Chwila zawahania i wiem, że to mogłoby znaczyć, że zgadzam się z jego słowami.
-Nie, to jest dziecko Louis'a. - Powiedziałam z opanowaniem.
-To dlaczego mała jest tak bardzo podobna do mnie?
-Oblicz sobie, urodziła sie w maju, to jak niby mogłaby być twoja? Musiała bym Cię spotkać dwa miesiące wcześniej!- małe kłamstwo nikomu nie zaszkodzi, a prawda jest taka, że nie chciałabym żeby Max myślsł, że Jes jest jego dzieckiem.
-To mała suko, wytlumacz mi dlaczego jest tak bardzo podobna do mnie? - Złapał mnie za ramię i zaczął szarpać. - Może w takim razie zrobię Ci kolejne dziecko? Bo jakby odziedziczyło geny mamusi to było by tak śliczne jak Ty. - Zaczął ciągnąć mnie w stronę jakiś krzaków
-Zostaw mnie! Puszczaj. - Ostatnie słowo wysyczałam przez zęby z nienawiścią. Gdy Max ciągnął mnie dalej, trzymając mocno za rękę, nawet nie zauważyłam kiedy Jackson zdążył przybiec do naszej dwójki, poczułam dopiero gdy Max mnie puścił, gdy chłopaki zaczęli sie bić zobaczyłam zmierzający w naszym kierunku gang, gdy tylko Louis mnie rozpoznał, od razu zaczęli biec w naszą stronę, byłam roztrzęsiona i czułam, że znów zbliża się atak paniki. Zanim mój chłopak znalazł się koło nas ja już bylam na trawie, cała się trzęsłam i płakałam. Gdy poczułam, że ktoś mnie obejmuje zaczęłam się szarpać byle by tylko uciec. Jak się po chwili okazało, to był mój chłopak, który próbował mnie uspokoić śpiewając mi do ucha jakąś piosenkę.
-Patricia, co on od Ciebie chciał? Dlaczego się z nim spotkałaś? - Zapytał gdy wróciliśmy do domu, przeczuwam, że dzisiaj mogę zapomnieć o wyjściu do pracy, zaraz będzie awantura stulecia. Nie wiem co się stało z Max'em bo atak paniki odebrał mi 20 minut z życia.
-Powiedz mi po co się z nim spotkałaś i dlaczego niczego mi nie powiedziałaś?
- Nie chciałam Cię denerwować.
-A myślisz, że teraz jestem mniej zdenerwowany? Czego on od Ciebie chciał?
-Groził mi, że jeżeli nie przyjdę, to on zabierze mi Jessicę. Bałam się, on się domyśla, że jest jego, ale mu dzisiaj powiedziałam że znam Cię dłużej i że jest twoja.
-Następnym razem masz mi o wszystkim mówić, bo nie ręczę za siebie. A teraz mi powiedz, gdzie jest mała?
-U mojej mamy. Lou, co robiłeś w parku, w czasie gdy powinieneś być w biurze?
-To nie jest twoja sprawa.
-Mhm, dlaczego tak sądzisz?
-Bo to moje osobiste sprawy, które nie powinny Cię dotyczyć.
-Mhm, w takim razie najlepiej nie mów mi nic, ja o swoich sprawach, też Ci nie będę nic mówiła. Zachowujmy się najlepiej tak jakbyśmy się nie znali. - Odwróciłam się do niego tyłem i ruszyłam w stronę drzwi -Wychodzę.
-Gdzie?
-Nie powinno Cię to obchodzić.
Pojechałam do domu rodziców i tam wszystko wytłumaczyłam mamie. Zadzwoniłam do kawiarnii i powiedziałam, że dzisiaj nie mogę. Wyszłyśmy do parku na spacer.
-Znów się pokłóciliście?
-Troszeczkę. to nic strasznego, ale chcę żeby pobył sam i się trochę pomartwił. Bo dzisiaj stwierdził że nie powinnam interesować się jego sprawami.
-Patricia ale wiesz że nie powinnaś się tak zachowywać?
-Mamo, to jest mój związek i będę robiła co będę chciała.
-Ale ja chcę tylko pomóc.
-Dziękuję za rady, ale chcę to załatwić po mojemu.
Nie minęło pół godziny, a Louis już do mnie zadzwonił, nie odebrałam. Po chwili dostałam sms'a z pytaniem gdzie jestem. Wyłączyłam telefon, mama powiedziała, że musimy już wracać, bo musi zrobić obiad. Nie chciałam iść do domu rodziców, bo tam pewnie pokazał by się zaraz Louis. Zostawiając mamę przy wyjściu z parku udałam się do galerii handlowej, żeby pooglądać ubrania. Chciałabym mieć już październikową wypłatę, ale minęły dopiero dwa tygodnie tego miesiąca, a ja już zdążyłam stracić poprzednie wynagrodzenie. Jutro są urodziny Oscar'a, więc muszę wymyślić coś dobrego na obiad. Spojrzałam na zegarek w centrum który pokazywał, że jest już 16, włączyłam telefon i od razu przyszły wiadomości z poczty głosowej, których było 7, także inne wiadomości od mojego chłopaka, złapałam taksówkę i wróciłam do naszej willi. Samochodu Louis'a nie było, ale za to zobaczyłam mój oraz Dean'a. Gdy tylko weszłam do domu, zobaczyłam buty Noami.
Przywitałam się z dziewczyną siedząca w salonie i poszłam podgrzać sloiczek z jedzonkiem dla J.
Będąc w kuchni usłyszałam jak dziewczyna z kimś rozmawia mówiąc, że jestem już w domu.
Uśpiłam Jessicę i do domu wszedł wściekły Louis.
-Cześć kochanie - przywitałam się z nim jak gdyby nigdy nic i od razu zobaczyłam jak rysy jego twarzy łagodnieją.
-Martwiłem się o Ciebie -powiedział po czym mnie przytulił.
-Widzisz stary? mówiłem Ci, że nic się jej nie stało - usłyszałam głos Dean'a i się zaśmiałam.
-Pat, proszę nigdy więcej tak nie rób.-Lou ponownie mnie przytulił.
-Nie będę, jeśli zaczniesz mówić mi więcej!-podniosłam na niego głos, a on spiorunował mnie wzrokiem
czwartek, 24 kwietnia 2014
Część druga, rozdział czwarty.
środa, 23 kwietnia 2014
Część druga, rozdział trzeci.
Gdy tylko założyłam fartuszek poprosiłam Emmę by przejęła moją stronę, dziewczyna na początku nie chciała się na to zgodzić, ponieważ było tam znacznie więcej ludzi niż na jej stronie, ale w końcu uległa. Teraz mogłam spokojnie zająć się pracą.
-Patricia, Max zostawił coś dla Ciebie. - koleżanka podała mi karteczkę.
Przestraszyłam się, nie mogłam nikomu o tym powiedzieć, a z chęcią zadzwoniłabym teraz do Louis'a. Do zamknięcia kawiarni zostało 47 minut, nie chciałam sama wracać do domu ale nie miałam wyboru, przyjechałam autem więc musiałam też nim wrócić. Gdyby nie wiadomość od Max'a przekazana przez Em, dzisiejszy dzień należałby do udanych, ale jednak. Dziś nawet w kawiarni odwiedziła mnie mama. Była ciekawa jak wygląda miejsce mojej pracy, bo jeszcze nigdy tutaj nie była.
-Dobra to już była ostatnia filiżanka którą musiałam zmyć, czyli jestem wolna?
-Tak, do zobaczenia jutro o tej samej porze.
Szybkim tempem dotarłam do auta, gdy tylko usiadłam na fotelu zamknęłam drzwi na klucz. W torbie znalazłam telefon i zadzwoniłam do Jackson'a tłumacząc mu całą sprawę. Obiecał, że nie powie nic Louis'owi i że stawi się przed 12 w tym parku. Ma być moim ochroniarzem. Nadal lekko roztrzęsiona dotarłam do domu. Jest już po 22 więc Jes powinna już spać, teraz tylko prysznic i relaks. Ale po tym jak weszłam do domu moje plany się zmieniły. W salonie siedział cały gang, a moja córeczka była w rękach Noami.
-Cześć Patricia - przywitali mnie wszyscy chórem, poza Tom'em. Z Jacksonem wysłaliśmy sobie porozumiewawcze spojrzenie gdy mój chłopak mnie przytulił.
-Jak dobrze widzieć was znów razem - powiedziała Vanessa, po czym wtuliła się w Taylor'a
-Noami, przepraszam ale daj mi małą, bo ona już powinna od dwóch godzin spać.
Poszłam wraz z dziewczynami do jej sypialni wcześniej biorąc mleko z kuchni. Nakarmiłam ją i położyłam do łóżeczka, zapaliłam małą lampkę obok, po czym zgasiłam światło. Włączyłam jeszcze karuzelę nad łóżeczkiem, która grała cicho spokojną muzyczkę i wyszłyśmy z pokoju.
-Idziemy do salonu czy do sypialni?
-Nie wiem jak wam, ale mi się z facetami już siedzieć nie chce, więc może do sypialni - wraz z Van zgodziłyśmy się na słowa Noami.
-Teraz lepiej opowiadaj co się między wami stało?
-Znów mnie uderzył. Tym razem gdy próbowałam go odciągnąć od chłopaka mojej koleżanki z pracy, wycelował mi prosto w nos z pięści, Do trzech razy sztuka, miał ostatnią szansę i ją zmarnował, ale nie mogłam żyć bez niego. No i jestem.
-Wiemy jak jest ciężko z chłopakami ale jakoś musimy to przeżyć, kochamy ich takimi jakimi są.
-Tak, to prawda, tym bardziej że Lou się i tak bardzo zmienił.
Pośmiałyśmy się jeszcze trochę wspominając dzieciństwo, potem Louis zawołał nas, żebyśmy zeszły na dół. Spotkanie gangu dobiegło końca, więc dziewczyny też musiały wyjść, było już sporo po 12. Louis musiał jeszcze coś dokończyć w biurze, więc poszłam pod prysznic. Juro czeka mnie straszne spotkanie z ojcem Jes. Jeszcze przez myśl przeszło mi poproszenie Oscara żeby dotrzymał towarzystwa Jackson'owi, ale wiem, że on by za dlugo języka za zębami nie trzymał. Położyłam sie do łóżka mając nadzieję że Louis za chwilę wróci, ale zanim sie pojawił w łóżku ja już spałam. Rano wyszedł też nic mi nie mówiąc, zadzwoniłam do mamy czy mogłaby przypisywać Jessice przez godzinę, ona bez żadnego problemu sie zgodziła. O 11.50 bylam juz w parku, Jackson napisał mi sms'a że mnie widzi i mam się nie martwić o nic. Pięć minut po 12 usłyszałam głos Max'a za plecami -Myślałem, że przyjdziesz z moją córeczką.
Przepraszam, że tak długo, ale nie miałam na prawdę na to czasu :c
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)