte POV*
Cała ekipa Louis'a wpadła do mojego domu parę minut po jego telefonie. Wszystko działo się tak szybko, że nawet nie zauważyłam kiedy chłopaki podłączyli co potrzebne.
-Charlotte, staraj się z nią rozmawiać jak najdłużej, musimy ją namierzyć, bo ona nie powie Ci gdzie jest. Nawet swojej matce nie powiedziała. Rozmawiaj z nią na spokojnie, a my wszystko namierzymy.
Wzięłam telefon ze stolika i wykonałam połączenie do mojej przyjaciółki, odebrała zaraz po paru sygnałach.
-Halo? - powiedziała zaspanym głosem.
-Jak tam? Już trochę Ci emocje opadły?- zapytałam. - Gdzie jesteś?
-Spałam przed chwilą, mam dość wszystkiego. Całe szczęście, że mała śpi i nie marudzi.  - zrobiła pauzę - trochę tak, ale chciałabym wiedzieć, czy on kogoś ma, czy po prostu nie chce mieć takiego obowiązku na głowie. - powiedziała pociągając nosem
-Pat, wydaje mi się, że możesz się mylić - starałam się ją jakoś pocieszyć. - Gdzie jesteś?
-Nie jakoś specjalnie daleko - powiedziała, w tym samym momencie gdy Tom pokazał dwa kciuki do góry, że nalazł już położenie Patrici. Louis wybiegł z domu i tylko słyszałam jak odjeżdża. - kontaktował się z tobą? - zapytała
-Co? Jeszcze raz powtórz, bo nie usłyszałam
-Kontaktował się z Tobą?
-Tak, był u mnie, szukał Cię.
-Niech szuka sobie dalej. Na pewno mnie nie znajdzie.
Rozmawiałam z Pat, dopóki ona się nie rozłączyła.
*Louis POV*
Zapukałem do drzwi babci Patrici i zaraz po chwili otworzyła mnie staruszka ze szczerym uśmiechem.
-Dzień dobry syneczku, jak dawno Cię nie widziałam. Patricia mówiła, że masz dużo pracy.
-Tak, to prawda, ale stwierdziłem, że mogę na chwilę się od niej oderwać. Jest w domu?
-Tak, tak u siebie w pokoju, śpi z małą.
-To pozwoli Pani, że pójdę im zrobić niespodziankę.- Uśmiechnąłem się do starszej Pani i wszedłem po schodach na piętro, skierowałem się do odpowiednich drzwi i bez pukania je tworzyłem. Gdy Patricia mnie zobaczyła, to otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia.
-Co Ty tutaj robisz? -wyszeptała.
-Przyjechałem zabrać Cię do domu.
-Nigdzie z tobą nie wracam, mam dość Louis, ostatnio nie masz dla mnie w ogóle czasu! Wszystko muszę zrobić sama, nie poświęcasz mi nawet minuty swojego pieprzonego czasu! Nie wiem co robisz, nie wiem o Tobie nic, nie wiem z kim jestem. - po jej policzkach zaczęły płynąć łzy, było widać po niej, że nie chciała, żeby to się stało.
-Pojedź ze mną w jedno miejsce i zobaczysz czym się ostatnio zajmuję.
-Nie Louis, więcej szans nie będziesz miał.
-Proszę. Zapytaj się babci czy zajmie się Jess, i pojedziemy w jedno miejsce.
-Dobrze, ale to nie oznacza, że do Ciebie wrócę.

Patricia zostawiła małą swojej babci i poszła ze mną do samochodu, widziałem jak trzęsły się jej ręce, bała się tego gdzie ją zawiozę. Podjąłem dwie próby złapania jej za rękę, ale zawsze ją zabierała. Gdy wjechałem na jedno z nowobogackich osiedli dziewczyna otworzyła szeroko usta, po czym zasłoniła je dłońmi.
-Louis co my tu robimy?
-Poczekaj chwilę a się dowiesz.
Podjechaliśmy pod dom, który był już z zewnątrz wykończony, choć nadal do środka wchodzili robotnicy.
-Po co tutaj przyjechaliśmy? - zapytała. Bez słowa wysiadłem z samochodu i poszedłem otworzyć dziewczynie drzwi. Podałem jej rękę a ona od razu znalazła się poza obwodem samochodu.
-Witaj w nowym domu kochanie - wyszeptałem jej do ucha.
*Patricia POV*
Nie wierzyłam własnym oczom, przede mną widniał piękny parterowy dom, był farba na nim była beżowa, a elementy były w kolorze cappuccino. Z zewnątrz wyglądał pięknie.
-Kochanie powiesz coś? - Louis zadał mi pytanie. - Nie było mnie w domu, bo większość czasu spędzałem tutaj aby wszystko zakończyło się szybko. - wyprzedził moje pytanie.
-Ale, ale dlaczego?
-Myślałaś, że nie wiem, że Oscar chce się wyprowadzić? Dlatego postanowiłem zbudować nam dom, żeby on nie musiał żyć w wynajętym mieszkaniu. Poza tym, chciałem, żebyś tutaj się czuła jak u siebie, sama udekorujesz nasz nowy dom. Pojedziemy wkrótce do sklepu i wybierzemy razem meble i farby. Pat, to wszystko dla Ciebie.
-Nienawidzę Cię Louis, nienawidzę.
-Ale za to mnie kochasz. Przepraszam promyczku, że tak mało czasu Ci poświęcałem, ale chciałem to jak najszybciej skończyć.
-Możemy wejść do środka? - zapytałam, bo byłam niesamowicie ciekawa jak to wszystko wygląda od wewnątrz.
-Nie możemy przeszkadzać panom w pracy więc jeszcze się musisz trochę wytrzymać.
-To odwieź mnie do babci.- po moich słowach zauważyłam smutek w jego oczach. - jak chcesz to możesz zostać.
-Patricia, obiecuję, że teraz się wszystko zmieni. Jutro jedziemy na zakupy kochanie. 
Gdy dojechaliśmy do domu babci, Jessica znów spała, a babcia upiekła czekoladowe ciasto i zrobiła nam herbatę z cytryną i miodem. Siedzieliśmy na werandzie przykryci kocem i obserwowaliśmy zachodzące słońce.
-Chciałabym gdzieś pojechać, odpocząć, wygrzać się na plaży.
-Weźmiemy ślub, to pojedziemy gdzieś w ciepłe kraje na miesiąc miodowy.
-Ale na cały miesiąc bez Jess?
-Nie pojedziemy całą rodziną. Nie zostawie mojej małej królewny.
Na jego słowa zrobiło mi się cieplej na sercu. Jestem szczęśliwa, że go mam.








PRZEPRASZAM! PRZEPRASZAM! PRZEPRASZAM! nie miałam weny, nic nie szło mi pisanie, rozdział też nie jest taki jakbym chciała, ale chociaż tyle, że pisało mi się go z łatwością.