niedziela, 23 listopada 2014

Część druga, rozdział siódmy

W taki sposób czas mogę spędzać zawsze- miła rodzinna atmosfera. Do domu wróciliśmy jakoś po 17. Zadzwoniłam do mamy o której będą, ale ona sama nie wie. Louis odwiózł nas do domu a sam gdzieś pojechał. Naszykowałam kolację dla wszystkich i po nakarmieniu J poszłam do pokoju by odpocząć. Chłopaki umówili się że będą grać na konsoli. Jessie siedziała obok i bawiła się moimi włosami.
-MA-MA- myślałam że się przesłyszałam.- MA-MA. - Jess pierwszy raz wypowiedziała, to słowo. Byłam taka dumna. Pocałowałam córeczkę w czoło i zaczęłam śpiewać jej kołysankę. Po chwili zasnęła wtulona we mnie a ja zaraz po niej.
-Patricia - ktoś mnie szturchnął - Patricia no.- usłyszałam głos brata
-Hmm?
-Zadzwoń do mamy! Jest już po 20 a jeszcze ich nie ma.
Z torby wyciągnęłam telefon i wykręciłam numer. Po krótkiej rozmowie dowiedziałam się, że nie wracają do domu.
-No i co?
-Zostają na noc.
-A gdzie ja będę spał?
-Jedziemy do domu. Jest już Louis?
-Chyba nie.
Matt trzymał torbę z rzeczami które naszykowałam na jutro a ja niosłam śpiącą Jess.
Nikogo nie było na dole, więc nikt nie wie że wyszłam z domu
-Usiądź koło niej ale spróbuj jej nie obudzić- Uśmiechnęłam się do brata.
-Nie mówisz Louis'owi gdzie będziesz?
-Mamy taki układ, że robimy co chcemy, ale to nie jest dobre postępowanie.
Gdy tylko weszliśmy zaniosłam J do łóżeczka a potem zeszłam zrobić kolację. Kanapki z szynką i ogórkiem są dobre ale i szybkie do zrobienia. Postawiłam talerz z kanapkami przed bratem.
-Nie za dużo?
-Będzie na śniadanie jak zaśpimy.
Gdy oboje byliśmy już najedzeni wygoniłam brata by poszedł spać a ja siedziałam w salonie i oglądałam telewizję czekając na jakąkolwiek wiadomość od Lou. Chwilę przed 10 zadzwonił mój telefon a na wyświetlaczu pokazało się jego imię.
-Halo?
-Gdzie jesteście?
-A Ty gdzie byłeś?
-Powiedz mi gdzie jesteście.
-U rodziców.
-Znów uciekłaś?-jego głos złagodniał.
-A co jeśli tak?
-Nie odpuszczę i będę walczyć.
-A co jeśli nie?
-wróć.
-nie mogę.
-Czyli jednak tak - posmutniał.
-Nie. Jak chcesz to przyjedź.
-Za 15 minut jestem.
W tym czasie poszłam pod prysznic, zdążyłam zrobić nam kakao i usiąść wygodnie na kanapie. Usłyszałam znajomy warkot silnika i już wiedziałam, że to Lou. Gdy zapukał otworzyłam mu drzwi.
Wróciłam na kanapę i przykryłam się kocem robiąc dla niego miejsce.
-Dlaczego tu przyjechałaś?
-Rodzice nie wracają dzisiaj, Matt musi iść do szkoły więc innego wyjścia nie było. Kakao dla Ciebie.- Wskazałam na kubek który w przeciwieństwie do mojego był pełny.
Chłopak przytulił mnie a ja wróciłam do oglądania filmu, gdy się skończył poszliśmy do mojego pokoju spać.
*PONAD ROK PÓŹNIEJ*

-Ustaliliście już rodziców chrzestnych dla Jessie?
-Chrzestną będzie Charl, a chrzestnym Oscar.
-A z księdzem? Udzieli małej chrztu?
-Tak, przecież inaczej bym nie zapraszała gości, Louis dał mu podobno więcej pieniędzy. Dobra mamuś muszę kończyć- Rozłączyłam się.
Za dwa tygodnie są 2 urodziny J. więc wraz z Louisem postanowiliśmy że także ją ochrzcimy. Większa impreza, moja rodzina, znajomi Louis'a. Cała uroczystość praktycznie jest dopięta na ostatni guzik, lecz pozostaje tylko stroju dla mnie i małej. Louis obiecał zabrać nas w tym tygodniu do centrum na zakupy, dzisiaj jest już sobota, a jego więcej w domu nie ma niż jest. Kawiarenka w której pracowałam zbankrutowała jakiś czas temu, jestem więc teraz na utrzymaniu Louis'a, jemu się to bardzo podoba. Większość dnia spędzam w domu z córką. W naszym związku nic się nie zmieniło, Louis dalej nie mówi mi co robi, a ja przestałam pytać. Oskar skończył szkołę z dobrymi wynikami i zaczął pracę w sklepie muzycznym. Po rozmowie z Dianą, dowiedziałam się, że Oskar chcę się wyprowadzić i zacząć żyć swoim życiem.
-Mamoo pić!
Wzięłam małą za rękę i poszłyśmy do kuchni nalać soku marchewkowego w kubeczek.
-Idziemy na spacer?
-Tak, tak, spacel - cieszyła się.
-Zadzwonię tylko po ciocię.
Umówiłam się z Charlotte za 20 minut w parku. Wsadziłam córeczkę do wózka i wyszłyśmy. Po spacerze w parku poszłyśmy do centrum handlowego na kawę.
-Patricia, muszę Ci coś powiedzieć.
-Nooo? Słucham z ciekawością.
-Umawiam się z Filiph'em
-Oooo, cieszę się! - Przytuliłam przyjaciółkę.
-On od zawsze mnie kręcił - Charl spaliła buraka. - Dostaję od niego tyle kwiatów.
-Ja od Lou dostałam tylko bukiet gdy mi się oświadczył.
-Napomknij mu o kwiatkach
-Nawet nie miałby czasu żeby mi go dać. Ostatnio całe dnie nie ma go w domu, wychodzi jak śpię, przychodzi jak śpię. Od miesiąca tak jest, wcześniej też tak było, ale z czasem coraz mniej jest w domu..
-Porozmawiaj z nim.
-Dzisiaj będę miała trochę więcej siły, bo Jessie będzie na noc u mamy.
-Rozmowa jest bardzo ważna w związku. Nie zapomnij o tym.
-Zastanawiam się nad tym, czy on nie ma kogoś na boku. Nie wiem czy znów się nie wyprowadzę od niego.
-Nie rób tego.
-Ale innego wyboru nie mam.
*Następnego dnia*

Obudziłam się w łóżku choć zasnęłam na kanapie czekając na niego. Louisa nie było obok mnie, a zegarek pokazywał 8:30
Zaspana zeszłam na dół. Na blacie w kuchni jak zwykle znalazłam kartkę: 
Musiałem wyjść wcześniej.
Nie złość się na mnie.
Będę dziś wcześniej
             Louis ♥
Zaśmiałam się, niech wraca wcześniej, mnie i tak już tu nie będzie. Zjadłam kanapkę i poszłam pod prysznic. Założyłam krótkie spodenki i luźną bluzkę. Włosy związałam w kitkę i gotowa do pakowania wyjęłam walizkę z szafy. Włożyłam do niej parę rzeczy moich i córki. Usiadłam na łóżku i myślałam co mam napisać, ale zdecydowałam się napisać sms'a. Schodząc z walizką po schodach obudziłam Oscar'a.
-Pat, co Ty wyprawiasz?
-Nie widzisz? Wynoszę się. Mam już tego dość.
-Zostań, Zaraz zadzwonię do Louis'a.
-Daj mi 10 minut i możesz do niego zadzwonić.
-Jak tylko wyjdziesz to, to zrobię.
-Twój wybór.
Zamknęłam za sobą drzwi i szybko siadłam do auta. Zadzwoniłam do mamy, żeby naszykowała J bo zaraz po nią będę. Przywitałam się z mamą i zabrałam małą. Gdy wsiadłam do auta Lou zaczął dzwonić. Nie wiem gdzie mam się teraz podziać. Zadzwoniłam do babci, czy mogę do niej przyjechać na dwa dni z małą. Zgodziła się bez problemu. Babcia mieszkała pół godziny drogi od Londynu. Stanęłam na poboczu i napisałam Louis'owi sms'a
Mam już tego dość, potrzebuję przerwy.
Od jakiegoś czasu żyliśmy osobno,
więc po co dalej mam w tym uczestniczyć?
Nie dzwoń.
Telegon dzwonił co chwilę. Miałam nadzieję, że w końcu odpuści.. Gdy dojechałam na miejsce było po 14. Babcia przywitała nas z otwartymi rękoma.
-Kochanie zrobiłam obiadek, więc zapraszam.
-Nie musiałaś babciu.
-Gdzie twój narzeczony?
-Louis został w domu, wiesz praca i te sprawy.
-Taki młody i już zapracowany.
Zjadłyśmy i poszłam uśpić J.
Telefon dzwonił i dzwonił, raz mama, raz Louis, w międzyczasie też dzwoniła Charlotte.
W końcu odebrałam połączenie od mojej mamy.
-W końcu! Patricia, gdzie jesteś?
-jestem u babci, ale nie mów nic Louis'owi.
-Co się znów stało?
-Nic, po prostu pojechałam odwiedzić babcie z małą i trochę odpocząć od Londynu.
-Patricia! Gdzie jesteś?-usłyszałam Louis'a, musiał zabrać mamie telefon.
-Daleko. - powiedziałam i się rozłączyłam. Wiedziałam, że mama mu nic nie powie i będzie udawała, że nic nie wie. Jak wyjechałam to nagle znalazł czas żeby martwić się tym co robie. Po spacerze z babcią zauważyłam, że Jessie zaczęła trzeć oczy, więc uśpiłam ją i sama zapadłam w sen. Koło 17 obudziły mnie wibracje telefonu. Tym razem dzwoniła do mnie Charl.
Rozmawiałam z nią dość długo, póki nie usłyszałam trzasku drzwi.
*Louis POV*

Gdy tylko Oscar do mnie zadzwonił wsiadłem do auta i pojechałem do mamy Patrici. Myślałem, że ją tam zastanę, ale moja teściowa nic nie wiedziała. Przerażona tak samo jak ja, zaczęła dzwonić do swojej córki, w końcu Pat odebrała od niej, trochę się uspokoiłem, ale widząc, że ta rozmowa do niczego nie prowadzi zabrałem telefon 
-Patricia! Gdzie jesteś?-powiedziałem przerażony
-Daleko - usłyszałem obojętny głos mojej narzeczonej i się rozłączyła.
-Co ona Pani powiedziała? Gdzie one są?
-Powiedziała, że jedzie przed siebie.
Wkurwiony wyszedłem i kolejną osobą do jakiej pojechałem to była Charlotte. Chłopaki byli w gotowości i szukali jej po hotelach. Zapukałem do drzwi, a po chwili brunetka otworzyła.
-gdzie jest Patricia?
-A skąd ja mam to wiedzieć?
-Dlaczego wyjechała?-zapytałem
-Z tego co wiem powód właśnie stoi przede mną.
-Coś więcej?
-Nie zauważyłeś, że ostatnio ją olewasz? Podobno nie ma Cię częściej w domu niż jesteś. Zeszła Ci z drogi .
-kurwa! Ja to wszystko robię dla niej.
-dla niej? Louis opanuj się! Ostatnio nie poświęciłeś jej nawet 5 minut na przytulenie.
-Od miesiąca nadzworuję budowę naszego domu! Chcę żeby wszystko było naszykowane po chrzcie J.
-Co?-patrzyła na mnie jak na ducha.
-to co powiedziałem. Stawiam nam nowy dom, nowe życie, sami, we trójkę. Miejsce które Patricia będzie mogła urządzić po swojemu. 
-Nie mogłeś poświęcić jej paru minut dziennie, chociaż jeden telefon?
-jak zwykle byłem głupi. Ściągam chłopaków i będziemy ją namierzać.
-Dobrze.



Heeeeej. Przepraszam, ze tak dlugo z tym rozdzialem, ale nie miałam weny, aż do wtorku 19.11 i tak to napisałam, a potem nie miałam czasu przepisać na bloggera. Ale powstało i mam nadzieje, że z kolejnym pójdzie mi szybciej :)

środa, 8 października 2014

Część druga, rozdział szósty

Chłopaków na początku strasznie trudno było namówić, żeby przyszli do mnie, jednak z pomocą Charl po godzinie udało nam się.
To już dziś. Charlotte sama uważa że Louis nie jest wcale taki straszny na jakiego wygląda. W pracy byłam do 15, potem wyciągnęłam Louisa na zakupy, po czym zabrał mnie na obiad do restauracji i do centrum handlowego bo stwierdził, że nasza córeczka wyrosła, ze wszystkich ubranek z czym ja się osobiście nie zgadzam. On po prostu lubi wydawać pieniądze. Odkąd wyszliśmy z domu minęły 3 godziny. Wszystkie potrzebne rzeczy na dzisiejszy wieczór zostały kupione, alkohol jak zwykle znajdował się w domu, od różnych rodzai piw, po Jack'a Daniells'a. Chwilę przed 19 byliśmy w domu. Wykąpałam Jess i ją nakarmiłam. Za godzine powinna już spać, ale zaczęła trzeć oczka. Zeszłam z nią jeszcze na chwilę na dół, by mogła się pożegnać przed snem z Louisem. Ten pocałował ją w czoło i przytulił do siebie, a ja w tym czasie naszykowałam mleko gdyby obudziła nam się w nocy. Dzięki temu nie będzie problemów z zaśnięciem. Nie dość, że dzisiaj impreza, to jeszcze jutro idziemy na obiad do moich rodziców. Oscar wraz z dziewczyną ma także do nas dołączyć dzisiejszego wieczoru. Chwilę przed 20 zabrałam Jessie z powrotem do jej pokoiku, aby ją uśpić zanim przyjdą goście. Gdy usiadłam na fotelu bujanym usłyszałam głos mojej przyjaciółki i chłopaków. Dałam małej smoczka i zaczęłam nucić jej jedną z moich ulubionych kołysanek z dzieciństwa. Po 10 minutach zeszłam na dół i przywitałam się ze znajomymi, którzy żywo ze sobą rozmawiali.
Nie jest tak źle jak myślałam, widać było, że chłopaki nawiązali ze sobą remat, oczywiście ze spóźnieniem pojawił się Dean i Noami.
Padł pomysł gdy na PS w jakieś wyścigi, a moi koledzy od razu się zgodzili, ale najpierw chcieli zobaczyć Jessicę. Gdy byliśmy w trójkę na górze, Matt jako pierwszy się odezwał:
-Ten Twój Tomlinson nie jest taki zły, tylko ten Dean jakiś dziwny jest.
-Dean musi się najpierw do was przekonać, a to nie jest u nich łatwe.
-Podobna jest do was - Filiph nie zna całej prawdy - ale ma więcej genów po tobie.
-To w końcu moja córka, no nie?
Zeszliśmy z powrotem na dół, chłopaki zaczęli grać, więc wraz z dziewczynami poszłyśmy do sypialni, na laptopie włączyłyśmy strony plotkarskie i śmiałyśmy się z tego co tam piszą.
Trochę po pierwszej pożegnaliśmy znajomych, Louis pomógł mi posprzątać w salonie, a potem wspólnie udaliśmy się pod prysznic.

Tak dobrze mi się spało, że nawet nie chciało mi się podnieść gdy J zaczęła mnie wołać.
-Śpij pójdę po nią - usłyszałam głos mojego narzeczonego. Zamknęłam jeszcze na chwilę oczy, po czym na łóżku pojawiła się Jessie wraz z Louisem i dodatkowo gdzieś w pokoju rozbrzmiał mój telefon.
-Kochanie podasz mi?
-Twoja mama dzwoni.
-Zapomniałam! Byliśmy dzisiaj z nimi umówieni.. Która jest godzina?
-Spokojnie, dopiero po 9 jest.
Po rozmowie z mamą, dowiedziałam, się, że mamy przyjść na 12, a potem będę musiała zająć się bratem.
-Lou weź małą, obudź Oscara i przyjdźcie na śniadanie.
Szykując tosty dla naszej czwórki robiłam także kaszkę.
-Oscar jedziecie z nami na obiad do mojej mamy, dobrze?
-Nie chcemy się wpraszać - Diana odpowiedziała
-Moja mama sama to zaproponowała. Więc nie chcę słyszeć odmowy.
-Nie mam się w co ubrać, w takim razie.
-Zjemy to pożyczę Ci coś, Louis zaopatrzył moją szafę dość dobrze - uśmiechnęłam się do dziewczyny.
Gdy chłopaki zajmowali się moją córeczką my z Dianą szykowałyśmy się do wyjścia.
Obie wybrałyśmy sweterki i treginsy.
Jess została ubrana przez Louisa w różową sukienkę i czarne rajstopki i całą "rodziną" wybraliśmy się do moich rodziców. Mama była wniebowzięta z powodu przybycia nowych gości. Matt był równie zadowolony bo miał kolejnego kolegę do gadania o samochodach, czy o grach wideo. Tata zajmował się swoją wnuczką gdy grono kobiece szykowało zastawę dla naszej siódemki.
Po obiedzie rodzice pojechali do znajomych, a my poszliśmy do wesołego miasteczka. Louis ustrzelił dla naszej córeczki dużego misia który od razu jej się spodobał, chłopaki poszli na gokarty a my z Dianą usiadłyśmy w kawiarni czekając aż przyjdą zmęczenie po wielogodzinnej zabawie.

czwartek, 11 września 2014

Hej

Znów nie dodawałam bo zgubilam kartke z rozdziałem a od nowa wymyslanie idzie mi trudno. Dzisiaj usiade i się zabiore w domu. ;)

piątek, 22 sierpnia 2014

Część druga, rozdział piąty.

-Patricia, są sprawy o których nie powinnaś wiedzieć.
-Mam to w dupie! Chcesz być moim mężem, a nie wiem co robisz podczas dnia gdy idziesz sobie do 'pracy' - w powietrzu pokazałam cudzysłowie wypowiadając ostatnie słowo.
-Jak zauważyłaś, to pracuje.
-Ale chciałabym wiedzieć jak! Nic innego nie jest mi potrzebne. W tym momencie rozmowa jest skończona. Idę pod prysznic.
Pomachałam Noami i poszłam na górę.
Gdy odkręciłam kurek z deszczownicy zaczęła lecieć ciepła woda, która równomiernie oblewała moje ciało, a to pomogło mi się zrelaksować. Planuje zostawić dzisiaj J z Louisem i wyjść z moimi znajomymi. Zadzwoniłam do Charl żeby zaciągnęła chłopaków na imprezę.
-To jesteśmy umówione. Do zobaczenia- zakończyłam połączenie.
-Z kim się umówiłaś, gdzie i kiedy?
-Nie twój interes Lou. Zostaniesz z Jessie czy mam ją zawieźć do mojej mamy?
-Z kim się kurwa umówiłaś?! Pytam się ostatni raz. Jak mi nie powiesz, to zapomnij, że gdzieś wyjdziesz- powiedział wściekłym głosem.
-Że znajomymi- gdy zobaczyłam, że to go wcale nie uspokoiło dodałam- z Charlotte, Filiphem i Mattem.
-Nie wyjdziesz z nimi.
-To są moi przyjaciele, więc mi tego nie zabronisz! Zostaniesz z J czy mam dzwonić do mamy?
-Zostanę, ale o 23 jesteś w domu.
Poszło łatwiej niż myślałam. Założyłam skórzane legginsy, białą luźną bokserke, marynarkę i do tego czarne snakersy. Wraz z resztą złotej biżuterii na moim palcu widniał pierścionek zaręczynowy.
-Pa kochanie- pocałowałam Louisa w usta i wyszłam z domu zakładając kurtkę. Chłopaki czekali już na mnie przed bramą.
-Dziś bawimy się na całego! Jak za dawnych czasów, co nie panowie?
-Tomlinson Ci pozwolił?
-Nie zna prawdy, więc pozwolił, poza tym mam swój rozum i nie będzie mi niczego zabraniał.
Gdy pojechaliśmy po Charl wyłączyłam telefon. Muzykę która grała w budynku do którego się skierowaliśmy było słychać zanim Filiph zaparkował samochód.
-Fantastyczna czwórka dzisiejszej nocy rozgrzeje parkiet - pisnęła moja przyjaciółka.
-Pokażemy im jak się pije - dopowiedział Matt.
-Mam nadzieję, że nie odpadnę szybko, nie piłam półtora roku.
-To teraz masz okazję, będziemy na Ciebie uważać.
Gdy weszliśmy do klubu, najpierw udaliśmy się do baru po drinki.
Bawiłam się w najlepsze, przez co coraz większa ilość alkoholu dostawała się do mojego organizmu. Gdy w raz z Mattem kolejny raz tej nocy bawiliśmy się na parkiecie zza pleców usłyszałam:
-Patricia -spokojny głos Louisa zadźwięczał mi w głowie. Matt zmył się z parkietu i zostawił mnie z narzeczonym i tłumem nieznajomych. - O której miałaś być w domu?
-Ja nie powiedziałam, że będę o tej godzinie, to Ty ustaliłeś.
-Do samochodu!
-Mogę chociaż pożegnać się z przyjaciółmi?
-Nie, nie możesz. - Szarpnął mnie za rękę i zaprowadził do samochodu.
Gdy znaleźliśmy się w środku pojazdu rozpętało się piekło.
-Jak mówię, że masz wrócić do domu o 23 to kurwa masz być! Mogłabyś też nie kłamać gdzie idziesz! Dobrze wiesz, że mam pełno wrogów i dodatkowo zamiast zajmować się dzieckiem jeździłem po każdym klubie, pubie i barze w Londynie! I proszę, po dwóch godzinach udało mi się Ciebie znaleźć bawiącą się w najlepsze i w dodatku najebaną.
-Louis jestem młoda, mam dopiero 20 lat, dziecko, narzeczonego i pracę! Chce się czasem rozerwać.
-Nie w taki sposób, jak wspomniałaś, jesteś matką. Trzeba było powiedzieć, poszlibyśmy do klubu z gangiem.
-No tak ciągle tylko twoi znajomi, a moi to co? Też chcę się z nimi spotykać.
-Wysiadaj- nawet nie wiem kiedy dotarliśmy pod dom.- wątpię, że twoi znajomi będą chcieli spędzać z nami czas, poza tym, nie wypada. Oni są pospolici.
-Aha, w takim układzie ja też jestem zbyt zwykła na bycie twoją narzeczoną. Skoro ja należałam do tej samej grupy co oni, to dlaczego nie wstydzisz się ze mną pokazywać? - Nasza kłótnia rozgrywała się przed domem, gdy w środku siedział Oscar z Jessicą.
-Skończ. To jest zupełnie inna historia.
Jutro dokończę z nim tą rozmowę. Teraz nie mam na to siły, moje argumenty są za słabe na ten moment. Bez słowa skierowałam się w stronę drzwi. Po cichu weszłam do mieszkania i zajrzałam do córeczki czy śpi, przykryłam ją dokładniej i wróciłam do sypialni. Szybki prysznic i łózko, o tum w tej chwili marzyłam. Louis leżał już na swojej części obrażony i wkurwiony. Chciałam się do niego przytulić lecz ten mnie od siebie odsunął. Zrobiło mi się smutno, przesunęłam się ja drugi koniec łóżka i podciągnęłam nogi prawie pod samą brodę.
Rano obudził mnie płacz Jessicy. Louisa nie było już w łóżku. Założyłam na siebie szlafrok i poszłam do córeczki. Wyjęłam ja z łóżeczka i przytuliłam do siebie. - Mama Cię kocha, tata też.- kołysałam ją przez chwilę na rękach, po czym przewinęłam i ubrałam w bordową sukienkę i czarne rajstopki. - Idziemy na śniadanko ślicznotko. - Pocałowałam ja w główkę i zeszłam na dół trzymając na rękach mój największy skarb. Louis siedział przy blacie i jadł tosty.
-Dzień dobry - powiedziałam do niego jak i do naszej gosposi.
-witam, co chce pani na śniadanie?
-Mną się nie przejmuj, jak będę głodna, to coś zjem- uśmiechnęłam się do niej. Posadziłam Jess w foteliku i zrobiłam jej kaszkę malinową. Louis nie odezwał się do mnie ani słowem. Gdy chciałam pocałować go na przywitanie, odwrócił głowę i po chwili wstał. Pogładził J po główce i wyszedł. Nakarmiłam małą, potem wsadziłam ją do kojca i zaczęłam szukać Louisa. Znalazłam go w garażu, gdy czyścił swoje autko.
-Masz zamiar mnie olewać teraz? - Nie odpowiedział- no tak, przecież jestem tata zwykła, z którą wielki Louis Tomlinson nie może rozmawiać, bo to by zraniło jego dumę-chłopak spojrzał się na mnie ze złością w oczach- może zerwij ze mną bo jestem pospolita.
-Skończ.
-Nie, nie skończę, póki nie dowiem się dlaczego nie możemy wychodzić z moimi znajomymi.
-Nue rozumiesz, że jestem zazdrosny? Że boję się, że zostawisz mnie dla któregoś z tych dwóch?
-Gdybym miała to zrobić, to już dawno by się to stało. Zrozum, że kocham tylko Ciebie, a oni są moimi przyjaciółmi. To ty zapytałeś się czy wyjdę za Ciebie a ja się zgodziłam. Więc jak to będzie?
-Zaproś ich do nas w sobotę. Ja zaproszę Deana i Noami.
Przepraszam jeszcze raz. Postaram się dodawać dwa razy w tygodniu nowy rozdział ;)

czwartek, 21 sierpnia 2014

Witam

Cześć, na wstępie przeprosze, za to, że tak długo nic nie dodawałam. Na poczatku musiałam poprawiać oceny, potem uczyć się do matury. Znalazłam pracę która wykonczyla mnie psychicznie, więc gdy ją rzuciłam nie obchodziło mnie nic, w końcu udało mi się zabrać za pisanie, przez tydzień udało mi się wymyślić parę zdan. Wena wróciła jakoś w tamtym tygodniu. Bodajże w środę, zaczęłam pisać od nowa, udało mi się dzisiaj skończyć rozdział, wieczorem zostanie udostępniony ;)
PRZEPRASZAM!

czwartek, 24 kwietnia 2014

Część druga, rozdział czwarty.

Chwila zawahania i wiem, że to mogłoby znaczyć, że zgadzam się z jego słowami.
-Nie, to jest dziecko Louis'a. - Powiedziałam z opanowaniem.
-To dlaczego mała jest tak bardzo podobna do mnie?
-Oblicz sobie, urodziła sie w maju, to jak niby mogłaby być twoja? Musiała bym Cię spotkać dwa miesiące wcześniej!- małe kłamstwo nikomu nie zaszkodzi, a prawda jest taka, że nie chciałabym żeby Max myślsł, że Jes jest jego dzieckiem.
-To mała suko, wytlumacz mi dlaczego jest tak bardzo podobna do mnie? - Złapał mnie za ramię i zaczął szarpać. - Może w takim razie zrobię Ci kolejne dziecko? Bo jakby odziedziczyło geny mamusi to było by tak śliczne jak Ty. - Zaczął ciągnąć mnie w stronę jakiś krzaków
-Zostaw mnie! Puszczaj. - Ostatnie słowo wysyczałam przez zęby z nienawiścią. Gdy Max ciągnął mnie dalej, trzymając mocno za rękę, nawet nie zauważyłam kiedy Jackson zdążył przybiec do naszej dwójki, poczułam dopiero gdy Max mnie puścił, gdy chłopaki zaczęli sie bić zobaczyłam zmierzający w naszym kierunku gang, gdy tylko Louis mnie rozpoznał, od razu zaczęli biec w naszą stronę, byłam roztrzęsiona i czułam, że znów zbliża się atak paniki. Zanim mój chłopak znalazł się koło nas ja już bylam na trawie, cała się trzęsłam i płakałam. Gdy poczułam, że ktoś mnie obejmuje zaczęłam się szarpać byle by tylko uciec. Jak się po chwili okazało, to był mój chłopak, który próbował mnie uspokoić śpiewając mi do ucha jakąś piosenkę.
-Patricia, co on od Ciebie chciał? Dlaczego się z nim spotkałaś? - Zapytał gdy wróciliśmy  do domu, przeczuwam, że dzisiaj mogę zapomnieć o wyjściu do pracy, zaraz będzie awantura stulecia. Nie wiem  co się stało z Max'em bo atak paniki odebrał mi 20 minut z życia.
-Powiedz mi po co się z nim spotkałaś i dlaczego niczego mi nie powiedziałaś?
- Nie chciałam Cię denerwować.
-A myślisz, że teraz jestem mniej zdenerwowany? Czego on od Ciebie chciał?
-Groził mi, że jeżeli nie przyjdę, to on zabierze mi Jessicę. Bałam się, on się domyśla, że jest jego, ale mu dzisiaj powiedziałam że znam Cię dłużej i że jest twoja.
-Następnym razem masz mi o wszystkim mówić, bo nie ręczę za siebie. A teraz mi powiedz, gdzie jest mała?
-U mojej mamy. Lou, co robiłeś w parku, w czasie gdy powinieneś być w biurze?
-To nie jest twoja sprawa.
-Mhm, dlaczego tak sądzisz?
-Bo to moje osobiste sprawy, które nie powinny Cię dotyczyć.
-Mhm, w takim razie najlepiej nie mów mi nic, ja o swoich sprawach, też Ci nie będę nic mówiła. Zachowujmy się najlepiej tak jakbyśmy się nie znali. - Odwróciłam się do niego tyłem i ruszyłam w stronę drzwi -Wychodzę.
-Gdzie?
-Nie powinno Cię to obchodzić.
Pojechałam do domu rodziców i tam wszystko wytłumaczyłam mamie. Zadzwoniłam do kawiarnii i powiedziałam, że dzisiaj nie mogę. Wyszłyśmy do parku na spacer.
-Znów się pokłóciliście?
-Troszeczkę.  to nic strasznego, ale chcę żeby pobył sam i się trochę pomartwił. Bo dzisiaj stwierdził że nie powinnam interesować się jego sprawami.
-Patricia ale wiesz że nie powinnaś się tak zachowywać?
-Mamo, to jest mój związek i będę robiła co będę chciała.
-Ale ja chcę tylko pomóc.
-Dziękuję za rady, ale chcę to załatwić po mojemu.
Nie minęło pół godziny, a Louis już do mnie zadzwonił, nie odebrałam. Po chwili dostałam sms'a z pytaniem gdzie jestem. Wyłączyłam telefon, mama powiedziała, że musimy już wracać, bo musi zrobić obiad. Nie chciałam iść do domu rodziców, bo tam pewnie pokazał by się zaraz Louis. Zostawiając mamę przy wyjściu z parku udałam się do galerii handlowej, żeby pooglądać ubrania. Chciałabym mieć już październikową wypłatę, ale minęły dopiero dwa tygodnie tego miesiąca, a ja już zdążyłam stracić poprzednie wynagrodzenie. Jutro są urodziny Oscar'a, więc muszę wymyślić coś dobrego na obiad. Spojrzałam na zegarek w centrum który pokazywał, że jest już 16, włączyłam telefon i od razu przyszły wiadomości z poczty głosowej, których było 7, także inne wiadomości od mojego chłopaka, złapałam taksówkę i wróciłam do naszej willi. Samochodu Louis'a nie było, ale za to zobaczyłam mój oraz Dean'a. Gdy tylko weszłam do domu, zobaczyłam buty Noami.
Przywitałam się z dziewczyną siedząca w salonie i poszłam podgrzać sloiczek z jedzonkiem dla J.
Będąc w kuchni usłyszałam jak dziewczyna z kimś rozmawia mówiąc, że jestem już w domu.
Uśpiłam Jessicę i do domu wszedł wściekły Louis.
-Cześć kochanie - przywitałam się z nim jak gdyby nigdy nic i od razu zobaczyłam jak rysy jego twarzy łagodnieją.
-Martwiłem się o Ciebie -powiedział po czym mnie przytulił.
-Widzisz stary?  mówiłem Ci, że nic się jej nie stało - usłyszałam głos Dean'a i się zaśmiałam.
-Pat, proszę nigdy więcej tak nie rób.-Lou ponownie mnie przytulił.
-Nie będę, jeśli zaczniesz mówić mi więcej!-podniosłam na niego głos, a on spiorunował mnie wzrokiem

środa, 23 kwietnia 2014

Część druga, rozdział trzeci.

Niemiłą niespodzianką miałam zamiar nazwać Max'a, który siedział znów w kawiarni, w mojej części stolików.
Gdy tylko założyłam fartuszek poprosiłam Emmę by przejęła moją stronę, dziewczyna na początku nie chciała się na to zgodzić, ponieważ było tam znacznie więcej ludzi niż na jej stronie, ale w końcu uległa. Teraz mogłam spokojnie zająć się pracą.
-Patricia, Max zostawił coś dla Ciebie. - koleżanka podała mi karteczkę.
Przestraszyłam się, nie mogłam nikomu o tym powiedzieć, a z chęcią zadzwoniłabym teraz do Louis'a. Do zamknięcia kawiarni zostało 47 minut, nie chciałam sama wracać do domu ale nie miałam wyboru, przyjechałam autem więc musiałam też nim wrócić. Gdyby nie wiadomość od Max'a przekazana przez Em, dzisiejszy dzień należałby do udanych, ale jednak. Dziś nawet w kawiarni odwiedziła mnie mama. Była ciekawa jak wygląda miejsce mojej pracy, bo jeszcze nigdy tutaj nie była.
-Dobra to już była ostatnia filiżanka którą musiałam zmyć, czyli jestem wolna?
-Tak, do zobaczenia jutro o tej samej porze.
Szybkim tempem dotarłam do auta, gdy tylko usiadłam na fotelu zamknęłam drzwi na klucz. W torbie znalazłam telefon i zadzwoniłam do Jackson'a tłumacząc mu całą sprawę. Obiecał, że nie powie nic Louis'owi i że stawi się przed 12 w tym parku. Ma być moim ochroniarzem. Nadal lekko roztrzęsiona dotarłam do domu. Jest już po 22 więc Jes powinna już spać, teraz tylko prysznic i relaks. Ale po tym jak weszłam do domu moje plany się zmieniły. W salonie siedział cały gang, a moja córeczka była w rękach Noami.
-Cześć Patricia - przywitali mnie wszyscy chórem, poza Tom'em. Z Jacksonem wysłaliśmy sobie porozumiewawcze spojrzenie gdy mój chłopak mnie przytulił.
-Jak dobrze widzieć was znów razem - powiedziała Vanessa, po czym wtuliła się w Taylor'a
-Noami, przepraszam ale daj mi małą, bo ona już powinna od dwóch godzin spać.
Poszłam wraz z dziewczynami do jej sypialni wcześniej biorąc mleko z kuchni. Nakarmiłam ją i położyłam do łóżeczka, zapaliłam małą lampkę obok, po czym zgasiłam światło. Włączyłam jeszcze karuzelę nad łóżeczkiem, która grała cicho spokojną muzyczkę i wyszłyśmy z pokoju.
-Idziemy do salonu czy do sypialni?
-Nie wiem jak wam, ale mi się z facetami już siedzieć nie chce, więc może do sypialni - wraz z Van zgodziłyśmy się na słowa Noami.
-Teraz lepiej opowiadaj co się między wami stało?
-Znów mnie uderzył. Tym razem gdy próbowałam go odciągnąć od chłopaka mojej koleżanki z pracy, wycelował mi prosto w nos z pięści, Do trzech razy sztuka, miał ostatnią szansę i ją zmarnował, ale nie mogłam żyć bez niego. No i jestem.
-Wiemy jak jest ciężko z chłopakami ale jakoś musimy to przeżyć, kochamy ich takimi jakimi są.
-Tak, to prawda, tym bardziej że Lou się i tak bardzo zmienił.
 Pośmiałyśmy się jeszcze trochę wspominając dzieciństwo, potem Louis zawołał nas, żebyśmy zeszły na dół. Spotkanie gangu dobiegło końca, więc dziewczyny też musiały wyjść, było już sporo po 12. Louis musiał jeszcze coś dokończyć w biurze, więc poszłam pod prysznic. Juro czeka mnie straszne spotkanie z ojcem Jes. Jeszcze przez myśl przeszło mi poproszenie Oscara żeby dotrzymał towarzystwa Jackson'owi, ale wiem, że on by za dlugo języka za zębami nie trzymał. Położyłam sie do łóżka mając nadzieję że Louis za chwilę wróci, ale zanim sie pojawił w łóżku ja już spałam. Rano wyszedł też nic mi nie mówiąc, zadzwoniłam do mamy czy mogłaby przypisywać Jessice przez godzinę, ona bez żadnego problemu sie zgodziła. O 11.50 bylam juz w parku, Jackson napisał mi sms'a że mnie widzi i mam się nie martwić o nic. Pięć minut po 12 usłyszałam głos Max'a za plecami -Myślałem, że przyjdziesz z moją córeczką.

Przepraszam, że tak długo, ale nie miałam na prawdę na to czasu :c

wtorek, 25 marca 2014

WAŻNE

Przepraszam, że nie mam czasu na dodawanie rozdziałów, ale obiecuję niedługo się poprawie. Mam za miesiąc koniec roku i muszę poprawić oceny.

niedziela, 2 marca 2014

Część druga, rozdział drugi

Gdy tylko weszłam rano wraz z Louis'em moja mama posłała nam uśmiech. Na dzisiejszy dzień nie miałam nic zaplanowane, więc poprosiłam Louis'a żebyśmy posiedzieli w domu.
-Skoro siedzimy od 2 godzin i oglądamy film, to może weźmiemy się za pakowanie twoich rzeczy?
Nie wiem czy jestem gotowa żeby znów zamieszkać z Louis'em. Zauważył moją chwilę zawahania i przysunął się bliżej mnie na łóżku.
-No chyba, że nie chcesz wracać do domu - powiedział z żalem.
-Louis to nie tak, że nie chcę. Zobacz nie mieszkaliśmy razem to wszystko było dobrze, a niecałe dwa tygodnie po przeprowadzce...
-To zamierzasz być ze mną i przez całe życie mieszkać z rodzicami?
-Nie, po prostu może za wcześnie podjęliśmy tą decyzję.-Chłopak już się nic nie odezwał tylko wstał do J. Poszłam za nim i gdy stał przy łóżeczku przytuliłam go, ale on się odsunął.
-Louis, proszę. Zrozum mnie.
-Dałem Ci wszystko czego chciałaś.
-Nie, nie zaczynajmy się kłócić. Nie psujmy tego co było przed chwilą.
-Już jest chyba zepsute, jak sobie to wyobrażasz? Znów będziesz codziennie przywoziła Jessie do mnie, szła do pracy, zabierała ją i wracała do rodziców? -Mówiąc nie patrzył się na mnie, tylko na Jessie.
-Możesz na mnie spojrzeć? - wykonał moją prośbę - Przytul mnie. -Gdy tylko to zrobił poczułam się lepiej.
-Patricia, proszę pojedź ze mnąa, jak zacznie się znów coś psuć, to wrócisz do rodziców. Nie będę Cię zatrzymywać. Nie wytrzymam teraz bez Ciebie dłużej.
-Niech Ci będzie, ale najpierw jedziemy na zakupy! Muszę coś ładnego kupić Jessie.
-To przynieś walizki i się zbieramy, bo już późno się robi.

Po zakupach wróciliśmy do domu Louis'a, do Naszego domu.
-Położysz Jessice spać, a ja zrobię kolację?
-Tylko ją najpierw nakarm, ja poproszę Oscara, żeby zrobił porządek w kuchni.
Do kolacji zasiedliśmy w czwórkę, miałam okazję poznać nową dziewczynę Oscar'a - Diane. Dowiedziałam się, że są ze sobą od dwóch tygodni, czyli dużo mnie ominęło. Diana jest w moim wieku i już się nie uczy tylko pracuje w firmie ojca. Zmotywowała swojego chłopaka by zaczął się uczyć, a to już przyniosło jakieś rezultaty. Po kolacji pomogła mi sprzątnąć, a chłopaki zasiedli przed telewizorem i grali w jakąś głupkowatą grę. Zrobiłam nam gorące kakao i zaprowadziłam dziewczynę na leżaki które znajdowały się na tarasie.
-Patricia, jak sobie radzisz praca, dziecko, narzeczony i jeszcze Oscar?
-W tym problem, że sobie nie radzę. Przerosło mnie wszystko i zerwałam zaręczyny wyprowadzając się do rodziców.
-Ale jednak jesteś tutaj dzisiaj.
-Za bardzo go kocham, żeby być daleko do Lou.
-A Oscar jaki jest?
-Dość spokojny, pomagał mi dużo, powiem Ci szczerze, że nawet jest mądrzejszy od swojego starszego brata.
Dziewczyna pytała się mnie jak poznałam Louis'a, a sama opowiedziała mi o tym jak ona Oscar'a. Przyszedł do niej do kawiarni, siedział tam póki nie skończyła pracy, potem poprosił ją o spotkanie i numer.
-Sory, że wam przeszkadzam w babskich pogaduszkach, ale chciałbym się nacieszyć troche moją narzeczoną.
-Z tego co słyszałam, to w nocy wystarczająco się nią nacieszyłeś.
Zaśmiałam się na słowa dziewczyny, a Louis wyciągnął do mnie rękę, którą po chwili złapałam i już byłam do niego przytulona.
-Do zobaczenia - uśmiechnęłam się do dziewczyny i pocałowałam Louis'a w policzek.
Gdy tylko weszliśmy do sypialni wysłałam chłopaka do łazienki by nalał mi wody do wanny. Odwiedziłam jeszcze na chwilę pokój córeczki by zobaczyć czy śpi.
Gdy wróciłam mogłam od razu wejść do ciepłej wody. Rozłożyłam się w wannie relaksując się. Czułam jak każdy napięty mięsień się rozluźnia.
-Puk, puk. Zrób dla mnie miejsce, chcę być koło Ciebie.
Niechętnie się przesunęłam, ale chłopak wynagrodził mi przerwanie relaksu masażem.

Następnego dnia obudził nas Oscar, który wszedł bez pukania do pokoju i wylał na Louisa kubek zimnej wody. To miał być rewanż za mnie. Gdy kiedyś w taki sposób go obudziłam.
-Patricia, nie naszykowałaś mi kanapek do szkoły. Pokaż jaką jesteś dobrą mamusią, zajmij się jeszcze niedorosłym Oscar'kiem który za dwa dni ma urodziny.
-Masz dwie ręce, zrób sobie sam - przekręciłam się na drugi bok, ale zaraz zostałam wyciągnięta z łóżka przez Louis'a.
-Ty robisz śniadanie i kanapki dla Oscar'a a ja idę przebrać Jessie i nakarmić ją kaszką.
-Nienawidzę was! Chciałam jeszcze pospać, do pracy dopiero na 15 idę.
Niechętnie podniosłam się z podłogi i naszykowałam jajecznice. Zrobiłam trzy kawy i usiadłam do stołu.
-Chłopaki chodźcie bo wam wystygnie!

O 13 wzięłam się za ogarnięcie fryzury, makijażu i całej siebie. Musiałam umyć włosy, żeby doprowadzić je do jakiegoś stanu. Związałam w wysoką kitkę, na twarz nałożyłam puder, a resztę makijażu dokończyłam tym samym ruchem co zawsze. Z szafy wybrałam pierwsze lepsze czarne spodnie i białą bokserkę. - praca więc nic innego nie można założyć. Louis'a już od 3 godzin nie było, bo miał jakieś sprawy do załatwienia na mieście, Oscar w szkole, a w domu wraz ze mną i Jessicą, była jeszcze Maggie, która robiła obiad.
-Zje pani przed wyjściem?
-Nie, dziękuje.
-Cieszę się, że Pani wróciła, w końcu nie będzie tyle sprzątania co przez ten ostatni miesiąc.
-Chłopaki dawali w kość?
-Najbardziej to Louis, wytrzymać z nim nie szło.
Jessie zaczęła się śmiać gdy tylko Maggie zaczęła ją łaskotać.
-Moja kochana, tak szybko urosła, jest do Pani podobna.
-Maggie, ile razy mam Ci powtarzać? Patricia nie pani. Czuje się tak staro. To ja powinnam się zwracać na Pani.
-Przepraszam, postaram się nie zapominać o tym.
-Za pół godziny przyjdzie pani Wolf, zostałabyś przez ten czas z małą? Muszę jechać po jakiś prezent dla Oscar'a bo Louis pewnie nic nie wymyśli a nie znajdę czasu ani dzisiaj ani jutro na zakupy.
-Oczywiście, że tak. Jedź.
Zabrałam ze sobą torbę i pojechałam do centrum handlowego. Pierwszą rzeczą o której pomyślałam był rolex, wiem, że Oscar bardzo chciał go mieć, a Lou nie chciał mu dać na niego kasy. Gdy weszłam tylko do sklepu, wybrałam pierwszy który rzucił mi się w oczy, ponieważ będzie do niego pasował. Zapłaciłam kartą którą dostałam od mojego chłopaka z zamiarem oddania mu całości gdy tylko dostanę wypłatę. 10 minut przed czasem byłam już w kawiarni gdzie czekała na mnie niemała niespodzianka.

piątek, 14 lutego 2014

Część druga, rozdział pierwszy.

Ostatni raz Louisa widziałam jakieś dwa tygodnie. Od tych 14 dni, gdy przywożę J do jego willi, oprócz  Maggie  i opiekunki nie ma nikogo. A zwykle odwozi mi ją Oscar. Gdy jestem w domu, to nie robię nic innego prócz wspominania. Tęsknię za nim, nie potrafię w nocy spać, przez co jestem cały czas zmęczona. Boje się, że mogę go stracić, ale nie jestem jeszcze pewna czy mu wybaczyłam. Opowiedziałam mamie całą historię. O tym z kim tak na prawdę się związałam, co robi, gdzie i jak pracuje. Nie była zadowolona, ale też nie odradzała mi powrotu. Widziała, że go bardzo kocham i, że on mnie. Popatrzyłam na kalendarz i dzisiaj jest ten dzień kiedy go poznałam, kiedy mnie uratował i zabrał do siebie do domu. Wiem, że na pewno nie boje się go tak samo jak wtedy. Ale jednak dalej mam obawę że może mi coś zrobić. Pamiętam jak wszedł wtedy do łazienki i skuliłam się w rogu kabiny prysznicowej, to jak mnie pierwszy raz dotykał, jak pierwszy raz mnie przytulił. Mimo, że się go bałam czułam się przy nim bezpieczna. A teraz? Nie ma go przy mnie, do kawiarni prawie codziennie przychodzi Max. Nie mam kontaktu z Noami i Vanessą. nie wiem czy mogą się do mnie odzywać. Boje się sama do nich zadzwonić. Pamiętam też jak Louis przywiózł mnie pod szkołę i pocałował mnie na oczach wszystkich. Pierwsze motyle w brzuchu, które budziły się jak on był w pobliżu. Nasz pierwszy stosunek i to jak nazwał Jess swoją córką. Pomiędzy poduszkami znalazłam telefon i zaczęłam przeglądać jego zdjęcia, które robiłam mu któregoś poranka. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Położyłam się na łóżku i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
-Mamo, dlaczego każdy u mnie w przedszkole ma tatusia a ja nie? - podczas obiadu zapytała mnie Jessica.
-Kochanie, mówiłam Ci już kiedyś, my nie potrzebujemy tatusia żeby o nas dbał, mamy siebie nawzajem. Wujek Matt nam pomaga.
-Ale mamusiu ja chciałabym mieć tatusia. Sue mówiła dzisiaj, że była z tatą na lodach i w kinie.
-Jessica, proszę Cię przestań już i idź lepiej posprzątaj swoje zabawki z salonu. 
Dźwięk telefonu wyrwał mnie z tego dziwnego snu. Jessica nie była wcale podobna do Max'a lecz do Louisa. Odczytałam wiadomość, która niestety była tylko od operatora. Kto mądry wysyła wiadomości o 12 w nocy? Co? Już jest ta godzina? Mama musiała zająć się małą, bo już smacznie spała.
Wstałam i skierowałam się do kuchni, gdzie słyszałam jak mama rozmawia z moim tatą o Louisie i o mnie.
-Zrób coś, bo ona znów płakała. Nie potrafi bez niego żyć, a nie pójdzie do niego.
-Ale co ja mam kobieto zrobić? Pójść do niego i kazać mu prosić ją o powrót? Ile razy próbował? To ona od niego odeszła i jeżeli tak bardzo za nim tęskni to powinna coś w tym kierunku zrobić. Bo ja mam już tego serdecznie dość. - mówił lekko podniesionym głosem ojciec - Przychodzi z pracy, zamyka sie w pokoju i ryczy, nie idzie do pracy nie zrobi nic bo siedzi i płacze.
Słowa taty które wypowiedział dotarły do mojego mózgu w opóźnionym tempie. To ja go zostawiłam, mimo to tęsknie za nim, nie chce bez niego żyć, więc chyba czas żebym zajęła się tą sprawą raz a dobrze.
-Mamo, wychodzę, pilnuj Jessie, wrócę rano, mam taką nadzieję. - Rodzice uśmiechnęli się do siebie, a ja łapałam kluczyki do samochodu i od razu pojechałam pod dom chłopaka. Miałam pewne obawy czy oby na pewno powinnam to zrobić, lecz moje serce teraz rządziło i wysiadłam z samochodu. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je za pomocą klucza, który już dawno dał mi Louis. W salonie usłyszałam cichą muzykę, więc skierowałam się tam i zobaczyłam dwie nieznane mi dziewczyny oraz trzech pijanych chłopaków. Cycata blondynka siedziała Tom'owi na kolanach, a brunetka u Jacksona.
-Patricia co Ty tutaj robisz? - Oscar wziął się znikąd i przytulił mnie do siebie.
-Chciałam pogadać z Louisem, ale to chyba nie jest najlepszy moment.
-Patricia! - mój były narzeczony gdy tylko mnie zobaczył od razu odstawił piwo rozlewając je i chwiejnym krokiem podszedł do naszej dwójki. Chciał mnie pocałować, ale odór alkoholu mnie trochę przeraził i odsunęłam się.
-Weź się stary idź ogarnąć, zanim będziesz coś do nas mówił.
Młody Tomlinson zabrał mnie do kuchni i zrobił herbatę.
-On często jest w takim stanie? - zapytałam gdy młody usiadł na przeciwko mnie.
-Odkąd go zostawiłaś, mam z nim tak prawie codziennie. Są momenty, że przez 3 dni nie pije, ale wtedy się ściga.
Przez moment jeszcze rozmawiałam z młodszą wersją Louisa, póki on sam nie pojawił się w kuchni.
-Spierdalaj stąd Oscar. Nie jesteś już potrzebny! - Louis pokazał bratu palcem drzwi. - po co przyszłaś? Zobaczyć jak sobie bez Ciebie radzę? To wiesz co Ci powiem? Nie potrafię bez Ciebie żyć, nie ma dnia, żebym o tobie nie myślał. Ale wiem Ciebie, to nie obchodzi, więc powiedz mi co tutaj robisz?
-Chciałam z tobą porozmawiać Louis. Wczoraj, był dzień jak Ciebie poznałam. Minął rok jak mnie uratowałeś. Chciałam Cię przeprosić i chciałam, żebyś..
-Żebym co? - nie zdążyłam powiedzieć bo już mi przerwał.
-Żebyś mi wybaczył - wyszeptałam patrząc na swoje ręce. On się tylko zaśmiał ironicznie.
Zrezygnowana jego zachowaniem na moje słowa wstałam by móc wrócić do domu, starałam się powstrzymać piekące łzy w oczach. Gdy byłam już przy kuchennych drzwiach chłopak szarpnął mnie za rękę i wpił się w moje usta z zachłannością. Przez krótką chwilę byłam oszołomiona tym co się dzieje, ale po chwili zarzuciłam mu ręce za szyję i przysunęłam się by móc być bliżej niego i oddałam pocałunek. Chłopak bez problemu podniósł mnie w górę, przez co momentalnie zaplotłam nogi wokół jego pasa i ruszył w nieznanym mi kierunku. Dopiero jak położył mnie na łóżku poznałam naszą sypialnie.

Powracam z opowiadaniem. Z okazji walentynek dostajecie ode mnie prezent ;p Zostaje na tym samym blogu, lecz będzie na pewno mniej zwrotów akcji niż w prawdziwym dark'u. Zobaczycie sami dlaczego :)

niedziela, 2 lutego 2014

POWRÓT

Witam wszystkich #malinators
Chce wam powiedzieć, że już niedługo znów będę pisała na tym blogu! Tytuły będą miały przedrostek 'część druga.' mam nadzieję że liczba odwiedzających i czytających osób zwiększy się, tak samo jak liczba komentarzy. Teraz na blogu jest ich 58, odwiedzin mam ponad 2,2k co bardzo mnie cieszy. Mam nadzieję, że znajdzie się osoba która będzie umiała zrobić naglowek, bo ja w grafice komputerowej nie jestem za dobra. Tutaj spotkamy się juz niebawem, a teraz zapraszam na this is life

wtorek, 7 stycznia 2014

Epilog.

*Louis POV*
Opuściła mój dom,nasz dom. Osoba którą tak bardzo pokochałem i zmieniłem się dla niej, odeszła ode mnie, bo jeszcze nie do końca potrafiłem się opanować. Nie pozwolę jej odejść na zawsze, z resztą nie tylko jej, bo jest jeszcze Jessica. Ta mała osóbka jest dla mnie jak córka, jest drugą najważniejszą  kobietą w moim życiu. Nie ma ich dopiero godziny, a ja nie potrafię znaleć sobie miejsca.

*Patricia POV*
Przez następne tygodnie gdy woziłam J do Louis'a on codziennie zwalniał się z pracy, by móc się ze mną zobaczyć. Oscar któregoś razu przyszedł do kawiarni by ze mną porozmawiać, prosił żebym wróciła do Lou, bo on cały czas bierze udział w bójkach albo pije z chłopakami w gangu. Nie mogłam się zgodzić, nie przeszedł mi jeszcze ten żal, ale postanowiłam jedno. Jeżeli będzie się starał żeby mnie odzyskać, może mu się uda? Przecież go kocham. 


Dziękuję wszystkim osobom, które były ze mną gdy pisałam to opowiadanie,
 obiecuję, że gdy tylko powróci mi wena wznowie je
 i będzie druga część dark'a.
Mam nadzieje, że może do tego czasu opowiadanie znajdzie jeszcze swoich fanów?
Kocham was, a teraz zapraszam na prolog "This is life." 

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Rozdział dwudziesty ósmy.

Wcisnęłam na siebie sukienkę którą w urodziny kupił mi Louis ( http://media-cache-ak0.pinimg.com/736x/39/57/aa/3957aa8f92167dc8b5b88ded5bda37e6.jpg ) włosy wyprostowałam i zrobiłam lekki makijaż.
-Louis wstawaj i się szykuj, za godzinę mają przyjść moi rodzice.
-Już, co mam założyć?
-Zakładaj co chcesz.
-Czarne spodnie i biała koszula wystarczy?
-Już Ci mówiłam, załóż co chcesz.
-Przestań się tak zachowywać.
-Idź się szykuj, ja ubiorę małą.
Jes, miała lekko różową, tiulową spódniczkę  do tego białą koszulkę. Zmusiłam też Oscara do ubrania się w koszulę i spodnie od garnituru.
-Patricia! - usłyszałam wołanie z łazienki, będącej przy sypialni Louis'a. Powolnym krokiem weszłam do pomieszczenia i spotkałam się ze wściekłą miną chłopaka. - dlaczego nie masz na palcu pierścionka zaręczynowego?
-Bo nie jestem już twoją narzeczoną.
W oczach chłopaka zobaczyłam ból i zapragnęłam go przytulić, ale wiedziałam, że muszę być silna.
-Będziesz trzymał J, jak będę witała gości?
-Nie ma problemu.
Gdy usłyszeliśmy pierwszy dzwonek do drzwi zeszliśmy na dół, a ja otworzyłam i ujrzałam moich rodziców i brata. Przywitałam się z nimi, a mama wzięła od Louis'a swoją wnuczkę.
Wszyscy byli prawie punktualni. Ostatni gość przyszedł 20 minut po 19.
-Patricia, pochwal się swoim pierścionkiem. - babcia stanęła koło mnie podnosząc prawą dłoń w górę. - gdzie go masz?
-Oj babciu zostawiłam go w łazience, dzisiaj miałam tyle rzeczy do zrobienia i bałam się, że coś się z nim stanie.
-To maszeruj na górę po niego. Chcę go zobaczyć.
-Ja pójdę, zostań z gośćmi.
Rozmawiałam z każdym po kolei, chwalili moją wytrwałość i cieszyli się, że Lou podjął się tak ważnego wydarzenia jakim jest ślub. Rodzina wiedziała, że J. jest dzieckiem Louis'a tylko rodzice wiedzieli prawdę.
Louis po pewnym czasie przyszedł i ponownie wsunął mi pierścionek na rękę, na oczach całej rodziny przysunął się by dostać buziaka,z powodu, że nie chciałam robić żadnych scen i tego, że wciąż go kochałam nie odsunęłam się, pozwalając by złożył pocałunek na moich ustach. Musieliśmy pokazywać wszystkim jak bardzo się kochamy. Bez żadnych scen Patricia powtarzałam sobie w myślach. Nie mogłam zepsuć tak ważnego dnia moim rodzicom. Gdy poszłam uśpić Jessie, Louis wszedł na górę razem ze mną.
-Po co tutaj przyszedłeś?
-Bo Cię kocham i nie chcę, żebyś ode mnie odeszła. Co mam zrobić, żebyś mi wybaczyła?
-Nie zmienię zdania. Nie patrz się tak na mnie.
-Ale, ja lubię patrzeć na twoją piękną twarz. Twoje oczy są takie błękitne, jak w nie patrzę to czuję się jak bym patrzył na morze. Nie mogę oderwać od nich oczu. Wiesz czuję, że jesteś tą jedyną, bo tylko ciebie tak bardzo kocham!
-Louis proszę, przestań.
-Ale czy Ty tego nie możesz kurwa zrozumieć, że Cię kocham i nie chcę żebyś odchodziła? Tak bardzo się dla Ciebie zmieniłem, już nie jestem taki jak kiedyś, jestem niemal na każde twoje zawołanie, a Ty? Masz to gdzieś, nie obchodzi Cię to co czuję. Masz w dupie wszystko.
-Możesz przestać?- przez słowa które wypowiadał, zaczęłam się czuć winna wszystkiemu co się stało. On nie pokochał tylko mnie, ale także moje dziecko.
-Nie kurwa, nie mogę. Nie pozwolę Ci, żebyś ode mnie odeszła.
-Ale ja już podjęłam decyzję. Odchodzę. Jutro porozmawiam o tym z rodzicami.
Za swoimi plecami usłyszałam odchrząknięcie. Odwróciłam się i w drzwiach ujrzałam mamę.
-Nie było was tak długo, ale widzę, że tutaj przeprowadzana jest jakaś rozmowa, która również dotyczy się i mnie.
-Mamo, to nie jest rozmowa na dzisiaj. Powinnaś być teraz na dole i świętować rocznicę.
-To ja może wyjdę i zostawię was same.
Zaraz po tym jak Louis wyszedł usiadłam na fotelu i spuściłam głowę w dół.
-Patricia, powiesz mi co się stało, że chcesz odejść od Louisa? Dlaczego ta cała szopka między wami dzisiaj jest? Dlaczego tak na prawdę nie założyłaś dzisiaj tego pierścionka?
-Mamo, to nie jest takie łatwe, ja go tak bardzo kocham...
-Skoro go kochasz, to dlaczego chcesz od niego odejść? Co Ci zrobił?
-Zerwałam zaręczyny. Uderzył mnie, gdy próbowałam odciągnąć go od chłopaka koleżanki z pracy. To nie był pierwszy raz jak dostałam od niego po twarzy. Dwa razy dostałam z liścia, gdy miałam napad szału, ale wczoraj przeszedł samego siebie, dostałam z pięści, modliłam się tylko, żeby nie mieć złamanego nosa.
-Wytłumaczysz mi dlaczego się rzucił na tego chłopaka?
-Mamo, to nie jest temat na dzisiejszy wieczór. Będę mogła wrócić z powrotem do waszego domu? Obiecuję, że będę pomagała wam w opłatach. Postaram się nie być dla was ciężarem.
-Oczywiście, że możesz. Bez żadnego problemu. A teraz chodźmy na dół do gości.

*Nazajutrz*
Maggie pomogła posprzątać mi po wczorajszej imprezie oraz spakować się.
-Pani Patricio, nie wróci już pani do nas?
-Nie wiem, jak na razie nie mam siły by o tym myśleć. Muszę skupić się na pracy i znaleźć kogoś, kto zajmie się Jessie.
-Obiecałem Ci, że jak pójdziesz do pracy, to J bedzie zajmowała się opiekunka, a jeśli coś powiedziałem to tak ma zostać.
-Ma obiecaną większą pensje od mojej, więc ciekawa jestem jak to opłacę.
-Masz mnie, będę ją opłacał, pod warunkiem, że pani Wolf będzie opiekowała się nią w tym domu.
-Nie, nie będę Cię naciągała na takie wydatki, to jest moje dziecko, to nie jest twoim obowiązkiem za nie płacić.
-Gdy oświadczałem Ci się, miałem nadzieje, że wiesz o tym, że Jessie będę traktował jako swoją córkę. Nie pozwolę Ci jej oddać do jakiegoś żłobka.
-Myślisz, że to będzie łatwe, że codzienne oglądanie Ciebie pomoże mi w końcu zapomnieć o uczuciu do Ciebie? Że pozwoli mi się wyleczyć z miłości?
-Ale nikt nie karze Ci tego robić, mam nadzieje, że któregoś dnia, jak najszybciej zmienisz zdanie i wrócisz do mnie.
-Pani Patricio, twoi rodzice przyjechali.
-Powiedz im, że zaraz do nich zejdę.
-Mam nadzieję, że twoje uczucie do mnie nie wygaśnie nigdy i pozwolisz spotykać mi się z małą.
-Jeżeli tylko będziesz tego chciał.
-Patricia, ja Cię kocham. Chcę żebyś ze mną została i pozwoliła mi pełnoprawnie zostać jej ojcem.
-Louis, to już jest koniec, gdy będziesz chciał, a ona będzie starsza nawet będzie mogła zostawać u Ciebie na noc. A teraz przepraszam, czas na mnie.
-Poczekaj, daj mi się pocałować ten ostatni raz.
Czekałam na jego ruch, w końcu przysunął się do mnie, jedną ręką oplótł mnie w talii, a drugą wplątał we włosy przysuwając mnie tak blisko, że nasze usta od razu się ze sobą złączyły. Całował mnie namiętnie i zachłannie. Brakowało mi tego strasznie.
-Do zobaczenia Louis. Jak bym czegoś zapomniała, to Oscar mógłby mi przywieźć, albo Charlotte by podjechała po to?
-Oczywiście. Mam nadzieję, że jednak wrócisz do mnie.
Spojrzałam w jego smutne oczy i byłam skłonna zmienić zdanie, dopóki nie usłyszałam wołającej mnie mamy z dołu.
-To jeszcze raz. Do zobaczenia.
Wyszłam z sypialni, potem opuściłam dom chłopaka pozostawiając w nim setkę wspomnień.

Oto właśnie ostatni rozdział tego opowiadania.
Jeszcze tylko pozostał epilog. Jak tylko najdzie mnie wena do tego opowiadania, obiecuję zrobię drugą część. Osoby czytające to opowiadanie są moją inspiracją do dalszych działań.
Dobra, z resztą rozpiszę wam się w epilogu. :) Do napisania xx