poniedziałek, 14 października 2013
Rozdział piąty.
-Twoja mama jest bardzo miłą osobą. Bardzo jesteś do niej podobna. Te same oczy i usta.
-Nos i kolor włosów po tacie tak, wiem.
-Twojego taty jeszcze nie widziałem.
-Długo jeszcze?
-Myślałem że już nie zapytasz - zaśmiał się pod nosem - Zaraz będziemy.
Chwile później stanęliśmy przed dużym, na pierwszy rzut oka przestronnym białym domu.
Chciałam wysiąść z auta, ale zanim to zrobiłam przy moim boku pojawił się Louis, otworzył mi drzwi i podał rękę, która miała mi pomóc z wyjściem.
-Nie odzywasz się bez mojej zgody, nie pyskujesz i robisz wszystko co Ci każe.
-A jeśli Cię nie posłucham?
-Nie chcesz wiedzieć.
Zaprowadził mnie do brązowych drzwi, które po chwili się otworzyły.
-Cześć Louis. - przed nami stała dość wysoka blondynka. - a Ty jesteś?
-N oami, to jest Patricia. - uśmiechnęła się do mnie i wpuściła nas do środka. W salonie, w którym stały dwie duże czarne kanapy na ścianie wisiała też duża plazma.
-Siema Boo Bear - przywitała go tak grupka znajomych.
-Tommo, kim jest ta laseczka? - zapytał chłopak w długich włosach.
-Rarhbone... Ona należy do mnie. Patricia, to jest Tom - pokazał na bruneta - To jest Jackson - blondyn o nieziemsko niebieskich oczach - Taylor - krótko ścięty, ciemny blondyn, koło którego siedziała długowłosa blondynka - Van, to jest Dean - chłopak o ciemniejszej karnacji niż pozostali - Noami już poznałaś.
-Cześć - uśmiechnęłam się lecz po tych słowach miny dziewczyn momentalnie zrzedły i patrzyły się na mnie z przerażeniem.
-Miałaś się nie odzywać bez pozwolenia - Tomlinson syknął mi do ucha, zaraz po tym jak boleśnie za nadgarstek przyciągnął mnie do siebie.
-Neo zabiesz dziewczyny do swojej sypialnii, my musimy pogadać - usłyszałam mulata i za chwile czułam jak ciągnie mnie za sobą blondynka.
-Masz szczęście, że jesteś nowa i trafiłaś na Tomlinsona - zwróciła się do mnie Vanessa. - Ja też w tym siedze krótko, ale wiem jacy są chłopcy.
-Jeżeli zrobia byś coś takiego przy Tom'ie, to nie wiem, czy byś teraz nie leżała w szpitalu.
-Van, nie strasz jej.
"Jedziemy do moich znajomych" myślałam, że miał na myśli, to, że ich poznam, a nie bedę siedziała tylko z dziewczynami, chociaż nie wiem czy to nie jest nawet lepsze niż bycie tam na dole. Sophia w tym interesie siedzi od dwóch tygodnii, Noami od ponad roku. Dowiedziałam się, że Taylor jest najmilszym chłopakiem z tej piątki, na początku rządził swoją dziewczyną lecz teraz stara się to ograniczyć, choć przy chłopakach tego, aż tak nie pokazuje.
Dean, to typowy bad boy. Noami musi go słuchać i wykonywać jego rozkazy, raz się zdarzyło, że gdy czegoś nie zrobiła zamknął ją na 3 dni w domu i nie pozwolił nigdzie wyjść. One same zgodziły się na taki los.
-Patricia, chodź już jedziemy! -usłyszałam wołanie z dołu.
-Neo przyprowadź dziewczyny! - Zayn'a głos był bardziej donośny.
Blondynka pociągnęła mnie za rękę i zeszłyśmy do chłopaków. Wszyscy od razu przestali rozmawiać gdy weszłyśmy do salonu.
-Dobra, to my już lecimy, musimy jeszcze pojechać w jedno miejsce.
-Lou, stary, taka sztuka nie może się zmarnować - zaśmiał się Tom.
-No oczywiście, że nie. Nara, cześć dziewczyny. - powiedział Tomlinson - teraz ty możesz - wyszeptał mi na ucho.
-Cześć wszystkim. - wyksztusiłam z siebie po dłużeszej chwili analizowania słów chłopaka.
Dopiero po tym zauważyłam, że dziewczyny też dostały pozwolenie przez kiwnięcie głowy.
Po wizycie u jego znajomych zostałam zabrana do restauracji. Tam nie zamieniliśmy ani słowa.
-Jutro jestem po Ciebie o 8, wiec masz już być gotowa.
-Mhm
Nawet nie wiem o co mu chodziło, po co on zawraca sobie mną głowe, skoro nawet się nie odzywa. Nie rozumiem chłopaków, a jego to już w zupełności. Rodzice już spali, było sporo po 23, wzięłam szybki prysznic i spać.
niedziela, 13 października 2013
Rozdział czwarty.
Byłam na niego taka zła, zniszczył mi cały dzień. Najpierw szopka w szkole, potem w kawiarni. Nie jestem małym dzieckiem, żeby ktoś mi rozkazywał. Na moje szczęście mama siedziała w salonie z Mattem i oglądała jakiś film, tata pewnie zajmował się papierkami w swoim biurze. Przemknęłam po cichu do sypialni i mogłam na spokojnie pójść pod prysznic.
Gdy wróciłam do pokoju wystukałam na telefonie sms'a do Charlotte: "dzięki, że mnie z nim zostawiłaś..."
Za chwile dostałam odpowiedź zwrotną "przecież nic Ci nie zrobił i jeszcze za nas zapłacił. do jutra paskudo x"
Odłożyłam telefon pod poduszkę i założyłam piżamę, a chwile później leżałam już w łóżku.
Sen miałam ten sam co ostatniej nocy, przez co znów obudziłam się o 5 rano i nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Założyłam dresy i wyszłam pobiegać, chwile przed 6 byłam z powrotem w domu, a tam czekały na mnie 3 sms'y od Louis'a
"Nie mówiłem, że masz zakaz wychodzenia z domu? L." ten przyszedł o 5:23
kolejny o 5:30 "jak do Ciebie pisze, to masz odpisywać. L."
a ostatni był niecałe 5 minut temu "Czekaj na mnie o 7:50 przed domem, jak Cię nie będzie to już po tobie, porozmawiamy sobie przy okazji. L."
Po co on w każdym sms'ie pisze pierwszą literę imienia? przecież mam zapisany jego numer. Poza tym jak raz się podpisał to potem bym zobaczyła, że to od niego. Dzisiaj już mu się nie będę stawiała, poczekam na niego. Poszłam pod orzeźwiający prysznic i wyciągnęłam z szafy czarne spodnie z dziurami i do tego luźny biały t-shirt.
Umalowana i spakowana zeszłam na śniadanie, które musiałam oczywiście przyrządzić sobie sama.
-Patricia, odprowadź dzisiaj do szkoły Matt'a bo muszę iść już do pracy, a ojca już nie ma.
-Dobrze mamo.
-W lodówce macie naszykowane drugie śniadanie, a na blacie leżą pieniądze, które możesz wziąć za tą przysługę.
Napisałam Louis'owi sms'a, że muszę zaprowadzić brata do szkoły i, żeby po mnie nie przyjeżdżał.
"będę za 15 minut to go zawieziemy. L"
"Nie. Poradzę sobie sama"
"Nie dyskutuj ze mną, bo wiesz, że i tak zrobię po swojemu"
Dzięki Louis, przez Ciebie i przez tego głupiego ośmiolatka rodzice się dowiedzą o tobie.
-Matt! Gotowy już jesteś?
Nie usłyszałam odpowiedzi, ale za to młody z pełnym uśmiechem pojawił się na dole.
-Zostaniesz zawieziony przez mojego kolegę, ale jeżeli piśniesz chociaż słówko rodzicom to, nigdy więcej nie zabiorę Cię ze sobą do kina ani do wesołego miasteczka. Rozumiesz?
-A kto to jest?
-Mój kolega ze szkoły.
Młody nic już nie mówił, włożyłam mu do plecaka kanapki i wodę, sama schowałam swoje jedzenie i zabrałam z blatu pieniądze.
Postawiłam przed bratem miskę z płatkami i dokończyłam swoje śniadanie.
Usłyszałam znajomy warkot silnika i już wiedziałam kto to przyjechał.
-Chodź ubieraj się.
Założyłam buty i skórzaną kurtkę po czym zabrałam swoją torbę i otworzyłam drzwi, młody wyleciał pierwszy i zaczął podziwiać auto. Louis przedstawił mu się, po czym otworzył drzwi aby wsiadł. Opuścił fotel.
-A dla Ciebie jakieś specjalne zaproszenie mam wysłać?
Nie odezwałam się nic i wsiadłam do auta. Chłopak zamknął drzwi od mojej strony i zaraz znalazł się na miejscu obok. Podałam mu adres i ruszył. Młody był w niebo wzięty. Nasz tata nigdy tak szybko nie prowadził auta jak Louis, nawet gdy się śpieszył jechał zgodnie z przepisami.
Zaprowadziłam Matt'a do szkoły i z powrotem wróciłam do chłopaka.
-W szkole masz być o 8:15 a jest dopiero 7:52 więc jedziemy na kawę.
Nie odezwałam się nic, bo i tak wiedziałam, że nie mam szans z nim wygrać. Podjechaliśmy pod strackburs'a i wziął na wynos dla mnie Latte i coś dla siebie.
-Pierwsza ważna rzecz. Jeżeli pisze do Ciebie, to masz mi odpisywać. Druga, jeżeli ci coś karze zrobić to masz mnie słuchać, po trzecie dzisiaj idziemy do moich znajomych więc o 18 jestem po Ciebie.
Zaśmiałam się pod nosem, "Na pewno z tobą pójdę" - powiedziałam w myślach.
-Jeżeli nie będziesz gotowa to ja Cię ubiorę i siłą tam zaciągnę.
-Moi rodzice będą w domu, więc nawet nie waż się niszczyć mi życia.
-Zniszczone życie byś miała gdybym Cię wtedy nie uratował.
-Możesz mi już kurwa o tym nie przypominać? - Poczułam jak w moich oczach zaczęły zbierać się łzy.
-Będę póki nie zaczniesz szanować tego co dla Ciebie robię.
Odpalił samochód i tak jak myślałam wysadził mnie pod szkołą. Oczywiście musiał się popisać i wszedł w zakręt z piskiem opon. "Moje życie już nie ma sensu" - pomyślałam gdy tylko zobaczyłam dziesiątki osób spoglądające na nas.
-Dzięki Louis za zrujnowanie mi życia szkolnego.
Wysiadłam z auta, a po chwili poczułam jak złapał mnie za nadgarstek.
-Sądzisz, że je zrujnowałem? To co powiesz na to? - wpił się w moje usta i zaczął zachłannie mnie całować. - nie rób teraz żadnych akcji bo jeszcze bardziej pogorszysz swoją sprawę.
Wkurzona odeszłam od niego próbując zakryć czerwień na policzkach. Wbiegłam do szkoły, żeby znaleźć się jak najszybciej szafek szkolnych. Zaraz potem poszłam na lekcje.
Oczywiście na każdej przerwie słyszałam jak laski szeptały między sobą i pokazywały na mnie.
Gdy tylko wyszłam ze szkoły zobaczyłam znajome Porshe, uderzyłam się ręką w głowę i udałam, że nie widzę tego auta i zaczęłam iść w stronę domu. Zdążyłam może przejść 100 metrów a już Louis znalazł się koło mnie, jechał autem ale bardzo powoli aby dotrzymać mi tempa.
-Wsiadaj, nie chce mi się z tobą kłócić znów, chyba, że mam odwalić Ci znów jakąś szopkę typu wsadzenia Cię siłą do auta.
Znów się poddałam i wsiadłam, ale nie odezwałam się do niego ani słowem.
-O 18 jestem po Ciebie. Załóż coś ładnego.
Nawet nie odpowiadając wysiadłam z auta i poszłam do domu. Tam zabrałam się za robienie lekcji, aby tylko wyrobić się przed czasem. Około 16 wróciła mama z Matt'em i zaczęła robić obiad,a ja w tym czasie poszłam pod prysznic. Wysuszyłam i wyprostowałam włosy nakładając na siebie delikatny makijaż. Założyłam na siebie gładkie czarne rurki i białą koszulkę baskinkę, do tego wybrałam biało-złote balerinki i złoty łańcuszek. O 17 mama zawołała nas na obiad. Gdy zeszłam tam ubrana od razu zaczęła wypytywać się gdzie idę. Nie odpowiedziałam jej, zjadłam szybko posiłek i wróciłam do siebie. Napisałam krótkiego sms'a Charlotte, że mam nadzieje, że przeżyje dzisiejszy wieczór. Usłyszałam dzwonek do drzwi, wiedziałam, że to Louis i wiedziałam też, że będzie ze mną źle jak wrócę. Matka wymyśli jakąś śmieszną historyjkę i opowie tacie, że jestem panią do towarzystwa, bo przecież nigdy żaden chłopak się mną nie interesował. Ku mojemu zdziwieniu moja mama była zauroczona chłopakiem, bo to ona otworzyła drzwi i go wpuściła do środka.
-Tak Louis'ie pozwalam Ci zabrać moją córeczkę, tylko wróćcie przed dwunastą, bo ona jutro do szkoły idzie. - Mama siedziała rozweselona, nie powiedziała żadnego niemiłego komentarza, gdy weszłam do pokoju.
-Dziękuje Pani Group. Do widzenia. - uśmiechnął się do mojej rodzicielki i pocałował w dłoń. Louis Tomilson takim dżentelmenem? Nie pomyślałabym. - Gotowa? - zwrócił się do mnie. Niepewnie kiwnęłam głową i wyszliśmy z domu.
-Ładnie wyglądasz.
-Ty też niczego sobie - miał jeansowe rurki, znów z opuszczonym krokiem, czarną koszule, lekko rozpiętą na górze i jeansową marynarkę.
-Zapraszam do auta. - otworzył mi drzwi i zaraz znalazł się koło mnie. - nie mówiłem Ci tego rano, dobrze całujesz. - uśmiechnął się, a ja oblałam się rumieńcem.
piątek, 4 października 2013
Rozdział trzeci.
Odwala szopkę przy całej szkole, grozi mojemu przyjacielowi, a teraz jeszcze bezczelnie nie odpowiada na moje pytania.
-Pytam ostatni raz. CO.TY.WYPRAWIASZ?
-Nie za ostry ton? - widziałam że jest zdenerwowany. - Uratowałem Ci dupę i teraz nie pozwolę żeby Ci się coś stało. Rozumiesz?
Nic się nie odezwałam i czekałam na to, żeby zobaczyć gdzie jedziemy. Ku mojemu zdziwieniu zatrzymał się tuż przed moim domem.
-Nie ruszasz się z domu, jutro rano po Ciebie jestem.
-Po co Ty to wszystko robisz?
-O 7.50 masz być na dole a teraz idź do domu.
Chłopak wysiadł z auta i otworzył mi drzwi podając rękę która miałaby mi pomóc w celu wyjścia z samochodu. Nie skorzystałam z niej i minęłam chłopaka wchodząc szybko do domu. Dobrze, że o tej godzinie nie ma nikogo w domu, bo mogłabym mieć problemy. Co z tego, że mam już 18 lat. Ojciec nie byłby zadowolony tym faktem i pewnie dostałabym od niego po twarzy gdyby zobaczył mnie z chłopakiem, jeżeli bym mu o nim nie powiedziała.
Wracając do zakazu Louis'a, nie miałam zamiaru siedzieć cały dzień w domu. Poza tym musiałam wytłumaczyć to co stało się w szkole. Gdy tylko odrobiłam lekcje wzięłam telefon do ręki i w tym samym momencie zaczął dzwonić.
-Halo?
-Możesz gadać? W sumie nawet nie obchodzi mnie to czy możesz czy nie. Za 15 minut jestem po ciebie i idziemy na spacer.
-Charl..
-bez żadnego ale, za 15 minut jestem.
-Za 20 minut bo muszę sprzątnąć w pokoju i zjeść obiad.
Przyjaciółka rozłączyła się i teraz zostaje mi przemyśleć co jej powiedzieć, podgrzałam sobie kawałek pizzy który znalazłam z lodówce i zjadłam go, włosy rozczesałam i ponownie zawiązałam w kucyk. Nie musiałam czekać długo, bo zaraz przyszła Charlotte.
-Patricia, teraz mów prawdę. Co się stało tamtej nocy.
-No przecież Ci powiedziałam co się stało!
-To dlaczego nie kwapiłaś się żeby powiedzieć o tym że poznałaś Louisa?
Nie odpowiedziałam, jej bo co miałam powiedzieć. Nie potrafię kłamać. Poczułam wibracje w kieszeni. Wyjęłam telefon i zobaczyłam wiadomość od jakiegoś numeru. Odczytałam spokojnie wiadomość. Już mówiłam, nie będzie mi rozkazywał.
-Dobra powiem Ci jak go poznałam. To on mnie uratował, gdyby nie on zgwałciła by mnie jeszcze pozostała dwójka.
-Gdzie byłaś w nocy?
-Zabrał mnie do siebie, potem rano odwiózł. Miałam nadzieje, że zapomni o mnie i da mi spokój, nie wiedziałam skąd wie gdzie chodzę do szkoły, teraz jeszcze się okazało, że ma mój numer.
-Co Ci napisał?
-Zabronił mi wychodzić z domu i teraz dał mi 10 minut na powrót, szczerze mam to gdzieś.
-Co Ci jeszcze napisał?
Pokazałam jej sms'a który przyszedł 7 minut temu i dopiłam resztkę kawy którą miałam w kubku. Podeszłam do kasy żeby zamówić jeszcze czekoladę i kupić ciastko.
-eh. Patricia, dostałaś kolejną wiadomość.
Złapałam za telefon i przeczytałam na głos.
-Za pięć minut widzę Cię przed kawiarnią.
Zaśmiałam się sama do siebie, nie wiem czy mam się bać czy nie, będzie musiał mnie stąd wyciągnąć siłą, bo sama nie wyjdę.
-Pat proszę Cię zrób to co Ci karze, w szkole pogadamy.
-On nie będzie mi rozkazywał. Nie mam pięciu lat, tylko osiemnaście więc mam prawo robić co mi się podoba.
Gdy tylko usłyszałyśmy mi już znajomy warkot silnika spojrzałyśmy przez okno, Louis Tomlinson we własnej osobie przyjechał pod jedną z mało znanych kawiarni swoim autem - Porshe Carrera. Jego mina nie wskazywała nic dobrego.
-Idę do łazienki.
-Dzięki Charl, zostaw mnie z nim samą!
Spojrzałam z wyrzutem na przyjaciółkę i wróciłam do jedzenia ciastka. Usłyszałam jak dzwoneczek przy drzwiach wydał dźwięk. Wszedł do środka - pomyślałam. Nie odrywałam wzroku od ulotki którą chwile wcześniej złapałam do rąk. W całej kawiarni było cicho. Wyglądało to tak, jakby ktoś rzucił na nich czar. Usłyszałam kroki i uczyłam mocy zapach perfum chłopaka. Używał Hugo Bossa bo one jako jedyne stały w łazience na blacie.
-Złamałaś mój zakaz, nie wróciłaś do domu tak jak Ci napisałem, a teraz jeszcze nie wyszłaś przed kawiarnie tylko musiałem się po ciebie tutaj specjalnie fatygować - w jego głosie można było wyłapać złość. Napiłam się czekolady, która po chwili została wyrwana z moich dłoni - jak do Ciebie mówie, to po pierwsze patrz na mnie, po drugie odpowiadaj.
Spojrzałam się na niego mając nadzieje, że w moich oczach nie widać strachu który czyłam w sercu.
-Nie zmuszałam Cię, żebyś przyjeżdżał. - powiedziałam pewna siebie, na moje szczęście głos nawet odrobinę mi nie zadrżał.
-Skoro już tu jestem rusz tą swoją seksi dupę i pomaszeruj do auta, czas odstawić Cię do domu.
-Nie wracam. Nie będziesz mi rozkazywał.
-Ostatni raz to mówię, idź do auta, ja zapłacę.
-Nie. Przyszłam tu z Charlotte i wyjdę stąd gdy stwierdzimy, że nasze spotkanie dobiegło końca.
Louis podszedł do lady, nie usłyszałam o co pytał ale widziałam jak wyjął portfel i dał 50 funtów kelnerce.
-Jak dla Ciebie dobiegło.
Pociągnął mnie za rękę tak, że wstałam i przerzucił mnie przez ramie zabierając moją torebkę i telefon ze stolika.
-Dowodzenia. - powiedział do kelnerki i wyszedł ze mną przez drzwi mimo moich protestów. Okładałam go pięściami i gryzłam w ramie.
-uważaj bo mi się to spodoba. - usłyszałam w jego głosie rozbawienie.
Otworzył drzwi od pasażera, posadził mnie na siedzeniu i zamknął je tak, żebym nie mogła się wydostać z auta. Co za cholerny kutas zamontował mu taki zamek? Przez całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie. Dopiero jak rozpoznałam ulice na której mieszkam odezwałam się do chłopaka.
-Zatrzymaj się tutaj. Nie chce żeby moi rodzice Cię zobaczyli.
-Wstydzisz się mnie?
Gdy tylko stanął otworzyłam drzwi i wysiadłam z auta zabierając swoje rzeczy. Tym razem nie wysiadł za mną tylko pozwolił mi, żebym dotarła sama do drzwi wejściowych.
-Pytam ostatni raz. CO.TY.WYPRAWIASZ?
-Nie za ostry ton? - widziałam że jest zdenerwowany. - Uratowałem Ci dupę i teraz nie pozwolę żeby Ci się coś stało. Rozumiesz?
Nic się nie odezwałam i czekałam na to, żeby zobaczyć gdzie jedziemy. Ku mojemu zdziwieniu zatrzymał się tuż przed moim domem.
-Nie ruszasz się z domu, jutro rano po Ciebie jestem.
-Po co Ty to wszystko robisz?
-O 7.50 masz być na dole a teraz idź do domu.
Chłopak wysiadł z auta i otworzył mi drzwi podając rękę która miałaby mi pomóc w celu wyjścia z samochodu. Nie skorzystałam z niej i minęłam chłopaka wchodząc szybko do domu. Dobrze, że o tej godzinie nie ma nikogo w domu, bo mogłabym mieć problemy. Co z tego, że mam już 18 lat. Ojciec nie byłby zadowolony tym faktem i pewnie dostałabym od niego po twarzy gdyby zobaczył mnie z chłopakiem, jeżeli bym mu o nim nie powiedziała.
Wracając do zakazu Louis'a, nie miałam zamiaru siedzieć cały dzień w domu. Poza tym musiałam wytłumaczyć to co stało się w szkole. Gdy tylko odrobiłam lekcje wzięłam telefon do ręki i w tym samym momencie zaczął dzwonić.
-Halo?
-Możesz gadać? W sumie nawet nie obchodzi mnie to czy możesz czy nie. Za 15 minut jestem po ciebie i idziemy na spacer.
-Charl..
-bez żadnego ale, za 15 minut jestem.
-Za 20 minut bo muszę sprzątnąć w pokoju i zjeść obiad.
Przyjaciółka rozłączyła się i teraz zostaje mi przemyśleć co jej powiedzieć, podgrzałam sobie kawałek pizzy który znalazłam z lodówce i zjadłam go, włosy rozczesałam i ponownie zawiązałam w kucyk. Nie musiałam czekać długo, bo zaraz przyszła Charlotte.
-Patricia, teraz mów prawdę. Co się stało tamtej nocy.
-No przecież Ci powiedziałam co się stało!
-To dlaczego nie kwapiłaś się żeby powiedzieć o tym że poznałaś Louisa?
Nie odpowiedziałam, jej bo co miałam powiedzieć. Nie potrafię kłamać. Poczułam wibracje w kieszeni. Wyjęłam telefon i zobaczyłam wiadomość od jakiegoś numeru. Odczytałam spokojnie wiadomość. Już mówiłam, nie będzie mi rozkazywał.
-Dobra powiem Ci jak go poznałam. To on mnie uratował, gdyby nie on zgwałciła by mnie jeszcze pozostała dwójka.
-Gdzie byłaś w nocy?
-Zabrał mnie do siebie, potem rano odwiózł. Miałam nadzieje, że zapomni o mnie i da mi spokój, nie wiedziałam skąd wie gdzie chodzę do szkoły, teraz jeszcze się okazało, że ma mój numer.
-Co Ci napisał?
-Zabronił mi wychodzić z domu i teraz dał mi 10 minut na powrót, szczerze mam to gdzieś.
-Co Ci jeszcze napisał?
Pokazałam jej sms'a który przyszedł 7 minut temu i dopiłam resztkę kawy którą miałam w kubku. Podeszłam do kasy żeby zamówić jeszcze czekoladę i kupić ciastko.
-eh. Patricia, dostałaś kolejną wiadomość.
Złapałam za telefon i przeczytałam na głos.
-Za pięć minut widzę Cię przed kawiarnią.
Zaśmiałam się sama do siebie, nie wiem czy mam się bać czy nie, będzie musiał mnie stąd wyciągnąć siłą, bo sama nie wyjdę.
-Pat proszę Cię zrób to co Ci karze, w szkole pogadamy.
-On nie będzie mi rozkazywał. Nie mam pięciu lat, tylko osiemnaście więc mam prawo robić co mi się podoba.
Gdy tylko usłyszałyśmy mi już znajomy warkot silnika spojrzałyśmy przez okno, Louis Tomlinson we własnej osobie przyjechał pod jedną z mało znanych kawiarni swoim autem - Porshe Carrera. Jego mina nie wskazywała nic dobrego.
-Idę do łazienki.
-Dzięki Charl, zostaw mnie z nim samą!
Spojrzałam z wyrzutem na przyjaciółkę i wróciłam do jedzenia ciastka. Usłyszałam jak dzwoneczek przy drzwiach wydał dźwięk. Wszedł do środka - pomyślałam. Nie odrywałam wzroku od ulotki którą chwile wcześniej złapałam do rąk. W całej kawiarni było cicho. Wyglądało to tak, jakby ktoś rzucił na nich czar. Usłyszałam kroki i uczyłam mocy zapach perfum chłopaka. Używał Hugo Bossa bo one jako jedyne stały w łazience na blacie.
-Złamałaś mój zakaz, nie wróciłaś do domu tak jak Ci napisałem, a teraz jeszcze nie wyszłaś przed kawiarnie tylko musiałem się po ciebie tutaj specjalnie fatygować - w jego głosie można było wyłapać złość. Napiłam się czekolady, która po chwili została wyrwana z moich dłoni - jak do Ciebie mówie, to po pierwsze patrz na mnie, po drugie odpowiadaj.
Spojrzałam się na niego mając nadzieje, że w moich oczach nie widać strachu który czyłam w sercu.
-Nie zmuszałam Cię, żebyś przyjeżdżał. - powiedziałam pewna siebie, na moje szczęście głos nawet odrobinę mi nie zadrżał.
-Skoro już tu jestem rusz tą swoją seksi dupę i pomaszeruj do auta, czas odstawić Cię do domu.
-Nie wracam. Nie będziesz mi rozkazywał.
-Ostatni raz to mówię, idź do auta, ja zapłacę.
-Nie. Przyszłam tu z Charlotte i wyjdę stąd gdy stwierdzimy, że nasze spotkanie dobiegło końca.
Louis podszedł do lady, nie usłyszałam o co pytał ale widziałam jak wyjął portfel i dał 50 funtów kelnerce.
-Jak dla Ciebie dobiegło.
Pociągnął mnie za rękę tak, że wstałam i przerzucił mnie przez ramie zabierając moją torebkę i telefon ze stolika.
-Dowodzenia. - powiedział do kelnerki i wyszedł ze mną przez drzwi mimo moich protestów. Okładałam go pięściami i gryzłam w ramie.
-uważaj bo mi się to spodoba. - usłyszałam w jego głosie rozbawienie.
Otworzył drzwi od pasażera, posadził mnie na siedzeniu i zamknął je tak, żebym nie mogła się wydostać z auta. Co za cholerny kutas zamontował mu taki zamek? Przez całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie. Dopiero jak rozpoznałam ulice na której mieszkam odezwałam się do chłopaka.
-Zatrzymaj się tutaj. Nie chce żeby moi rodzice Cię zobaczyli.
-Wstydzisz się mnie?
Gdy tylko stanął otworzyłam drzwi i wysiadłam z auta zabierając swoje rzeczy. Tym razem nie wysiadł za mną tylko pozwolił mi, żebym dotarła sama do drzwi wejściowych.
środa, 2 października 2013
Rozdział drugi.
Rano obudziłam się z kimś w łóżku, gdy spojrzałam na twarz osoby leżącej obok momentalnie się wydarłam.
-O jezu dziewczyno zamknij się.
Wstałam z łóżka, zabrałam swoją sukienkę i wyszłam z pokoju szukając wyjścia, niestety natrafiłam na zamknięte drzwi.
-Proszę Cię, wypuść mnie. Ja chce wrócić do domu.
-A może jakieś dziękuje by się przydało? To o której wrócisz do domu zależy tylko i wyłącznie ode mnie.
-Dziękuje - wyszeptałam - chciałabym wrócić najpóźniej za godzinę do domu.
-To nie Ty jesteś od wyrażania swoich żądań. Zaraz zjemy śniadanie i zastanowię się o której Cię zawiozę.
-Przejdę się.
-Zapomnij o tym. - zaśmiał się ironicznie.
Bałam się go, ale czułam się przy nim bezpieczna. Każdy kto znał go wiedział jaki jest. Jedyną nadzieją jaka mi pozostała jest myśl, że jak wrócę do domu to zapomni o mnie o da mi spokój. Usiadłam na fotelu i podkurczyłam nogi kładąc głowę na kolana, obrazy z wczorajszej nocy pojawiły mi się przed oczami, wiem, że nie powinno im to ujść na sucho, ale nie chciałam o tym nikomu mówić. Matka i tak by mi w to nie uwierzyła, a dodatkowo miałabym awanturę że stałam się darmową dziwką. Wytarłam lecące łzy po moich policzkach i rozejrzałam się w poszukiwaniu torebki w której był mój telefon. Nigdzie nie udało mi sie jej dostrzec. Zjedliśmy śniadanie i zostałam odwieziona pod dom. Tak jak myślałam moja torba leżała w pod siedzeniem pasażera.
-Jeżeli nie chcesz iść na policje to milczysz w tej sprawie. Jak dowiem się, że ktoś wie o tym, nie żyjesz. Przełknęłam głośno ślinę i pokiwałam głową co miało oznaczać, że nic nie powiem. Złapałam za telefon gdy tylko wysiadłam z samochodu. 5 nieodebranych połączeń i 4 wiadomości. Wszystko od mojej przyjaciółki, martwiącej się czemu nie dałam jej znać, że jestem w domu i różnego rodzaju prośby o kontakt. Gdy tylko przeszłam przez próg mieszkania matka naskoczyła na mnie, gdzie byłam całą noc, oczywiście usłyszałam kilka tekstów, że pewnie znalazłam się w nocy u jakiegoś chłopaka i się z nim kurwiłam. Te słowa strasznie mnie zabolały. Pośpiesznie zdjęłam buty i pobiegłam do swojego pokoju. Napisałam sms'a Charlotte, że musi do mnie przyjść i powiedzieć mojej mamie, że spałam u niej. Przyjaciółka starała się dowiedzieć przez wiadomości gdzie byłam, lecz spławiłam ją tekstem, że to nie jest rozmowa na telefon. Musze komuś powiedzieć co się stało. Po niecałych dwudziestu minutach bezczynnego leżenia i płakania przez drzwi do mojego pokoju przeszła Charl.
-Zamknij drzwi i przekręć zamek, nie chce, żeby ktoś teraz wszedł.
-Wyglądasz strasznie, co się z tobą wczoraj działo?
Opowiedziałam jej o całym zajściu, nieco zmieniając wersje zdarzeń. Powiedziałam, że jakiś przechodzień ich pogonił. A na pytanie gdzie byłam w nocy powiedziałam, że siedziałam w tamtej uliczce. Dziewczyna zgniotła mnie w uścisku i zaczęła przepraszać, że nie wróciła ze mną. Próbowała namówić mnie abym poszła na policje, wytłumaczyłam jej, że nie będę w stanie powiedzieć im co stało mi się tamtej nocy i że nie pamiętam ich twarzy.
-Jesteś jedyną osobą której o tym powiedziałam.
Charlotte siedziała u mnie do wieczora, potem wróciła do siebie. Odrobiłam lekcje i położyłam się spać. W nocy co chwile budziłam się zalana potem, co zamknęłam oczy śniła mi się tamta noc, wizja była jeszcze gorsza. Nikt mnie nie uratował a oni jeszcze skopali i pocięli moje ciało. Z napuchniętymi oczami wstałam z łóżka o piątej rano, poszłam pod prysznic aby się trochę rozluźnić. Na twarz nałożyłam grubą ilość korektora rozświetlającego aby zakryć sine wory pod oczami. Spojrzałam na plan lekcji aby upewnić się czy na pewno wszystko spakowałam. Dzisiaj na ostatniej lekcji miał być w-f. Nie mogę się pokazać w szatni z takimi zadrapaniami na plecach, ale wiedziałam, że jeżeli opuszczę tą lekcje nauczyciel może mnie nie przepuścić do następnej klasy. Spakowałam więc strój i szukałam jakiegoś zakrywającego całe ciało ubrania. W końcu wypadło na czarne rurki, szarą bluzę i obowiązkowo ciemne vansy. Ze spakowanym plecakiem zeszłam na śniadanie. Dużo wcześniej niż powinnam wyszłam z domu. Do szkoły autobusem jechałabym zaledwie 10 minut więc postanowiłam się przejść. Włożyłam słuchawki do uszu i ruszyłam przed siebie.
Charlotte w szkole nie odstępowała mnie na krok, na przerwie obiadowej usiedliśmy z grupką naszych znajomych. Ostatnia lekcja, najgorsza z możliwych. Wychowanie fizyczne. Weszłam do szatni jeszcze przed dzwonkiem i szybko przebrałam się zanim dziewczyny wparowały do środka. Związałam wcześniej rozpuszczone włosy w wysoką kitkę i siedziałam na ławce aż wuefista po nas przyjdzie. Po skończonych zajęciach włożyłam swoje książki do półki i czekając na resztę znajomych wyszłam przed szkołę.
-O tu jesteś. - usłyszałam głos zmartwionej przyjaciółki - zaraz przyjdzie Matt i Filiph więc odprowadzą Cię do domu.
-Dam sobie rade sama, jasno jest więc nic mi nie będzie.
Gdy czekaliśmy na chłopaków, ktoś narobił dużego zamieszania przed szkołą. Rozejrzałam się dookoła i ujrzałam kierującą się w naszą stronę sylwetkę blondyna. Wcześniej nie zwróciłam na to uwagi ale on był bardzo seksowny. Spodnie z opuszczonym krokiem zwężone na dole idealnie do niego pasowały. Do tego szara bokserka i czarna skóra. Pomimo braku słońca chłopak szedł w okularach.
-ale ciacho. - zauważyła moja przyjaciółka - Dziewczyno to jest Tomilson! - prawie, że wykrzyczała - on idzie w naszą stronę więc lepiej, żebyśmy się stąd zbierały.
Odwróciłam się tyłem do chłopaka i gdy miałam już wchodzić do szkoły poczułam ucisk na nadgarstku.
-Gdzie się wybierasz? - usłyszałam jego męski lekko zachrypnięty głos.
-Puść, to boli. - próbowałam wyrwać się chłopakowi z uścisku lecz nie dawałam rady, był za silny.
-PUŚĆ JĄ. NIE SŁYSZAŁEŚ CO POWIEDZIAŁA ? - zza plecami usłyszałam głos Filiph'a - PUŚĆ JĄ NATYCHMIAST.
Louis to zrobił, a następnie przygwoździł mojego przyjaciela do drzwi szkolnych.
-Wiesz kim jestem? - mój przyjaciel pokiwał głową - to chyba powinieneś wiedzieć, że mi się nie rozkazuje.
Blondyn puścił go i pociągnął mnie za rękę do auta. Patrzyłam na zdezorientowaną i przestraszoną minę dziewczyny. Siłą umiejscowił mnie na przednim siedzeniu zaraz po czym znalazł się obok.
-Co Ty wyprawiasz?
Chłopak milczał, odpalił auto i odjechał z piskiem opon.
Rozdział pierwszy.
Rozglądałam się w poszukiwaniu znajomych, którzy zniknęli gdzieś w tłumie, chciałam ich tylko poinformować, że zawijam do domu. Mieli mnie odwieźć, ale wolałam przejść się na pieszo niż zginąć w wypadku samochodowym. Zimna noc wcale nie zachęcała do tak długiej drogi, jak na złość miałam na sobie sukienkę, która sięgała mi do połowy ud. Jest jesień czyli mogę spodziewać się, że zaraz zacznie padać deszcz, kasy na taksówkę nie mam, a rodzice w sumie mieli gdzieś co robi ich jedyna córka, woleli większą uwagę skupić na prawie już dorosłym synie geniuszu. Spojrzałam na zegarek, który pokazywał 2:30, jak dobrze pójdzie w domu będę za jakąś godzinę. Odkąd wyszłam zdawało mi się, że ktoś mnie śledzi, ale zawsze gdy odwracałam głowę nikogo nie było. Przyśpieszyłam kroku i zaczęłam kierować się do centrum Londynu. Przed mijanym klubem stała grupka chłopaków, którzy momentalnie mnie zaczepili:
-Witaj maleńka - powiedział jeden z trzech.
-Co tata ślicznota robi sama o tak późnej porze?
-Nie twój pierdolony interes.
-Ładna i jeszcze zadziorna - trzeci z nich złapał mnie za rękę gdy chciałam ich wyminąć.
-Puść mnie bo zacznę krzyczeć - odczekałam sekundę i zaczęłam wołać o pomoc, lecz tego momentalnie pożałowałam. Koleś który trzymał mnie drugą ręką zakrył mi usta.
-No to co chłopaki? Idziemy się zabawić - pozostała dwójka zaśmiała się i pomimo moich protestów zaczęli mnie ciągnąć do jakiejś uliczki. Nie widziałam już szans na ucieczkę. Zostałam rzucona na ziemie i od razu przytrzymana za ręce i nogi. Koleś który pierwszy mnie zaczepił zaczął podciągać moją sukienkę do góry. Modliłam się w duszy o pomoc. Nie czekali ani chwili dłużej, poczułam jak jeden z nich boleśnie się we mnie wbija. Tak, byłam dziewicą. Zajebisty pierwszy raz, łzy napływały mi do oczu, gdy coraz bardziej i mocniej wchodził we mnie. Nie chciałabym tego pamiętać. Jeden skończył i miał zaczynać drugi gdy usłyszałam męski donośny głos z oddali.
-Zostawcie ją!- Chłopak zaczął się zbliżać, a wtedy cała trójka stanęła przed nim. - Wypierdalać stąd!
-w bohatera się bawisz? - chłopak który mnie zgwałcił zaczął się śmiać - myślisz, że dasz sobie z nami radę?
-Chyba nie wiesz kim, jestem. - i widziałam jak mój wybawca walnął z prawego sierpowego bruneta w twarz. Mój oprawca zachwiał się na nogach, próbując oddać cios dostał jeszcze raz. Chłopak zaczął go okładać pięściami, pozostała dwójka zaczęła uciekać. Usiadłam i podsunęłam się pod ścianę zaciągając sukienkę. Otuliłam kolana swoimi rękoma i położyłam głowę na nich pozwalają sobie płakać.
Chłopak chyba usłyszał mój szloch, podszedł do mnie i wziął na ręce. Przerażona spojrzałam na niego.
-Nie bój się, nic Ci nie będzie. Zawiozę Cię do szpitala.
-Nie chce żadnego szpitala. Zostaw mnie, wrócę sama do domu.
Odstawił mnie na ziemie.
-Wsiadaj do auta.
-Dam sobie radę.
-Właśnie kurwa widzę jak sobie sama dałaś radę, wsiadaj do tego jebanego auta! - krzyknął a ja od razu podeszłam do samochodu, chłopak otworzył mi drzwi, wsiadłam i zaraz znalazł się koło mnie.
-Jak masz na imię?
-Patricia.
Zamknęłam oczy próbując opanować łzy które leciały mi po policzkach, chciałam wymazać wspomnienia z dzisiejszego dnia.
Czuje się jakby ktoś mnie niósł. Otworzyłam powoli napuchnięte oczy i zobaczyłam chłopaka, który wchodził ze mną do jakiegoś pokoju.
-Co my tu robimy? Ja chce do domu.
-Jesteśmy u mnie. Zasnęłaś w aucie, nie mam siły Cię odwozić więc prześpisz się tutaj, ja pójdę spać do innego pokoju.
-Dlaczego nie możesz mnie odwieźć do mojego domu? Nie chce tutaj być! ODWIEŹ MNIE DO DOMU! - krzyczałam i biłam go po ramieniu, bo jeszcze nie odstawił mnie na ziemie.
-Zamknij się kurwa, bo obudzisz mojego brata!
-W dupie to mam, ja chce do domu! Zostałam zgwałcona, nie rozumiesz? ja chce do mojego pokoju!
-Nie będę Cię nigdzie teraz woził!
-To sobie sama pójdę.
-Spróbuj stąd wyjść.
Ruszyłam w stronę drzwi, lecz zostałam zatrzymana, chłopak trzymał moją rękę w żelaznym uścisku.
-Nie próbuj nawet wszystkie drzwi są pozamykane. Tam jest łazienka - pokazał palcem na drzwi po prawej stronie. - weź to - puścił mnie i wyjął z szafy koszulkę i jakieś spodenki. - Jeżeli za 10 minut nie wyjdziesz z łazienki, wejdę tam.
Posłusznie skierowała się do drugiego pomieszczenia, spojrzałam na siebie w lustrze, rozmazany makijaż, podpuchnięte oczy, potargane włosy, brudne ramiona i zarysowana twarz. Stojąc przed kabiną prysznicową zdjęłam sukienkę i zaczęłam się dokładnie myć. Każdy milimetr ciała wymyłam dokładnie chcąc zmyć z siebie ten brud, to co się przed chwilą stało. Usłyszałam pukanie do drzwi.
-Daj mi jeszcze minute!
Chłopak nie posłuchał mnie i wszedł do łazienki. Zakręciłam wodę i skuliłam się w dole kabiny zakrywając swoje ciało jak najdokładniej. Drzwiczki otworzyły się.
-Patricia, wstań, owinę Cię ręcznikiem i pomogę Ci się ubrać.
-Wyjdź, proszę wyjdź.
-Zrób to co Ci powiedziałem, bo jak nie, to wykonam to siłą.
Ze względu na to, że się go bałam wykonałam jego rozkaz. Patrzyłam na niego, wycierając mnie miał zamknięte oczy, nie chciał na mnie patrzeć. Gdy przetarł moje ramie syknęłam z bólu.
-Przepraszam. - Z tego co wiem Louis nie wypowiada tego słowa za często. Skąd go znam? Każdy nastolatek w mieście wie kim on jest. Jest szefem grupki przestępczej. Nie zabijają, nie kradną i dlatego policja nic na niego nie ma, kasy ma jak lodu.
-Już jestem sucha więc odwróć się żebym mogła się ubrać.
Nie wiem czemu, ale czułam się przy nim bezpieczna, wiedziałam, że nic mi nie zrobi. A co dawało mi tą pewność? Nic. Zrobił to co kazałam.
Położyłam się do łóżka, a gdy on wyszedł usiadłam na parapecie patrząc się bezsensownie w dal. Podkuliłam nogi i pozwoliłam sobie płakać. Łzy ciekły mi strumieniem po policzkach.
-Czy nie powinnaś już spać? - przestraszyłam się gdy Louis to powiedział, nie odwróciłam się do niego ani nie odpowiedziałam. - zadałem Ci pytanie i czekam na odpowiedź.
-odpieprz się.
-Nie odzywaj się tak do mnie. Gdyby nie to, że uratowałem Ci dupę i zabrałem Cię stamtąd leżałabyś błagając aby ktoś Cię zabił.
Te słowa bolały, jakby ktoś wbijał mi nóż w plecy. Oczy znów napełniły się łzami. Podszedł do mnie i wziął na ręce po czym położył na łóżku i usiadł obok.
-Przytul się i pójdź spać. - Skuliłam się w kłębek odsuwając się jak najdalej od niego. - chodź tutaj.
Przyciągnął mnie do siebie.
Mam nadzieje, że wam się podoba :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)