poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział dwudziesty siódmy.



Po piątkowej pracy zajęłam się sprzątaniem, które musiałam skończyć przed przyjściem Louisa z pracy, by móc mu powiedzieć, że pod wieczór przyjdzie Emma z chłopakiem. Naszykowałam Ballantine’sa dla chłopaków.
-Louis, nakarmisz Jessie?
-A co mam jej dać?
-W lodówce naszykowane jest mleko, podgrzej. Ja muszę zrobić jeszcze listę zakupów i dań na jutrzejszy wieczór.
-O której maja przyjść ta twoja koleżanka?
-Koło 19.
-A wiesz, że już jest 18.30?
-To położysz jeszcze spać J?
-I znów nie będzie nam spała w nocy.
-Zajmę się nią wtedy. Nie musisz się martwić.
-A potem nie będziesz w stanie nic przygotować. Położysz ją później.
-Rób co chcesz. Tylko mi ją teraz nakarm.
Gdy zadzwonił dzwonek, miałam już przygotowane obie listy. Pobiegłam otworzyć drzwi.
-Cześć. Zapraszam do środka.
-Patricia, to jest mój chłopak Robin.
-A Louis aktualnie jest na górze z Jessie, niedługo powinien zejść. Wchodźcie do salonu.
Gdy rozsiedli się na kanapie, po chwili zszedł mój chłopak. Gdy zobaczył naszych gości, w jego oczach dostrzegłam złość.
-Co Ty kurwa robisz u mnie w domu? Wypierdalaj stąd Robin, bo jak nie, to zrobię to z dwojoną siłą.
-Zachowuj się Louis.
-Przez jego jebanego kolegę wylądowałem w szpitalu. Liczę do trzech, a Ciebie już tu ma nie być!
-Oj stary, posłuchaj się swojej dziewczyny.
Nawet nie zdążyłam zauważyć kiedy Louis podał mi córeczkę, a już wyciągał Robina z domu.
-Mówiłem Ci kurwa, że masz stąd wyjść, a Ty mnie nie posłuchałeś – kątem oka zobaczyłam, jak Louis z pięści uderza chłopaka mojej koleżanki. – a teraz, za to, że śmiałeś się przyjść do mnie do domu – brunet znów dostał, tym razem ze zdwojoną siłą.
-Patricia, proszę Cię zrób coś.
-Emma przepraszam. – Odłożyłam J do huśtawki i wybiegłam przed dom.
-Proszę Cię Louis uspokój się. Sąsiedzi patrzą. – próbowałam go zatrzymać od kolejnych uderzeń, ale moje słowa nie skutkowały, więc złapałam go za rękę ale ją szybko wyrwał. – Louis proszę, uspokój się. To moja wina, nie wiedziałam. Nie zapraszałabym ich gdybym wiedziała. Proszę zostaw go. –Tym razem mocniej przytrzymałam jego rękę, za co i nawet ja dostałam. Ale gdy zrozumiał swoje posunięcie zostawił chłopaka i od razu podszedł do mnie, próbując mnie do siebie przytulić. Odsunęłam się jak najdalej od niego.
-Emma, przepraszam. Idźcie już. Naprawdę przepraszam. – powiedziałam gdy ją zobaczyłam
-Patricia, ale nic Ci nie jest? – zapytała z troską stojąc już niemalże naprzeciwko mnie. Puściłam swój bolący nos.
-Nie, to tylko trochę krwi, trochę kr… - zatrzymałam się w połowie słowa. – Będzie lepiej jak już pójdziecie.
Po tych słowach wbiegłam do domu i pierwszą rzeczą jaką zrobiłam wzięłam śpiącą już Jessie i zaniosłam na górę. Zaczęłam pakować swoje rzeczy do walizki. To już był trzeci raz jak mnie uderzył. Wcześniej to tylko było z otwartej ręki, teraz przegiął.
-Patricia, co Ty wyprawiasz?
-Nie widzisz, że się pakuje? Nie mam już człowieku do Ciebie siły – w moich oczach zaczęły zbierać się zły. – Powiedziałam Ci już dawno, że nie pozwolę się bić! To był twój ostatni raz, jak to zrobiłeś.
-Wiesz, że Cię nigdzie nie puszczę dzisiaj?
-Dzisiaj nie zamierzam opuszczać domu, ale Ty śpisz na kanapie w salonie i gówno mnie to obchodzi!- wiem, że nie powinnam krzyczeć, bo mogę obudzić dziecko, ale naprawdę już nie miałam pomysłu jak mam do niego dotrzeć.
-Możecie mi powiedzieć co się u was dzieje? – do naszej, wróć Louisa sypialni wszedł Oscar. – O kurwa. Koleś coś Ty jej zrobił?
-Nie twoja sprawa młody.
-Jeżeli tutaj dłużej zostanę, to któregoś razu pewnie mnie zakatuje na śmierć.
-Patricia! – spojrzałam się na starszego Tomlinsona, z którego ust wyszło moje imię.
-no, co. Taka prawda, wyjdź stąd bo nie chcę Cię widzieć.
-Nie myśl, że tak szybko się mnie pozbędziesz.
Gdy tylko wyszedł usiadłam na łóżku i pozwoliłam moim łzom swobodnie spływać.
-Jestem pewien, że wszystko się ułoży.
-Nie Oscar, już nigdy nic się nie ułoży. Nie mogę być z nim dłużej. Moja psychika dłużej tego nie wytrzyma. Mogę mieć do Ciebie jedną prośbę?
-No słucham. – uśmiechnął się do mnie.
-Dam Ci listę zakupów, pojedziesz rano i kupisz wszystko co na niej jest?
-Nie ma problemu. Jesteś dla mnie jak siostra.
-Dziękuję. – Przytuliłam chłopaka, po czym wyszedł z pokoju. Gdy podeszłam do lustra w łazience, ucieszyłam się widząc, że nic strasznego mi się nie stało. Bałam się, że mój nos może być złamany, ale na szczęście nic takiego się nie stało. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się do łóżka. Wtedy usłyszałam kłótnię, która rozgrywała się na dole, gdy miałam wstać dostałam sms’a od Emmy.
„Wszystko z tobą w porządku? Martwię się.”
Odpisałam, żeby się nie martwiła o mnie, bo wszystko od jutra się zmieni.
Tak, mam zamiar wynieść się z tego domu. Nie wiem czy będę w stanie dać kolejną szanse Louisowi, mimo, że tak mocno go kocham. Może tak naprawdę nie jesteśmy dla siebie przeznaczeni? Może po prostu musi tak być.
Koło drugiej w nocy obudziła mnie płacząca Jessie. Wzięłam ją na ręce i zeszłam przygotować mleko. Zobaczyłam, że w salonie wciąż jest włączony telewizor, a Louis siedzi i pije już trzecie z kolei piwo.
Starałam się jak najciszej dotrzeć do kuchni, ale moja noga uderzyła w jakąś maskotkę, która wydała z siebie dziwny dźwięk. Nie zwracając na to uwagi weszłam do kuchni, ale zaraz za mną także Louis.
-Jesteś taka seksowna. Nie zostawiaj mnie kochanie. Wiesz, że bez ciebie uschnę.
-Idź lepiej spać, nie mam zamiaru z tobą rozmawiać.
-Ale właśnie to robisz. Pozwól mi się do Ciebie przytulić, dać pocałować i sprawić Ci przyjemność.
-Zapomnij. Nie chcę mieć nic z tobą wspólnego w tym momencie. Daj mi nakarmić dziecko i pozwól iść spokojnie spać.
-Wiedz, że jak odejdziesz nie dam Ci spokoju.
-Przestań już.
Moim uszom dobiegł dźwięk, który oznaczał zakończenie podgrzewania. Wyminęłam chłopaka i jak gdyby nigdy nic wróciłam do sypialni.

Rano obudził mnie budzik, ubrałam się szybko w dresy i obudziłam Oscara. Zmieniłam plan, ja pojadę po zakupy, a on ma zająć się J.
W luźnym koku ruszyłam do samochodu. Gdy już miałam wszystko co potrzebowałam zabrałam się za pieczenie czekoladowo-malinowego tortu, który tak bardzo uwielbiają moi rodzice. Robienia różnych przystawek, w tym koreczków i kanapeczek. Robiłam wszystko naraz. Gdy znalazłam wolną chwilę zadzwoniłam do mamy, żeby przyjechała pomóc mi w przygotowaniu głównego dania, ponieważ ja musiałam przygotować salon na przyjście dwudziestu paru osób. Ustawiłam w różnych miejscach wypożyczone stoliki, a na nich plastikowe talerzyki i już w prawie wszystkie przygotowane dania. Z tego co doniósł mi Oscar, Louis opiekował się Jessie, dzięki czemu nie pokazywał mi się na oczy. Nie chciałam mówić mamie o tym co podjęłam, w tak ważny dzień dla niej. Gdy było już wszystko gotowe wygoniłam ją do siebie, żeby mogła się naszykować. Pewnym krokiem weszłam do sypialni, a widok który tam zobaczyłam zwalił mnie z nóg. Louis i wtulona do niego Jessica spali. Mimo swojego porywczego charakteru wiedziałam, że zdążył pokochać małą i, że nie byłby w stanie ją uderzyć, ale i tak nie zmieniłam zdania co do wyprowadzki.

Muszę was zasmucić. Jest to przedostatni rozdział tego opowiadania. Przed nami jeszcze tylko 28 i Epilog. Może w przyszłości zacznę jego kontynuację, ale na razie temat Patrici i Louisa pozostawię. Mam pomysł na nowe opowiadanie więc jeżeli tylko będziecie chciały je czytać piszcie swoje tt, a ja wam podeślę link z nowym opowiadaniem jak już powstanie.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział dwudziesty szósty.

Rano obudziła mnie Jessie, więc założyłam szlafrok i ubrałam córeczkę, zeszłam z nią na dół i wsadziłam do krzesełeczka by móc ją nakarmić kaszką, którą muszę zrobić.
-Louis! Wstawaj. Oscar! Do szkoły musisz iść.
Było dopiero pare minut po 7, dzisiaj o pracy szłam dopiero na 15. Gdy nakarmiłam J było już w pół do 8, więc wzięłam małą i położyłam na łóżku z Louisem i wyszłam do pokoju Oscara, który spał w najlepsze.
-Masz minutę, żeby wstać. Inaczej policzymy się w inny sposób.
-Daj mi spać, nie idę do szkoły.
Weszłam więc do łazienki i nalałam wody do kubka, w którym stała szczoteczka do zębów i wylałam młodemu Tomlinsonowi na głowę.
-Pat, co Ty wyprawiasz! Zabiję Cię za chwilę.
-Louis ratuj! - ruszyłam biegiem do sypialni, a Oscar za mną - Louis proszę Cię ratuj!
-Tak kochanie jest jak budzi się któregoś z Tomlinsonów. - zaśmiał się a ja schowałam się za jego plecami.
-On powinien być w szkole. - powiedziałam wychylając się zza chłopaka.
-Skoro już mnie obudziłaś to pójdę. Ale za karę masz mi zrobić śniadanie.
-Niech już stracę. Lou zajmij się małą.
Po śniadaniu odprawiłam młodego do szkoły, a potem poszłam się ubrać.
-Kochanie,  daj mi trochę siebie.
-Musimy iść na zakupy, niedługo jest rocznica moich rodziców, więc musimy coś przygotować na tą okazję.
-Chcesz to u nas organizować?
-No a dlaczego nie? Masz duży dom.
-Dobra, więc już się ubieram i możemy jechać
-Wiesz, że Cię kocham?
-Tak wiem, ale nie podoba mi się to, że tak często unikasz zbliżeń.
-Przestań.
Po zakupach zostawiłam małą z opiekunką w domu i poszłam do pracy, Louis tak samo. Podczas gdy roznosiłam zamówienia klientom myślałam co mogę ugotować na tą specjalną okazję i kogo muszę zaprosić. W kawiarni pojawił się oczywiście Max. Marzyłam tylko o tym żeby nie usiadł przy żadnym z moich stolików, ale przy moim szczęściu siedział tuż przy barze po stronie która należała do mnie.
-Mogę się dowiedzieć po co tutaj przychodzisz?
-Słyszałem pewne plotki, że mamy dzieciaka.
-Chyba mnie się z kimś pomyliłeś.
-No widziałem Cię z dzieciakiem, więc ono musi byc moje.
-To jest Louisa.
-Nie wierze Ci. Jeszcze nie raz mnie spotkasz. Odbiorę to co należy do mnie.
Roztrzęsiona wróciłam za ladę.
-Emma proszę obsługuj tego kolesia przy dwójce, muszę iść zadzwonić.
Poinformowałam Louisa, żeby po mnie przyjechał jak skończę. Był lekko zdziwiony, ale nie chciałam mu nic mówić na razie. To nie było by dobrym pomysłem. Szybko wróciłam do pracy mając nadzieje, że zaraz będzie koniec.
-Jak dobrze, że już tylko 2 stoliki są zajęte. Zaraz kończymy i musimy ustalić grafik.- wyszeptała Emma.
-Musze zagadać z szefem, że w piątek mogę tylko rano,a w sobotę wcale. Muszę przygotować kolację z okazji rocznicy rodziców. Emma, może wpadniesz do mnie w piątek po południu?
-Bez problemu, mogę przyjść z chłopakiem?
-Louis będzie miał towarzystwo - zaśmiałam się cicho.
Do kawiarni ktoś wszedł, na co Emma poinformowała że zamknięte.
-Ja nie przyszedłem nic kupować - gdy tylko usłyszałam głos mojego chłopaka, ominęłam ladę i go przytuliłam.
-Em, poznaj, to jest Louis.
-Cześć, Emma.
-Louis, narzeczony Patrici.
-Nie chwialiłaś się, że masz narzeczonego.
-Dziewczyny chodźcie na zaplecze, wszyscy już są, tylko was brakuje - zza drzwi wychylił się Tom - nasz cukiernik.
-idziemy idziemy, a Ty Louis czekaj.
Gdy już wszystko załatwiliśmy pożegnałam się z koleżanką i ruszyliśmy do auta.
-Wiesz, że sam Oscar został z J?
-Nie bałeś się go zostawić?
-Ona już śpi, wiec czemu nie? Powiedz mi po co kazałaś mi po siebie przyjechać.
-Bo.. Max już drugi dzień z rzędu był w kawiarni, a dzisiaj mi groził.
-Co Ci powiedział?
-Domyśla sie, że Jessie jest jego. Powiedział, że mi nie odpuści.
-Teraz wrócimy grzecznie do domu, rano to załatwię.
-Na którą jutro idziesz?
-Mam wolne.
-Więc zadzwonisz do dziewczyn żeby do Ciebie wpadły z Jacksonem, a ja to z Deanem i Tomem załatwię.
-ale wiesz, że masz być ostrożny?
-tak, wiem. Nie martw się.
-Zajmę się jutro zapraszaniem gości na rocznicę.
-Ilu ich będzie?
-Myślę, że około 25 osób z nami.
-Jak ich wszystkich umieścisz?
-zobaczysz dam sobie radę.
-Maszeruj pod prysznic i spać.
-Zrobisz mi masaż?
-A zrobisz mi dobrze?
-Nie za dużo wymagasz?
Poszłam pod prysznic i po chwili wróciłam już do łóżka, na którym wylegiwał się mój chłopak.Położyłam się na brzuchu w oczekiwaniu na masaż, a po tym przytuliłam się do Louisa, który zaczął obdarowywać mnie słodkimi pocałunkami.
-To może jednak się trochę pobawimy?
-Niech Ci będzie.

Obiecuję, że już w następnym rozdziale będzie akcja, więc nie martwcie się że jest cały czas słodku.
Wesołych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia życzy Pat.

wtorek, 17 grudnia 2013

Ważne.

Chciałam was przeprosić za to, że spóźniam się z rozdziałem, ale jestem strasznie zabiegana, nie mam kiedy pisać i nawet jak wstawić rozdziału. Nie wyszłam z zagrożeń i mam do poprawy niemiecki. Ojciec mnie zabije, klasa maturalna a ja z jedynką na semestr. Poprawię to jak najszybciej. Od prawie dwóch tygodni nie mam normalnego internetu, ale już po tym weekendzie powinno wrócić wszystko do normy, tak samo jak i nowy rozdział, który też znajdzie się po weekendzie :)
Przepraszam xx
#Malinators górą!

niedziela, 8 grudnia 2013

Rozdział dwudziesty piąty.

-Działasz pod wpływem złych emocji, więc uspokój się i wróć ze mną do domu.
-Powiedziałam Ci już, że nie pozwolę się bić.
-Wiesz, że to był impuls, wróć i porozmawiamy na spokojnie w domu!
-Nie, dzisiaj obydwoje musimy ochłonąć, a ja dodatkowo wszystko przemyśleć.
-Ten pierścionek jest twój, więc go weź. Nie myśl nawet, że pozwolę Ci odejść
Po tych słowach wyszedł z pokoju, a ja od raz położyłam się spać, bo rano miałam iść pierwszy raz do pracy.
Tata zawiózł mnie do domu Louisa, aby opiekunka mogła zająć się Jessie, ale to co tam zobaczyłam przeraziło mnie. W Salonie spał Louis, a na podłodze Tom, wokół nich walało się kilkanaście pustych puszek po piwie, na stole butelka po wódce.
-O jesteś, Ochlali się wczoraj jak widzisz - nawet nie wiedziałam, że Oscar zszedł na dół.
-A wiesz, że za chwilę przychodzi opiekunka?
-To może ich obudzę, a ty sprzątniesz to?- pokazał palcem na podłogę. Zaniosłam Jessie do sypialni i zaczęłam zbierać wszystko do worka, gdy już skończyłam Maggie pomogła ustawić mi z powrotem wszystko na swoje miejsce. Oscarowi trudno było zaciągnąć chłopaków do sypialni, ale stwierdziłam, że to jego robota, więc poszłam naszykować się do pracy. Włosy związałam w wygodnego kucyka na czubku głowy, wcisnęłam na siebie czarne rurki i założyłam biała koszulke. Usłyszałam dzwonek do drzwi , więc oznaczało to, że przyszła opiekunka. Więc za chwilę musze wyjść do pracy.
-Dzień dobry. - przywitałam kobietę - Jessica jest w pokoiku, jak będzie czegoś potrzeba, to Maggie jak zwykle służy pomocą. Louis jest razem z kolegą, ale mam nadzieję, że nie będą sprawiać żadnych problemów. Powinnam być oo 15.
-Dobrze, nie musi się Pani niczym przejmować. Zajmę się małą i wszystko będzie dobrze.
-Ale mimo wszystko, proszę uważać na Louisa, bo wraz z kolega troche pobalowali, ale brat już się tym zajmuje.
-Proszę się nie martwić.
-Do widzenia.
Wsiadłam do auta i już po chwili byłam na miejscu. Szef kazał założyć mi błękitny fartuszek z logiem firmy i poprosił Emmę żeby wydzieliła mi co mam robić. Na pierwszy raz dostałam kelnerowanie. Starałam się niczego nie wylać i nie potłuc gdy szłam z tacą pełną ciepłych napoi czy deserów. Byłam zdziwiona, że w tak małej kawiarence mogło zmieścić się tyle ludzi, przez co nie mogłam nawet zadzwonić do opiekunki i zapytać się czy wszystko dobrze. Gdy udało mi się na moment usiąść zaraz ktoś przychodził, albo wychodził więc musiałam iść zebrać brudne naczynia ze stolika. Moimi ostatnimi klientami była para. Długowłosa brunetka o bardzo ładnej figurze i osoba, której nigdy nie chciałam już spotkać, ojciec Jessie. Gdy go tylko zobaczyłam nogi się pode mną ugięły i nie mogłam wypowiedzieć nawet jednego słowa.
-Mogłabyś przyjąć w końcu od nas zamówienie? - Głos dziewczyny wybudził mnie z transu.
-Co państwu podać? - powiedziałam lekko drżącym głosem.
Gdy para już zamówiła szybko wróciłam przed kasę i podałam karteczkę Emmie, która po chwili wszystko naszykowała. Zaniosłam im dwie latte i dwa desery lodowe, po czym szybko zdjęłam fartuszek mając nadzieje, że za chwilę przyjdzie moja zmienniczka. Nie myliłam się, więc mogłam wrócić już do domu. zabrałam swoją torbę z zaplecza i ruszyłam w stronę auta.

-Już jestem! - nie usłyszałam odzewu więc weszłam powoli po schodach do pokoju Jessie, ale tam nikogo nie znalazłam. Nikogo nie było oprócz Maggie. Przestraszyłam się, bo nie umawiałyśmy się z opiekunką, że może zabierać dziecko bez pozwolenia na spacer.
-Maggie, nie wiesz gdzie jest Pani Wolf z Jessie?
-Widziałam jak wychodziła z nią jakieś 20 minut temu, powiedziała że idą na spacer, mówiłam jej, że to nie jest najlepszy pomysł, bo Pan Louis może się zezłościć jak się dowie.
-Dobrze, zadzwonie do niej za chwilę i się wszystkiego dowiem. A propos' Louisa, dawno wyszedł?
-Koło godziny 13, powiedział, że wróci późnym wieczorem, więc ma Pani na niego nie czekać.
-Dziękuję Maggie. A jeszcze.. Oscar? Poszedł do szkoły?
-Tak, z tego co pamiętam powinien niedługo przyjść.
-Dziękuję.
Wyszłam z kuchni i zadzwoniłam do opiekunki, lecz ta nie odbierała, zaczęłam się już niepokoić tym co się dzieje, dziecka wraz z opiekunką nie ma, Louisa nie ma, opiekunka nie odbiera. Siedziałam jak na szpilkach czekając aż ktoś wróci do domu, gdy drzwi się otworzyły szybko podbiegłam na przedpokój ale moim oczom ukazał się brat mojego narzeczonego.
-Oscar nie widziałeś gdzieś opiekunki z J?
-Też miło Cię widzieć, nie, nie widziałem. Coś się stało?
-Wyszła jakiś czas temu z małą i jej nie ma, a telefonu nie odbiera. Nie zapytała się o zgodę.
-Ej Patricia, spokojnie, przecież nic się nie stało. Póki jest ciepło, to niech sobie z małą wychodzi.
-Ale Oscar, a jak coś im się stanie? Ilu Louis ma wrogów w tym mieście?
-Nie dramatyzuj i nawet nie próbuj dostać ataku paniki, bo nie wiem co mam wtedy z tobą zrobić, ok?
-Spróbuję jeszcze raz do niej zadzwonić.
Znów nie odebrała, ale po chwili weszła do domu. Podbiegłam do Jessie wyciągając ja z wózka i tuląc do siebie jak najmocniej się tylko dało.
-Następnym razem proszę o zapytanie się, czy może pani wyjść z dzieckiem. Jakby mój brat tu teraz był zamiast Patrici, to wyleciałaby Pani stąd nie mogąc nigdzie znaleźć pracy.
-Przepraszam, wiem powinnam była zadzwonić. To wszystko na dzisiaj? Mogę już isć?
-Tak, jutro o tej samej godzinie.

*Wieczór*
Gdy już umyłam i położyłam Jessice spać, mogłam zająć się swoimi sprawami, naszykowałam ubrania dla siebie i córeczki na jutro, umyłam głowę, wzięłam prysznic i ubrałam się w piżamę. Gotowa już do spania zeszłam na dół zrobić sobie gorącą czekoladę i obejrzeć telewizor. Zrobiłam to wszystko, żeby poczekać na Louisa i z nim porozmawiać, znalazłam jakiś film, ale był tak nudny, że przypadkiem zasnęłam, dopiero obudziłam się, gdy Louis wnosił mnie na górę do naszej sypialni. Śmierdziało od niego alkoholem i papierosami, ale nie był bardzo pijany.
-Czekałam na Ciebie - wymamrotałam gdy położył mnie na łóżku.
-Mówiłem Maggie, że masz na mnie nie czekać! - podniósł głos.
-Chciałam tylko z tobą porozmawiać Louis.
-A może ja nie chce rozmawiać z tobą? Tak jak Ty wczoraj ze mną?
Po tych słowach wyszedł do łazienki, a już po chwili usłyszałam lejący się strumień wody. Zrobiło mi się strasznie przykro, przez to co powiedział. Zabrałam koc i poszłam do pokoju Jessie. Usiadłam na fotelu bujanym wpatrując się w słodko śpiącą córeczkę. Zauważyłam, że coraz bardziej z Louisem odsuwamy się od siebie. Może jednak ta przeprowadzka nie była dobrym pomysłem? Może lepiej jakbym mieszkała u mamy. Poczułam że w moich oczach zbierają się łzy. 'Nie Patricia, nie rób tego, ostatnio za dużo płaczesz' pomyślałam, ale mimo tego po moim policzku spłynęła łza. Wytarłam ją szybko.
-Patricia, przepraszam. Chodź do sypialni.
Bez żadnych emocji ruszyłam w stronę drzwi, gdy próbowałam wyminąć Louis'a, ten przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował. Za chwilę już byłam w sypialni, ponieważ on mnie tam zaniósł.
-Możemy porozmawiać jutro? Rano, przy śniadaniu?
-Tak, możemy, a teraz mnie przytul i obiecaj, że mnie nie zostawisz.
-Obiecuję, kochanie. A teraz śpij. - po tym zapewnieniu przez chłopaka wtuliłam się w zagłębie jego szyi i zasnęłam.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Rozdział dwudziesty czwarty.

-Louis pośpiesz się! Mamy być tam o 13, a Ty jeszcze w łóżku leżysz.
-Oj uspokój się i susz te włosy.
-A sprawdzisz co u J? - ponowienie wychyliłam się z łazienki, tym razem wstał od razu.
-Mała śpi, - powiedział gdy zaczęłam nakładać na twarz bazę pod makijaż. Wszedł do łazienki ściągając z siebie wszystko, powodując, że zapragnęłam go tu i teraz.
-Musisz mi to robić? Nie mogłeś pójść do innej łazienki?
-Sama kazałaś mi się myć więc teraz nie narzekaj, możesz się do mnie przyłączyć.
-Chyba śnisz.. - uśmiechnęłam się do niego, po czym zamknął drzwi do kabiny, podczas kończenia makijażu spoglądałam na niego kątem oka.
Z okazji, że pogoda była dzisiaj ładna założyłam pudrowe spodnie i czarną koszulę(mgiełkę) którą któregoś razu kupił mi Louis. Jessie ubrałam w jeansy, różową koszulę i szary sweterek.
-Pójdę przełożyć fotelik do mojego samochodu - powiedział w końcu ubrany Louis. Wyglądał tak seksownie w granatowych rurkach i bardzo jasnej różowej koszuli i granatowej marynarce.
-Lou, przejdźmy się.
-Myślisz, że mi się chce?
-No nie bądź taki, zobacz jaka jest ładna pogoda, poza tym jesteś nam winien spacer.
-Niech Ci będzie.
Chociaż wiedziałam, że mu się to nie podoba wyniósł przed dom wózek i czekał aż wyjdę z małą. Postanowiłam założyć obcasy, ale już po 10 minutach marszu tego żałowałam, jeszcze Lou nie chciał mi dać prowadzić wózka śmiejąc się, że sama tego chciałam.
-Zobacz jaka piękna - przystanęłam gdy zobaczyłam sukienkę na wystawie.
-Skoro podoba Ci się sukienka, co jest dziwne musisz ją przymierzyć.
-Ale nawet nie mam na to kasy.
-Nie marudź, tylko wchodzimy do sklepu.- grzecznie weszłam za nim do środka - Przymierz to, czekamy tutaj na ciebie.
Udałam się do kabiny i skupiłam na zdejmowaniu ubrać, ale słyszałam, że ktoś podszedł do mojego chłopaka. Założyłam więc szybko sukienkę i wyszłam przed przymierzalnie.
-Lou i jak?
-Weź ją.
-Tomlinson, ta laseczka to twoja? - chłopak zmroził go wzorkiem- gdzie moje maniery. Matthew Linkus.
-Patricia...
-Tomlinson - dopowiedział ze mnie Louis.
-Już po ślubie? Nie myślałem, że tak szybko dasz się uziemić.
-Jakbyś nie widział, to powiem Ci, że jestem też szczęśliwym ojcem. A Ty Patricia idź się przebrać i idziemy.
Zrobiłam to co kazał, a w mojej głowie krążyły jego słowa " jestem szczęśliwym ojcem" to był najlepszy prezent urodzinowy jaki kiedykolwiek dostałam.
-Dziękuję - pocałowałam go w policzek wręczając wieszak z sukienką.
Gdy byliśmy już prawie na miejscu do Louisa zadzwonił Tom
-Patricia idź sama, ja muszę pojechać przygotować auto Jacksona na wyścig.
-Teraz?
-Tak, teraz. O 18 zaczyna a ja muszę odwalić swoją robotę.
-Nie pozwalam Ci tam teraz jechać. Mamy iść na obiad do mojej mamy.
-Nie mam zamiaru się z tobą teraz kłócić, po prostu przeproś mamę i powiedz, że jestem w pracy,.
-Musisz mi to dzisiaj robić?
-A jakie to ma znaczenie, dzisiaj czy jutro? Niedziela jak każdy inny dzień.
-A no, to fajnie, spoko. Tak idź sobie i miej mnie w dupie.
-O co Ci kurwa znów chodzi?
-I tak Cię to nie obchodzi, więc wypierdalaj stąd i zostaw mnie samą! - wykrzyczałam - Masz mnie w dupie, więc po co Ci wiedzieć o co mi chodzi?
-Możesz się uspokoić? - złapał mnie za ramiona - znów masz atak?
-Chuj Cię to obchodzi, ale skoro chcesz wiedzieć to prosze bardzo. Dzisiaj mam urodziny! A teraz wypierdalaj do swoich znajomych.
-Żebyś wiedziała, że sobie pójdę.
-Krzyżyk na drogę.
Odwrócił się plecami i zaczął iść w swoją stronę, a ja poszłam wraz z Jessie w swoją próbując powstrzymać łzy.
Gdy dotarłam do domu rodziców wystarczyło, że otworzyłam drzwi, a już obok mnie pojawił się mój brat i mnie przytulił.
-Mamo, Patricia przyszła - krzyknął do mamy - a gdzie jest Louis? Chciałem z nim zagrać w wyścigi.
-Louis nie mógł przyjść, przepraszam młody.
-Oj kochanie, co się stało? Dziadek! Wnieś swoją wnuczkę do domu! - mama najpierw zawołała tatę a później przytuliła mnie z całych sił - Wszystkiego najlepszego córeczko. Mam nadzieje, że to będą najlepsze urodziny.
-Też tak myślałam. Mamo, mogłabym zostać dzisiaj na noc w domu?
-Ależ oczywiście skarbie, twój pokój jest zawsze wolny.
Zasiedliśmy do obiadu, a później mama przyniosła do jadalni tort, zaśpiewali mi "Happy Birthday" i dali prezent. Śliczny złoty zegarek.
Koło 17 położyłam małą spać i usiadłam w swoim 'starym' pokoju, nie wierząc, że tak szybko do niego wróciłam.
-Patricia, może teraz mi powiesz co takiego się stało, że chcesz zostać u nas?
-Chłopaki do niego zadzwonili, że ma przyjść naprawić auto Jacksona, nawet nie pamiętam, że miałam dzisiaj urodziny, miał to gdzieś, że zaprosiłaś nas na obiad. Nie obchodzi go nic.
Mój wywód został przerwany przez telefon, gdy zobaczyłam, że to on dzwoni bez namysłu rozłączyłam się.
-Jak będziesz czegoś potrzebowała to jesteśmy na dole.
Moja mama wyszła i zaraz znów Louis zadzwonił.
-Czego chcesz?
-O której będziesz?
-Nie wiem i tak Cię to nie obchodzi.
-Przestań mnie wkurwiać, najpóźniej o 20 masz być w domu.
-Nawet o tym nie myśl - rozłączyłam się i z tego wszystkiego po moich policzkach spłynęły łzy.
Telefon zawibrował informując, że właśnie przyszedł sms.
"Nie pogrywaj ze mną i nie rozłączaj się jak do Ciebie mówię, jeżeli o 20 nie będzie Cię w domu, to uwierz mi przyjadę i siłą Cię zaciągnę do niego."
Zaśmiałam się pod nosem i spojrzałam na zegarek, czas tak szybko leciał, że miałam niecałą godzinę na 'powrót' do domu. Nie dam mu się sobą rządzić, to, że pozostałe były takie, to nie znaczy, że ja też taka będę.
Położyłam się na łóżku i zasnęłam. Sen przerwała mi kłótnia na dole, wiedziałam, że to Louis kłócący się z moimi rodzicami, którzy nie chcieli go wpuścić do środka. Przetarłam zaspane oczy i spojrzałam na łóżeczko, moja kochana córeczka bawiła się pozostawionymi grzechotkami w łóżeczku. Zeszłam po cichu na schody i usiadłam tak, żeby mnie Louis nie mógł zobaczyć.
-Patricia, zawsze mówiłaś, że nie wolno podsłuchiwać - szepnął mi do ucha braciszek.
-Ale to jest zupełnie inna sytuacja. Długo już stoją w drzwiach?
-Tak od 15 minut. Rodzice nie chcą go wpuścić, a on nie daje za wygraną.
W końcu gdy udało mu się ubłagać moich rodziców został wpuszczony do środka i zaczął iść w stronę schodów, zebrałam się szybko i wbiegłam do pokoju kładąc się na łóżko udając, że śpię, chłopak wszedł bez pukania i usiadł obok mnie łapiąc za rękę.
-Patricia, wiem, że nie śpisz, więc ze mną porozmawiaj.
Dalej miałam zamknięte oczy.
-No nie odwalaj, tylko usiądź jak na dziewiętnastolatkę przystało, zachowuj się poważnie i ze mną porozmawiaj.
-Dorosły się kurwa odezwał. - wymamrotałam.
-Słyszałem wszystko, a teraz grzecznie mnie kurwa posłuchaj.
-Nie chce mi się, zostaje dzisiaj u rodziców, nie masz czego tutaj szukać.
-Wiesz, że jak coś powiem, to nie ma od tego odwrotu? Więc albo pójdziesz ze mną z własnej woli, albo Cię po prostu zaciągnę siłą do auta i zapomnisz o pracy jutro.
-Pierdol się Tommo.
Dostałam lekko z liścia w twarz, przez co mimo wszystko i tak otworzyłam szeroko oczy łapiąc się za policzek.
-Wypierdalaj stąd i zabierz ten jebany pierścionek ode mnie! - zdjęłam z palca rzecz która oznaczała nasze zaręczyny i rzuciłam nim w Louisa.