poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział dwudziesty siódmy.



Po piątkowej pracy zajęłam się sprzątaniem, które musiałam skończyć przed przyjściem Louisa z pracy, by móc mu powiedzieć, że pod wieczór przyjdzie Emma z chłopakiem. Naszykowałam Ballantine’sa dla chłopaków.
-Louis, nakarmisz Jessie?
-A co mam jej dać?
-W lodówce naszykowane jest mleko, podgrzej. Ja muszę zrobić jeszcze listę zakupów i dań na jutrzejszy wieczór.
-O której maja przyjść ta twoja koleżanka?
-Koło 19.
-A wiesz, że już jest 18.30?
-To położysz jeszcze spać J?
-I znów nie będzie nam spała w nocy.
-Zajmę się nią wtedy. Nie musisz się martwić.
-A potem nie będziesz w stanie nic przygotować. Położysz ją później.
-Rób co chcesz. Tylko mi ją teraz nakarm.
Gdy zadzwonił dzwonek, miałam już przygotowane obie listy. Pobiegłam otworzyć drzwi.
-Cześć. Zapraszam do środka.
-Patricia, to jest mój chłopak Robin.
-A Louis aktualnie jest na górze z Jessie, niedługo powinien zejść. Wchodźcie do salonu.
Gdy rozsiedli się na kanapie, po chwili zszedł mój chłopak. Gdy zobaczył naszych gości, w jego oczach dostrzegłam złość.
-Co Ty kurwa robisz u mnie w domu? Wypierdalaj stąd Robin, bo jak nie, to zrobię to z dwojoną siłą.
-Zachowuj się Louis.
-Przez jego jebanego kolegę wylądowałem w szpitalu. Liczę do trzech, a Ciebie już tu ma nie być!
-Oj stary, posłuchaj się swojej dziewczyny.
Nawet nie zdążyłam zauważyć kiedy Louis podał mi córeczkę, a już wyciągał Robina z domu.
-Mówiłem Ci kurwa, że masz stąd wyjść, a Ty mnie nie posłuchałeś – kątem oka zobaczyłam, jak Louis z pięści uderza chłopaka mojej koleżanki. – a teraz, za to, że śmiałeś się przyjść do mnie do domu – brunet znów dostał, tym razem ze zdwojoną siłą.
-Patricia, proszę Cię zrób coś.
-Emma przepraszam. – Odłożyłam J do huśtawki i wybiegłam przed dom.
-Proszę Cię Louis uspokój się. Sąsiedzi patrzą. – próbowałam go zatrzymać od kolejnych uderzeń, ale moje słowa nie skutkowały, więc złapałam go za rękę ale ją szybko wyrwał. – Louis proszę, uspokój się. To moja wina, nie wiedziałam. Nie zapraszałabym ich gdybym wiedziała. Proszę zostaw go. –Tym razem mocniej przytrzymałam jego rękę, za co i nawet ja dostałam. Ale gdy zrozumiał swoje posunięcie zostawił chłopaka i od razu podszedł do mnie, próbując mnie do siebie przytulić. Odsunęłam się jak najdalej od niego.
-Emma, przepraszam. Idźcie już. Naprawdę przepraszam. – powiedziałam gdy ją zobaczyłam
-Patricia, ale nic Ci nie jest? – zapytała z troską stojąc już niemalże naprzeciwko mnie. Puściłam swój bolący nos.
-Nie, to tylko trochę krwi, trochę kr… - zatrzymałam się w połowie słowa. – Będzie lepiej jak już pójdziecie.
Po tych słowach wbiegłam do domu i pierwszą rzeczą jaką zrobiłam wzięłam śpiącą już Jessie i zaniosłam na górę. Zaczęłam pakować swoje rzeczy do walizki. To już był trzeci raz jak mnie uderzył. Wcześniej to tylko było z otwartej ręki, teraz przegiął.
-Patricia, co Ty wyprawiasz?
-Nie widzisz, że się pakuje? Nie mam już człowieku do Ciebie siły – w moich oczach zaczęły zbierać się zły. – Powiedziałam Ci już dawno, że nie pozwolę się bić! To był twój ostatni raz, jak to zrobiłeś.
-Wiesz, że Cię nigdzie nie puszczę dzisiaj?
-Dzisiaj nie zamierzam opuszczać domu, ale Ty śpisz na kanapie w salonie i gówno mnie to obchodzi!- wiem, że nie powinnam krzyczeć, bo mogę obudzić dziecko, ale naprawdę już nie miałam pomysłu jak mam do niego dotrzeć.
-Możecie mi powiedzieć co się u was dzieje? – do naszej, wróć Louisa sypialni wszedł Oscar. – O kurwa. Koleś coś Ty jej zrobił?
-Nie twoja sprawa młody.
-Jeżeli tutaj dłużej zostanę, to któregoś razu pewnie mnie zakatuje na śmierć.
-Patricia! – spojrzałam się na starszego Tomlinsona, z którego ust wyszło moje imię.
-no, co. Taka prawda, wyjdź stąd bo nie chcę Cię widzieć.
-Nie myśl, że tak szybko się mnie pozbędziesz.
Gdy tylko wyszedł usiadłam na łóżku i pozwoliłam moim łzom swobodnie spływać.
-Jestem pewien, że wszystko się ułoży.
-Nie Oscar, już nigdy nic się nie ułoży. Nie mogę być z nim dłużej. Moja psychika dłużej tego nie wytrzyma. Mogę mieć do Ciebie jedną prośbę?
-No słucham. – uśmiechnął się do mnie.
-Dam Ci listę zakupów, pojedziesz rano i kupisz wszystko co na niej jest?
-Nie ma problemu. Jesteś dla mnie jak siostra.
-Dziękuję. – Przytuliłam chłopaka, po czym wyszedł z pokoju. Gdy podeszłam do lustra w łazience, ucieszyłam się widząc, że nic strasznego mi się nie stało. Bałam się, że mój nos może być złamany, ale na szczęście nic takiego się nie stało. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się do łóżka. Wtedy usłyszałam kłótnię, która rozgrywała się na dole, gdy miałam wstać dostałam sms’a od Emmy.
„Wszystko z tobą w porządku? Martwię się.”
Odpisałam, żeby się nie martwiła o mnie, bo wszystko od jutra się zmieni.
Tak, mam zamiar wynieść się z tego domu. Nie wiem czy będę w stanie dać kolejną szanse Louisowi, mimo, że tak mocno go kocham. Może tak naprawdę nie jesteśmy dla siebie przeznaczeni? Może po prostu musi tak być.
Koło drugiej w nocy obudziła mnie płacząca Jessie. Wzięłam ją na ręce i zeszłam przygotować mleko. Zobaczyłam, że w salonie wciąż jest włączony telewizor, a Louis siedzi i pije już trzecie z kolei piwo.
Starałam się jak najciszej dotrzeć do kuchni, ale moja noga uderzyła w jakąś maskotkę, która wydała z siebie dziwny dźwięk. Nie zwracając na to uwagi weszłam do kuchni, ale zaraz za mną także Louis.
-Jesteś taka seksowna. Nie zostawiaj mnie kochanie. Wiesz, że bez ciebie uschnę.
-Idź lepiej spać, nie mam zamiaru z tobą rozmawiać.
-Ale właśnie to robisz. Pozwól mi się do Ciebie przytulić, dać pocałować i sprawić Ci przyjemność.
-Zapomnij. Nie chcę mieć nic z tobą wspólnego w tym momencie. Daj mi nakarmić dziecko i pozwól iść spokojnie spać.
-Wiedz, że jak odejdziesz nie dam Ci spokoju.
-Przestań już.
Moim uszom dobiegł dźwięk, który oznaczał zakończenie podgrzewania. Wyminęłam chłopaka i jak gdyby nigdy nic wróciłam do sypialni.

Rano obudził mnie budzik, ubrałam się szybko w dresy i obudziłam Oscara. Zmieniłam plan, ja pojadę po zakupy, a on ma zająć się J.
W luźnym koku ruszyłam do samochodu. Gdy już miałam wszystko co potrzebowałam zabrałam się za pieczenie czekoladowo-malinowego tortu, który tak bardzo uwielbiają moi rodzice. Robienia różnych przystawek, w tym koreczków i kanapeczek. Robiłam wszystko naraz. Gdy znalazłam wolną chwilę zadzwoniłam do mamy, żeby przyjechała pomóc mi w przygotowaniu głównego dania, ponieważ ja musiałam przygotować salon na przyjście dwudziestu paru osób. Ustawiłam w różnych miejscach wypożyczone stoliki, a na nich plastikowe talerzyki i już w prawie wszystkie przygotowane dania. Z tego co doniósł mi Oscar, Louis opiekował się Jessie, dzięki czemu nie pokazywał mi się na oczy. Nie chciałam mówić mamie o tym co podjęłam, w tak ważny dzień dla niej. Gdy było już wszystko gotowe wygoniłam ją do siebie, żeby mogła się naszykować. Pewnym krokiem weszłam do sypialni, a widok który tam zobaczyłam zwalił mnie z nóg. Louis i wtulona do niego Jessica spali. Mimo swojego porywczego charakteru wiedziałam, że zdążył pokochać małą i, że nie byłby w stanie ją uderzyć, ale i tak nie zmieniłam zdania co do wyprowadzki.

Muszę was zasmucić. Jest to przedostatni rozdział tego opowiadania. Przed nami jeszcze tylko 28 i Epilog. Może w przyszłości zacznę jego kontynuację, ale na razie temat Patrici i Louisa pozostawię. Mam pomysł na nowe opowiadanie więc jeżeli tylko będziecie chciały je czytać piszcie swoje tt, a ja wam podeślę link z nowym opowiadaniem jak już powstanie.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział dwudziesty szósty.

Rano obudziła mnie Jessie, więc założyłam szlafrok i ubrałam córeczkę, zeszłam z nią na dół i wsadziłam do krzesełeczka by móc ją nakarmić kaszką, którą muszę zrobić.
-Louis! Wstawaj. Oscar! Do szkoły musisz iść.
Było dopiero pare minut po 7, dzisiaj o pracy szłam dopiero na 15. Gdy nakarmiłam J było już w pół do 8, więc wzięłam małą i położyłam na łóżku z Louisem i wyszłam do pokoju Oscara, który spał w najlepsze.
-Masz minutę, żeby wstać. Inaczej policzymy się w inny sposób.
-Daj mi spać, nie idę do szkoły.
Weszłam więc do łazienki i nalałam wody do kubka, w którym stała szczoteczka do zębów i wylałam młodemu Tomlinsonowi na głowę.
-Pat, co Ty wyprawiasz! Zabiję Cię za chwilę.
-Louis ratuj! - ruszyłam biegiem do sypialni, a Oscar za mną - Louis proszę Cię ratuj!
-Tak kochanie jest jak budzi się któregoś z Tomlinsonów. - zaśmiał się a ja schowałam się za jego plecami.
-On powinien być w szkole. - powiedziałam wychylając się zza chłopaka.
-Skoro już mnie obudziłaś to pójdę. Ale za karę masz mi zrobić śniadanie.
-Niech już stracę. Lou zajmij się małą.
Po śniadaniu odprawiłam młodego do szkoły, a potem poszłam się ubrać.
-Kochanie,  daj mi trochę siebie.
-Musimy iść na zakupy, niedługo jest rocznica moich rodziców, więc musimy coś przygotować na tą okazję.
-Chcesz to u nas organizować?
-No a dlaczego nie? Masz duży dom.
-Dobra, więc już się ubieram i możemy jechać
-Wiesz, że Cię kocham?
-Tak wiem, ale nie podoba mi się to, że tak często unikasz zbliżeń.
-Przestań.
Po zakupach zostawiłam małą z opiekunką w domu i poszłam do pracy, Louis tak samo. Podczas gdy roznosiłam zamówienia klientom myślałam co mogę ugotować na tą specjalną okazję i kogo muszę zaprosić. W kawiarni pojawił się oczywiście Max. Marzyłam tylko o tym żeby nie usiadł przy żadnym z moich stolików, ale przy moim szczęściu siedział tuż przy barze po stronie która należała do mnie.
-Mogę się dowiedzieć po co tutaj przychodzisz?
-Słyszałem pewne plotki, że mamy dzieciaka.
-Chyba mnie się z kimś pomyliłeś.
-No widziałem Cię z dzieciakiem, więc ono musi byc moje.
-To jest Louisa.
-Nie wierze Ci. Jeszcze nie raz mnie spotkasz. Odbiorę to co należy do mnie.
Roztrzęsiona wróciłam za ladę.
-Emma proszę obsługuj tego kolesia przy dwójce, muszę iść zadzwonić.
Poinformowałam Louisa, żeby po mnie przyjechał jak skończę. Był lekko zdziwiony, ale nie chciałam mu nic mówić na razie. To nie było by dobrym pomysłem. Szybko wróciłam do pracy mając nadzieje, że zaraz będzie koniec.
-Jak dobrze, że już tylko 2 stoliki są zajęte. Zaraz kończymy i musimy ustalić grafik.- wyszeptała Emma.
-Musze zagadać z szefem, że w piątek mogę tylko rano,a w sobotę wcale. Muszę przygotować kolację z okazji rocznicy rodziców. Emma, może wpadniesz do mnie w piątek po południu?
-Bez problemu, mogę przyjść z chłopakiem?
-Louis będzie miał towarzystwo - zaśmiałam się cicho.
Do kawiarni ktoś wszedł, na co Emma poinformowała że zamknięte.
-Ja nie przyszedłem nic kupować - gdy tylko usłyszałam głos mojego chłopaka, ominęłam ladę i go przytuliłam.
-Em, poznaj, to jest Louis.
-Cześć, Emma.
-Louis, narzeczony Patrici.
-Nie chwialiłaś się, że masz narzeczonego.
-Dziewczyny chodźcie na zaplecze, wszyscy już są, tylko was brakuje - zza drzwi wychylił się Tom - nasz cukiernik.
-idziemy idziemy, a Ty Louis czekaj.
Gdy już wszystko załatwiliśmy pożegnałam się z koleżanką i ruszyliśmy do auta.
-Wiesz, że sam Oscar został z J?
-Nie bałeś się go zostawić?
-Ona już śpi, wiec czemu nie? Powiedz mi po co kazałaś mi po siebie przyjechać.
-Bo.. Max już drugi dzień z rzędu był w kawiarni, a dzisiaj mi groził.
-Co Ci powiedział?
-Domyśla sie, że Jessie jest jego. Powiedział, że mi nie odpuści.
-Teraz wrócimy grzecznie do domu, rano to załatwię.
-Na którą jutro idziesz?
-Mam wolne.
-Więc zadzwonisz do dziewczyn żeby do Ciebie wpadły z Jacksonem, a ja to z Deanem i Tomem załatwię.
-ale wiesz, że masz być ostrożny?
-tak, wiem. Nie martw się.
-Zajmę się jutro zapraszaniem gości na rocznicę.
-Ilu ich będzie?
-Myślę, że około 25 osób z nami.
-Jak ich wszystkich umieścisz?
-zobaczysz dam sobie radę.
-Maszeruj pod prysznic i spać.
-Zrobisz mi masaż?
-A zrobisz mi dobrze?
-Nie za dużo wymagasz?
Poszłam pod prysznic i po chwili wróciłam już do łóżka, na którym wylegiwał się mój chłopak.Położyłam się na brzuchu w oczekiwaniu na masaż, a po tym przytuliłam się do Louisa, który zaczął obdarowywać mnie słodkimi pocałunkami.
-To może jednak się trochę pobawimy?
-Niech Ci będzie.

Obiecuję, że już w następnym rozdziale będzie akcja, więc nie martwcie się że jest cały czas słodku.
Wesołych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia życzy Pat.

wtorek, 17 grudnia 2013

Ważne.

Chciałam was przeprosić za to, że spóźniam się z rozdziałem, ale jestem strasznie zabiegana, nie mam kiedy pisać i nawet jak wstawić rozdziału. Nie wyszłam z zagrożeń i mam do poprawy niemiecki. Ojciec mnie zabije, klasa maturalna a ja z jedynką na semestr. Poprawię to jak najszybciej. Od prawie dwóch tygodni nie mam normalnego internetu, ale już po tym weekendzie powinno wrócić wszystko do normy, tak samo jak i nowy rozdział, który też znajdzie się po weekendzie :)
Przepraszam xx
#Malinators górą!

niedziela, 8 grudnia 2013

Rozdział dwudziesty piąty.

-Działasz pod wpływem złych emocji, więc uspokój się i wróć ze mną do domu.
-Powiedziałam Ci już, że nie pozwolę się bić.
-Wiesz, że to był impuls, wróć i porozmawiamy na spokojnie w domu!
-Nie, dzisiaj obydwoje musimy ochłonąć, a ja dodatkowo wszystko przemyśleć.
-Ten pierścionek jest twój, więc go weź. Nie myśl nawet, że pozwolę Ci odejść
Po tych słowach wyszedł z pokoju, a ja od raz położyłam się spać, bo rano miałam iść pierwszy raz do pracy.
Tata zawiózł mnie do domu Louisa, aby opiekunka mogła zająć się Jessie, ale to co tam zobaczyłam przeraziło mnie. W Salonie spał Louis, a na podłodze Tom, wokół nich walało się kilkanaście pustych puszek po piwie, na stole butelka po wódce.
-O jesteś, Ochlali się wczoraj jak widzisz - nawet nie wiedziałam, że Oscar zszedł na dół.
-A wiesz, że za chwilę przychodzi opiekunka?
-To może ich obudzę, a ty sprzątniesz to?- pokazał palcem na podłogę. Zaniosłam Jessie do sypialni i zaczęłam zbierać wszystko do worka, gdy już skończyłam Maggie pomogła ustawić mi z powrotem wszystko na swoje miejsce. Oscarowi trudno było zaciągnąć chłopaków do sypialni, ale stwierdziłam, że to jego robota, więc poszłam naszykować się do pracy. Włosy związałam w wygodnego kucyka na czubku głowy, wcisnęłam na siebie czarne rurki i założyłam biała koszulke. Usłyszałam dzwonek do drzwi , więc oznaczało to, że przyszła opiekunka. Więc za chwilę musze wyjść do pracy.
-Dzień dobry. - przywitałam kobietę - Jessica jest w pokoiku, jak będzie czegoś potrzeba, to Maggie jak zwykle służy pomocą. Louis jest razem z kolegą, ale mam nadzieję, że nie będą sprawiać żadnych problemów. Powinnam być oo 15.
-Dobrze, nie musi się Pani niczym przejmować. Zajmę się małą i wszystko będzie dobrze.
-Ale mimo wszystko, proszę uważać na Louisa, bo wraz z kolega troche pobalowali, ale brat już się tym zajmuje.
-Proszę się nie martwić.
-Do widzenia.
Wsiadłam do auta i już po chwili byłam na miejscu. Szef kazał założyć mi błękitny fartuszek z logiem firmy i poprosił Emmę żeby wydzieliła mi co mam robić. Na pierwszy raz dostałam kelnerowanie. Starałam się niczego nie wylać i nie potłuc gdy szłam z tacą pełną ciepłych napoi czy deserów. Byłam zdziwiona, że w tak małej kawiarence mogło zmieścić się tyle ludzi, przez co nie mogłam nawet zadzwonić do opiekunki i zapytać się czy wszystko dobrze. Gdy udało mi się na moment usiąść zaraz ktoś przychodził, albo wychodził więc musiałam iść zebrać brudne naczynia ze stolika. Moimi ostatnimi klientami była para. Długowłosa brunetka o bardzo ładnej figurze i osoba, której nigdy nie chciałam już spotkać, ojciec Jessie. Gdy go tylko zobaczyłam nogi się pode mną ugięły i nie mogłam wypowiedzieć nawet jednego słowa.
-Mogłabyś przyjąć w końcu od nas zamówienie? - Głos dziewczyny wybudził mnie z transu.
-Co państwu podać? - powiedziałam lekko drżącym głosem.
Gdy para już zamówiła szybko wróciłam przed kasę i podałam karteczkę Emmie, która po chwili wszystko naszykowała. Zaniosłam im dwie latte i dwa desery lodowe, po czym szybko zdjęłam fartuszek mając nadzieje, że za chwilę przyjdzie moja zmienniczka. Nie myliłam się, więc mogłam wrócić już do domu. zabrałam swoją torbę z zaplecza i ruszyłam w stronę auta.

-Już jestem! - nie usłyszałam odzewu więc weszłam powoli po schodach do pokoju Jessie, ale tam nikogo nie znalazłam. Nikogo nie było oprócz Maggie. Przestraszyłam się, bo nie umawiałyśmy się z opiekunką, że może zabierać dziecko bez pozwolenia na spacer.
-Maggie, nie wiesz gdzie jest Pani Wolf z Jessie?
-Widziałam jak wychodziła z nią jakieś 20 minut temu, powiedziała że idą na spacer, mówiłam jej, że to nie jest najlepszy pomysł, bo Pan Louis może się zezłościć jak się dowie.
-Dobrze, zadzwonie do niej za chwilę i się wszystkiego dowiem. A propos' Louisa, dawno wyszedł?
-Koło godziny 13, powiedział, że wróci późnym wieczorem, więc ma Pani na niego nie czekać.
-Dziękuję Maggie. A jeszcze.. Oscar? Poszedł do szkoły?
-Tak, z tego co pamiętam powinien niedługo przyjść.
-Dziękuję.
Wyszłam z kuchni i zadzwoniłam do opiekunki, lecz ta nie odbierała, zaczęłam się już niepokoić tym co się dzieje, dziecka wraz z opiekunką nie ma, Louisa nie ma, opiekunka nie odbiera. Siedziałam jak na szpilkach czekając aż ktoś wróci do domu, gdy drzwi się otworzyły szybko podbiegłam na przedpokój ale moim oczom ukazał się brat mojego narzeczonego.
-Oscar nie widziałeś gdzieś opiekunki z J?
-Też miło Cię widzieć, nie, nie widziałem. Coś się stało?
-Wyszła jakiś czas temu z małą i jej nie ma, a telefonu nie odbiera. Nie zapytała się o zgodę.
-Ej Patricia, spokojnie, przecież nic się nie stało. Póki jest ciepło, to niech sobie z małą wychodzi.
-Ale Oscar, a jak coś im się stanie? Ilu Louis ma wrogów w tym mieście?
-Nie dramatyzuj i nawet nie próbuj dostać ataku paniki, bo nie wiem co mam wtedy z tobą zrobić, ok?
-Spróbuję jeszcze raz do niej zadzwonić.
Znów nie odebrała, ale po chwili weszła do domu. Podbiegłam do Jessie wyciągając ja z wózka i tuląc do siebie jak najmocniej się tylko dało.
-Następnym razem proszę o zapytanie się, czy może pani wyjść z dzieckiem. Jakby mój brat tu teraz był zamiast Patrici, to wyleciałaby Pani stąd nie mogąc nigdzie znaleźć pracy.
-Przepraszam, wiem powinnam była zadzwonić. To wszystko na dzisiaj? Mogę już isć?
-Tak, jutro o tej samej godzinie.

*Wieczór*
Gdy już umyłam i położyłam Jessice spać, mogłam zająć się swoimi sprawami, naszykowałam ubrania dla siebie i córeczki na jutro, umyłam głowę, wzięłam prysznic i ubrałam się w piżamę. Gotowa już do spania zeszłam na dół zrobić sobie gorącą czekoladę i obejrzeć telewizor. Zrobiłam to wszystko, żeby poczekać na Louisa i z nim porozmawiać, znalazłam jakiś film, ale był tak nudny, że przypadkiem zasnęłam, dopiero obudziłam się, gdy Louis wnosił mnie na górę do naszej sypialni. Śmierdziało od niego alkoholem i papierosami, ale nie był bardzo pijany.
-Czekałam na Ciebie - wymamrotałam gdy położył mnie na łóżku.
-Mówiłem Maggie, że masz na mnie nie czekać! - podniósł głos.
-Chciałam tylko z tobą porozmawiać Louis.
-A może ja nie chce rozmawiać z tobą? Tak jak Ty wczoraj ze mną?
Po tych słowach wyszedł do łazienki, a już po chwili usłyszałam lejący się strumień wody. Zrobiło mi się strasznie przykro, przez to co powiedział. Zabrałam koc i poszłam do pokoju Jessie. Usiadłam na fotelu bujanym wpatrując się w słodko śpiącą córeczkę. Zauważyłam, że coraz bardziej z Louisem odsuwamy się od siebie. Może jednak ta przeprowadzka nie była dobrym pomysłem? Może lepiej jakbym mieszkała u mamy. Poczułam że w moich oczach zbierają się łzy. 'Nie Patricia, nie rób tego, ostatnio za dużo płaczesz' pomyślałam, ale mimo tego po moim policzku spłynęła łza. Wytarłam ją szybko.
-Patricia, przepraszam. Chodź do sypialni.
Bez żadnych emocji ruszyłam w stronę drzwi, gdy próbowałam wyminąć Louis'a, ten przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował. Za chwilę już byłam w sypialni, ponieważ on mnie tam zaniósł.
-Możemy porozmawiać jutro? Rano, przy śniadaniu?
-Tak, możemy, a teraz mnie przytul i obiecaj, że mnie nie zostawisz.
-Obiecuję, kochanie. A teraz śpij. - po tym zapewnieniu przez chłopaka wtuliłam się w zagłębie jego szyi i zasnęłam.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Rozdział dwudziesty czwarty.

-Louis pośpiesz się! Mamy być tam o 13, a Ty jeszcze w łóżku leżysz.
-Oj uspokój się i susz te włosy.
-A sprawdzisz co u J? - ponowienie wychyliłam się z łazienki, tym razem wstał od razu.
-Mała śpi, - powiedział gdy zaczęłam nakładać na twarz bazę pod makijaż. Wszedł do łazienki ściągając z siebie wszystko, powodując, że zapragnęłam go tu i teraz.
-Musisz mi to robić? Nie mogłeś pójść do innej łazienki?
-Sama kazałaś mi się myć więc teraz nie narzekaj, możesz się do mnie przyłączyć.
-Chyba śnisz.. - uśmiechnęłam się do niego, po czym zamknął drzwi do kabiny, podczas kończenia makijażu spoglądałam na niego kątem oka.
Z okazji, że pogoda była dzisiaj ładna założyłam pudrowe spodnie i czarną koszulę(mgiełkę) którą któregoś razu kupił mi Louis. Jessie ubrałam w jeansy, różową koszulę i szary sweterek.
-Pójdę przełożyć fotelik do mojego samochodu - powiedział w końcu ubrany Louis. Wyglądał tak seksownie w granatowych rurkach i bardzo jasnej różowej koszuli i granatowej marynarce.
-Lou, przejdźmy się.
-Myślisz, że mi się chce?
-No nie bądź taki, zobacz jaka jest ładna pogoda, poza tym jesteś nam winien spacer.
-Niech Ci będzie.
Chociaż wiedziałam, że mu się to nie podoba wyniósł przed dom wózek i czekał aż wyjdę z małą. Postanowiłam założyć obcasy, ale już po 10 minutach marszu tego żałowałam, jeszcze Lou nie chciał mi dać prowadzić wózka śmiejąc się, że sama tego chciałam.
-Zobacz jaka piękna - przystanęłam gdy zobaczyłam sukienkę na wystawie.
-Skoro podoba Ci się sukienka, co jest dziwne musisz ją przymierzyć.
-Ale nawet nie mam na to kasy.
-Nie marudź, tylko wchodzimy do sklepu.- grzecznie weszłam za nim do środka - Przymierz to, czekamy tutaj na ciebie.
Udałam się do kabiny i skupiłam na zdejmowaniu ubrać, ale słyszałam, że ktoś podszedł do mojego chłopaka. Założyłam więc szybko sukienkę i wyszłam przed przymierzalnie.
-Lou i jak?
-Weź ją.
-Tomlinson, ta laseczka to twoja? - chłopak zmroził go wzorkiem- gdzie moje maniery. Matthew Linkus.
-Patricia...
-Tomlinson - dopowiedział ze mnie Louis.
-Już po ślubie? Nie myślałem, że tak szybko dasz się uziemić.
-Jakbyś nie widział, to powiem Ci, że jestem też szczęśliwym ojcem. A Ty Patricia idź się przebrać i idziemy.
Zrobiłam to co kazał, a w mojej głowie krążyły jego słowa " jestem szczęśliwym ojcem" to był najlepszy prezent urodzinowy jaki kiedykolwiek dostałam.
-Dziękuję - pocałowałam go w policzek wręczając wieszak z sukienką.
Gdy byliśmy już prawie na miejscu do Louisa zadzwonił Tom
-Patricia idź sama, ja muszę pojechać przygotować auto Jacksona na wyścig.
-Teraz?
-Tak, teraz. O 18 zaczyna a ja muszę odwalić swoją robotę.
-Nie pozwalam Ci tam teraz jechać. Mamy iść na obiad do mojej mamy.
-Nie mam zamiaru się z tobą teraz kłócić, po prostu przeproś mamę i powiedz, że jestem w pracy,.
-Musisz mi to dzisiaj robić?
-A jakie to ma znaczenie, dzisiaj czy jutro? Niedziela jak każdy inny dzień.
-A no, to fajnie, spoko. Tak idź sobie i miej mnie w dupie.
-O co Ci kurwa znów chodzi?
-I tak Cię to nie obchodzi, więc wypierdalaj stąd i zostaw mnie samą! - wykrzyczałam - Masz mnie w dupie, więc po co Ci wiedzieć o co mi chodzi?
-Możesz się uspokoić? - złapał mnie za ramiona - znów masz atak?
-Chuj Cię to obchodzi, ale skoro chcesz wiedzieć to prosze bardzo. Dzisiaj mam urodziny! A teraz wypierdalaj do swoich znajomych.
-Żebyś wiedziała, że sobie pójdę.
-Krzyżyk na drogę.
Odwrócił się plecami i zaczął iść w swoją stronę, a ja poszłam wraz z Jessie w swoją próbując powstrzymać łzy.
Gdy dotarłam do domu rodziców wystarczyło, że otworzyłam drzwi, a już obok mnie pojawił się mój brat i mnie przytulił.
-Mamo, Patricia przyszła - krzyknął do mamy - a gdzie jest Louis? Chciałem z nim zagrać w wyścigi.
-Louis nie mógł przyjść, przepraszam młody.
-Oj kochanie, co się stało? Dziadek! Wnieś swoją wnuczkę do domu! - mama najpierw zawołała tatę a później przytuliła mnie z całych sił - Wszystkiego najlepszego córeczko. Mam nadzieje, że to będą najlepsze urodziny.
-Też tak myślałam. Mamo, mogłabym zostać dzisiaj na noc w domu?
-Ależ oczywiście skarbie, twój pokój jest zawsze wolny.
Zasiedliśmy do obiadu, a później mama przyniosła do jadalni tort, zaśpiewali mi "Happy Birthday" i dali prezent. Śliczny złoty zegarek.
Koło 17 położyłam małą spać i usiadłam w swoim 'starym' pokoju, nie wierząc, że tak szybko do niego wróciłam.
-Patricia, może teraz mi powiesz co takiego się stało, że chcesz zostać u nas?
-Chłopaki do niego zadzwonili, że ma przyjść naprawić auto Jacksona, nawet nie pamiętam, że miałam dzisiaj urodziny, miał to gdzieś, że zaprosiłaś nas na obiad. Nie obchodzi go nic.
Mój wywód został przerwany przez telefon, gdy zobaczyłam, że to on dzwoni bez namysłu rozłączyłam się.
-Jak będziesz czegoś potrzebowała to jesteśmy na dole.
Moja mama wyszła i zaraz znów Louis zadzwonił.
-Czego chcesz?
-O której będziesz?
-Nie wiem i tak Cię to nie obchodzi.
-Przestań mnie wkurwiać, najpóźniej o 20 masz być w domu.
-Nawet o tym nie myśl - rozłączyłam się i z tego wszystkiego po moich policzkach spłynęły łzy.
Telefon zawibrował informując, że właśnie przyszedł sms.
"Nie pogrywaj ze mną i nie rozłączaj się jak do Ciebie mówię, jeżeli o 20 nie będzie Cię w domu, to uwierz mi przyjadę i siłą Cię zaciągnę do niego."
Zaśmiałam się pod nosem i spojrzałam na zegarek, czas tak szybko leciał, że miałam niecałą godzinę na 'powrót' do domu. Nie dam mu się sobą rządzić, to, że pozostałe były takie, to nie znaczy, że ja też taka będę.
Położyłam się na łóżku i zasnęłam. Sen przerwała mi kłótnia na dole, wiedziałam, że to Louis kłócący się z moimi rodzicami, którzy nie chcieli go wpuścić do środka. Przetarłam zaspane oczy i spojrzałam na łóżeczko, moja kochana córeczka bawiła się pozostawionymi grzechotkami w łóżeczku. Zeszłam po cichu na schody i usiadłam tak, żeby mnie Louis nie mógł zobaczyć.
-Patricia, zawsze mówiłaś, że nie wolno podsłuchiwać - szepnął mi do ucha braciszek.
-Ale to jest zupełnie inna sytuacja. Długo już stoją w drzwiach?
-Tak od 15 minut. Rodzice nie chcą go wpuścić, a on nie daje za wygraną.
W końcu gdy udało mu się ubłagać moich rodziców został wpuszczony do środka i zaczął iść w stronę schodów, zebrałam się szybko i wbiegłam do pokoju kładąc się na łóżko udając, że śpię, chłopak wszedł bez pukania i usiadł obok mnie łapiąc za rękę.
-Patricia, wiem, że nie śpisz, więc ze mną porozmawiaj.
Dalej miałam zamknięte oczy.
-No nie odwalaj, tylko usiądź jak na dziewiętnastolatkę przystało, zachowuj się poważnie i ze mną porozmawiaj.
-Dorosły się kurwa odezwał. - wymamrotałam.
-Słyszałem wszystko, a teraz grzecznie mnie kurwa posłuchaj.
-Nie chce mi się, zostaje dzisiaj u rodziców, nie masz czego tutaj szukać.
-Wiesz, że jak coś powiem, to nie ma od tego odwrotu? Więc albo pójdziesz ze mną z własnej woli, albo Cię po prostu zaciągnę siłą do auta i zapomnisz o pracy jutro.
-Pierdol się Tommo.
Dostałam lekko z liścia w twarz, przez co mimo wszystko i tak otworzyłam szeroko oczy łapiąc się za policzek.
-Wypierdalaj stąd i zabierz ten jebany pierścionek ode mnie! - zdjęłam z palca rzecz która oznaczała nasze zaręczyny i rzuciłam nim w Louisa.

piątek, 29 listopada 2013

Rozdział dwudziesty trzeci.

*1 września*
W normalnym przypadku za miesiąc zaczęłabym szkołę, a teraz szykuje się do przeprowadzki, przez te dwa ostatnie tygodnie poszukiwałam pracy, żeby móc zarobić na swoje i Jessie utrzymanie. Za 4 dni mam urodziny, a z tego co wiem, Lou nie pamięta o nich.
-Patricia, ale wiesz, że masz dzwonić i nas odwiedzać. Przyjedźcie w niedziele na obiad, ugotuję coś dobrego z okazji twoich urodzin.
-Dobrze mamo, naszykuj mi Jessie, bo Louis powinien zaraz przyjechać.
Usłyszałam pukanie do drzwi, więc szybko je otworzyłam, a moim oczom ukazał się Louis, a za nim czarny Pic-up. Nie widziałam nigdy tego auta. Mój narzeczony pocałował mnie w policzek przywitał się z moją mamą. Zabrał walizkę i zaniósł ją do samochodu. Pomogłam mu też z różnymi pudełkami, miałam tyle rzeczy i nie wiem, gdzie on to pomieści, rzeczy Jessie zajmowały 1/3 wszystkiego. Louis zadbał o urządzenie pokoiku dla mojej córki. Pomogłam mu z wyborem kilku rzeczy, ale on zadbał o cały wygląd, nie pozwalając mi zobaczyć jak to wygląda. Pilnował też tego, żebym nie zobaczyła jak on wygląda, trzymał to przede mną w tajemnicy
-Gotowa na rozpoczęcie życia poza domem i stanie się w pełni dorosłą?
-Nie mamo, nie jestem gotowa, łatwiej byłoby jakby nie było Jessie, ale wiem że i tak damy radę.
-Jeżeli się kochacie to nic nie stanie wam na drodze.
-Mamo, będę tęsknić. Kocham Cię.
-Ja Ciebie też. Louis już czeka przed autem.
-Jessie pomachaj babci. -wzięłam ją na ręce i przeszłam przez drzwi.
-Do widzenia pani Rasac. Będę o nie dbał.
Pomachałam mamie i wsadziłam Jessie do swojego samochodu Louis patrzył na mnie zdziwiony ale nic się nie odezwał. Wsiadł do swojego Pic up'a i odjechał jako pierwszy, a my z Jessie zaraz za nim. Młoda jako dwumiesięczny wcześniak rozwijała się bardzo dobrze, siadała już i umiała pomachać rączką.
Weszliśmy razem do domu zostawiając wszystkie rzeczy w aucie.
-Chodź, pokażę Ci pokój dla Jessie.
Znajdował się kawałek za sypialnią Oscar'a. Brat mojego chłopaka siedział w dziecięcym pokoiku i skręcał jakąś półeczkę.
-Cześć Oscar, dawno Cię nie widziałam.
-Byłem całe wakacje w pracy.
-Louis mi nic nie wspominał.
-Mam nadzieje, że będzie nam się dobrze mieszkało.
-Też mam taką nadzieję.
-Podobna jest do Ciebie strasznie. Te same oczy i usta.
-Jest tak samo piękna jak jej mama - wtrącił się w naszą rozmowę Louis.
Stwierdziłam, że ostatnio z tą słodkością przesadza.

Znalazłam pracę w kawiarni niedaleko domu Louisa, zostałam przyjęta od razu, mogłam się domyślać, że to sprawka Louisa który wszedł razem ze mną i życzył powodzenia całując w policzek.
-Zapraszam od poniedziałku do pracy. Postaraj się być przed czasem.
-dobrze, do widzenia.
Dzisiaj również by pierwszy dzień naszej opiekunki, Louis wraz z chłopakami z gangu przestudiował dane każdej kandydatki i postanowili wybrać najlepszą, ich zdaniem. Dla bezpieczeństwa uruchomił kamery, o który wcześniej nie wiedziałam. Wszystko, co było do nich potrzebne znajdowało się w jego gabinecie, do którego nikt nie miał dostępu.
-Kochanie i jak poszła rozmowa kwalifikacyjna?- zapytał się Louis.
-No zgadnij? Jak Cię zobaczyli to już wiedziałam, że to stanowisko będzie należało do mnie.
-Nie przesadzaj. To co, jedziemy na jakiś obiad?
-a Jessie?
-Musimy dać się wykazać pani Wolf. Obejdziesz się chwile bez niej. Dopiero nas półtorej godziny nie ma.
-a Maggie nie będzie zła, że musiała zrobić obiad, a my go nie zjemy?
-Oscar ma przyjść z Emily, to zjedzą sobie.
-Rozumiem, ze i tak z tobą nie wygram. Gdzie jedziemy?
-Mam ochotę na Nandos, co Ty na to?
-Już myślałam, ze wyskoczysz z jakąś włoska kuchnia.
Po posiłku wróciliśmy do domu, Louis przeprowadził rozmowę z opiekunka i pożegnał kobietę.
-Lou, może ja będę teraz gotowała obiady, skoro będę chodziła na dwie zmiany to bez problemu mogę. Ty i tak będziesz w domu po 15, więc dam radę.
-Chcesz żeby Maggie poczuła się niepotrzebna?
-Ale przecież mogę ja wyręczyć w niektórych obowiązkach.
-Ty nie jesteś od sprzątania, koniec kropka.
-Jesteś uparty.
-Wieczorem przychodzą do nas chłopaki, musimy załatwić pewne sprawy
-Dobrze, rozpakuje swoje rzeczy w tym czasie.
Nadszedł wieczór, a ja już zrobiłam wszystko co musiałam. Nakarmiłam i położyłam spać córeczkę i nie wiedziałam w co mam włożyć ręce, zapukałam więc do Oscara
- Proszę!
-przepraszam, ze wam przeszkadzam, ale strasznie mi się nudzi i nie wiem co mam ze sobą zrobić, mogę wam trochę posiedzieć na głowie?
-Jasne wchodź.

czwartek, 28 listopada 2013

Rozdział dwudziesty drugi.

ROZDZIAŁ ZAWIERA SCENĘ EROTYCZNĄ. Została przeze mnie zaznaczona, więc czytasz na swoją odpowiedzialność, jeśli nie chcesz to po prostu ją omiń.
Stałam nie mówiąc nic, zaskoczył mnie i to bardzo, nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć, niezręczna cisza przeszkadzała mi w myśleniu, chłopaka też najwidoczniej to denerwowało bo odchrząknął prosząc mnie w ten sposób żebym odpowiedziała na jego pytanie.
-Patricia, dostane odpowiedź?
-tak.
Sama nie wiem czy zgodziłam się czy tylko powiedziałam, że ją dostanie.
-Proszę Cię, nie każ mi czekać, wiem, że mogłem Cię zaskoczyć, no ale kurwa...
-Nie pomagasz mi wcale - przerwałam mu. Poczułam zbierające się w moich oczach zły, ale one chyba były łzami szczęścia.
-Przepraszam -przytulił mnie do siebie i gestem ręki wyprosił skrzypka.
-Tak, Louis.
-Ale co? bo ja już nie rozumiem.
-Louisie Williamie Tomlinsonie, wyjdę za Ciebie. - wyszeptałam mu do ucha
Chłopak złapał mnie w pacie i zakręcił się ze mną w kółko.
-Zamieszkajcie ze mną.
-Zwariowałeś?
-No przecież już ze mną przez krótki okres mieszkałaś, było nam dobrze.
-Lou ja muszę iść najpierw do pracy, żeby móc wyprowadzić się od mamy.
-Będę Cię utrzymywał, nie musisz pracować.
-A potem będę bez wykształcenia i pracy?
-To zamieszkasz ze mną, od września załatwimy opiekunkę dla Jessie, a Ty pójdziesz do pracy.
-Zapytaj się moich rodziców o zgodę, dopiero pogadamy.
-Twoja mama się zgodziła.
-Czy Ty, rozmawiałeś z moją mamą?
-Tak jakoś wyszło.
-Ona o wszystkim wiedziała?
-Po części.
-Nie wierzę w to.
-Ale nie jesteś na mnie zła?
-Zrywam zaręczyny, Louis jak mogłeś zrobić coś takiego za moimi plecami?- w jego oczach zobaczyłam ból, był załamany. Próbował wymówić jakieś słowo ale mu nic nie chciało przejść przez gardło - Żartowałam głuptasie - czule go pocałowałam, a on mocniej mnie do siebie przyciągnął.
-Teraz dostaniesz karę. Mam nadzieję, że już skończyłaś jeść.
Chłopak nie czekając na moją odpowiedź pociągnął mnie za rękę i zaprowadził do auta.
-Lepiej napisz mamie sms'a że będziesz rano, bo Cię szybko nie wypuszczę.
-Wiesz, że będzie na Ciebie zła?
-Nie będzie, za bardzo mnie lubi.
-Jasne, jasne. Zajmij się patrzeniem na drogę a nie na mnie.
Wiedziałam, że ten dzień skończy się u niego, inaczej być nie mogło. Bez żadnego słowa weszliśmy do jego domu, gdy znaleźliśmy się w pokoju. Przekręcił drzwi na klucz i schował go do kieszeni uśmiechając się przy tym uroczo.
-Oscara nie ma więc, nikt Ci nie pomoże i nikt nam nie przeszkodzi.
-Zabrzmiałeś jak prawdziwy gwałciciel, zaczynam się Ciebie bać.
-Nie musisz kochanie - wpił się w moje usta i zaczął kierować się w stronę łóżka, nie odrywając swoich warg od moich.
Położył mnie delikatnie na łóżku i całował zachłannie.
-Nie powiedziałem Ci jeszcze dzisiaj, jak pięknie wyglądasz. Mogłabyś nosić częściej sukienki?
-Założyłam ją tylko dlatego, że mama mi kazała, nawet nie myśl, że mnie jeszcze kiedyś w niej zobaczysz - zaśmiałam się.
-Będziesz całkowicie moja tej nocy?
-Jak się postarasz.

*****************SCENA +18***********************

Poczułam jego ręce pod moimi plecami, zaczął dobierać się do ekspresu sukienki, której już za chwile na sobie nie miałam. Odpłaciłam mu się tym samym rozpinając guziki jego koszuli, odkrywając pięknie wyrzeźbioną klatę.
-Kocham Cię Patricia.
Pozbawiony już spodni Louis całował mnie namiętnie, złapałam go za bokserki. Patrzył na mnie zdziwiony, a ja się nieśmiało uśmiechnęłam. Chyba zrozumiał o co mi chodzi bo zamienił się ze mną miejscami. Leżał nade mną muskając moją szyję. Zdjął ze mnie sukienkę i przygryzł dolną wargę patrząc na ciało. Zdjęłam z siebie stanik,a on zaczął pieścić mnie swoimi delikatnymi dłońmi. Przyjemne dreszcze ogarnęły moje ciało. Uśmiechnął się i zdjął swoje bokserki. Opanowało mnie uczucie lęku i stresu. Louis wyczuł to, więc nachylił się nad moją twarzą i odgarnął włosy za ucho.
-Będę bardzo czuły, wiesz, że Cię nie skrzywdzę.
-tak wiem- powiedziałam trochę mniej przestraszona. Nachylił się bardziej nad moim uchem. Przejechał palcem po mojej szyi.
-Gotowa? - Szepnął cicho. Niepewnie kiwnęłam głową. W jednym momencie poczułam ogromny ból, który przypomniał mi o tej felernej nocy więc krzyknęłam głośno. Wstrzymałam oddech i zamknęłam oczy czując kolejne mniej bolesne ruchy w moim ciele. Louis pocałował mnie w usta.
-To będzie twój najwspanialszy pierwszy seks - Otworzyłam oczy przywracając oddech i zobaczyłam jego uśmiech.Ruchy były wolne i delikatne. Oddychałam ciężko i co chwilę przygryzłam wargę, Po jakimś czasie zaczął robić wszystko szybciej. Krzyczałam a on się tylko uśmiechał. Mnie jakoś do śmiechu nie było.Robiło mi się gorąco, a dreszcze były jeszcze silniejsze. Znów krzyknęłam pełna euforii. On nie pozostał dłużny, a ja w środku poczułam ciepłe soki. Delikatnie wyszedł ze mnie i ułożył się obok. Nie mogłam opanować swoich emocji. Lał się ze mnie pot. Louis odgarnął z czoła moją grzywkę i posłał ten swój cwaniacki uśmiech, Podniosłam się na łokciach by móc patrzeć się na mojego chłopaka, ten poszedł za moim śladem tylko dodał coś od siebie, a mianowicie buziaka w usta.

********************KONIEC**********************

-Kocham Cię Patricia, zawsze będę i nie ważne co się stanie, na zawsze będziesz moja.
-Ja Ciebie też kocham Lou.
-Pojedziemy jutro do sklepu i wybierzemy rzeczy do pokoiku dla Jessie, zgadzasz się?
-Musimy teraz o tym gadać?
-Wolisz się jeszcze raz ze mną przespać?
-Teraz marzy mi się gorąca kąpiel. - Uśmiechnęłam się słodko do chłopaka i już wiedziałam, że zaraz będę miała to o co go poprosiłam.

środa, 27 listopada 2013

Rozdział dwudziesty pierwszy.

-Przesuń się, chcę położyć się spać.
-Nie, póki ze mną nie porozmawiasz.
-A może kurwa, nie mam ochoty z tobą gadać?
-Już to robisz, nawet kłócisz się ze mną. - wstał i podszedł do mnie. - Stęskniłem się za tobą. Przepraszam, że to zrobiłem - przycisnął mnie do ściany i pocałował, gdy tylko udało mi się go odepchnąć dostał z liścia.
-Za co dostałem?
-Za gówno wiesz? Od 3 dni marzyłam, żeby to zrobić. Dobranoc.
Wyminęłam go i wzięłam Jessie do łóżka.
-Mogłabyś przestać się fochać?
-Nie, nie mogę. Co miałeś w tej pustej głowie?
-No jak sama mówisz, że pustej, to chyba nic? - myślał, że to jest śmieszne. Tak to było śmieszne, próbowałam powstrzymać uśmiech, ale mi się to nie udało - Patricia, no proszę. Nie gniewaj się na mnie. - podszedł do łóżka i położył się kładąc głowę na mojej piersi.
-Zamknij się już i idź spać.

*Dwa tygodnie później*
-Mamo, zajmiesz się J.? - zrobiłam słodkie oczka do rodzicielki.
-A gdzie wychodzisz?
-Louis chce zabrać mnie dzisiaj na kolacje.
-Wybaczyłaś już mu ten głupi żart?
-Właśnie, to jest przeprosinowa kolacja.
-No przecież, wiesz, że się nią zajmę. Gdzie jedziecie?
-Nie wiem dokładnie, ale mówił, że to czterogwiazdkowa restauracja.
-Więc leć się szykować i załóż jakąś sukienkę żeby ładnie wyglądać.
-Myślisz, że z tym brzuchem po ciąży mogę ładnie wyglądać? Bo mi sie nie wydaje.
-Będziesz ćwiczyć to zniknie, a że nic nie robisz, to nie marudź.
-Wiesz co, kochana jesteś. - pocałowałam mamę w policzek i poszłam do pokoju. Wygrzebałam z szafy jakąś sukienkę, jedną z nielicznych i poszłam pod prysznic. Włosy zakręciłam na lokówce, tworząc delikatne fale i zrobiłam lekki makijaż, dopełniając go winną pomadką. Gdy byłam już gotowa zeszłam do mamy, która bawiła się z Jessie.
-Wracasz na noc?
-A dlaczego nie? Powinnam być najpóźniej o dwunastej.
-No, wiesz jeśli mu wybaczysz to nie wiadomo co się później stanie. Możecie skończyć w łóżku.
-Maaaaaamo! Możemy nie rozmawiać na ten temat?
-Przecież kochanie się to nic złego.
-Przestań no! - zaśmiałam się, a moja rodzicielka kontynuowała dalej ten temat.
-Dobry jest w łóżku?
-Możesz skończyć?
-No, zdradź mamie, robiliście to gdy wrócił?
-Nie! Jeśli tak bardzo chcesz wiedzieć, to jeszcze z nim nie spałam.
-Grzeczna dziewczynka. Myślałam, że miałaś już to za sobą.
-Pierwszą osobą jaka mnie dotknęła to ojciec Jessicy.
-A ja podejrzewałam, że puszczasz się na prawo i lewo.
-Dzięki mamo, że masz taką opinię na mój temat.
Rozmowę przerwał nam dzwonek do drzwi, szybkim krokiem poszłam je otworzyć. Stał w nich ubrany w czarne rurki i białą koszulę Louis.
-Dzień dobry Pani Rasac. Rozumiem, że mogę porwać pańską córkę?
-Witaj Louis. Oczywiście, że tak. O 12 ma być w domu i ani chwili dużej, nie zamierzam zajmować się przez całą noc wnuczką.
-W takim razie odstawię ją na czas.
-Przestaniesz już być taki milutki i może wyjdziemy?
-Do widzenia pani Rasac. Pa Jessie.
Podeszliśmy do auta a Louis otworzył mi drzwi od strony pasażera.
-Przeszedł już foch?
-A jeśli powiem, że nie, to coś zmieni?
-Nie, nie uciekniesz od tego.
-A powiesz mi chociaż po co jedziemy do tej restauracji?
-hmmm.. Bo nigdy nie zabrałem Cię na prawdziwą randkę? Czas to nadrobić.
Przez dalszą drogę siedzieliśmy cicho. Tommo pośpiewywał piosenki kierując słowa do mnie, a ja patrzyłam się w dal przez boczną szybę. Nawet nie wiem kiedy dojechaliśmy, bo dopiero z zamyślenia wyrwał mnie Louis, gdy otworzył drzwi od mojej strony.
-Wychodzisz, czy mam pannę zanieść?
-Dam sobie radę.
-Nie mówiłem Ci tego dawno, ale ładnie wyglądasz.
-Och, dziękuje. A mógłbyś nie kłamać?
-Patricia, mówię prawdę. Podobasz mi się taka jaka jesteś.
-Przestań słodzić okej?
-Nie mam zamiaru się dzisiaj z tobą kłócić, więc rusz tą sexi dupę i maszeruj do środka.
Cały Tomlinoson.
-W czym mogę państwu pomóc? Na jakie nazwisko była rezerwacja? - zapytał nas kelner.
-Tomlinson, Louis Tomlinson.
-Ahh, to pan. Proszę za mną. Miejsce na tarasie, specjalnie dla państwa. Zaraz zostaną państwo obsłużeni. Szampan czy wino?
-Patricia, co wolisz?
-Decyduj.
-Poproszę dobre pół słodkie wino.
-Za chwilę przyniosę.
-Możesz mi powiedzieć po co ta cała szopka?
-Siedź cicho. - Zobaczyłam, że ten sam gość co nas tu przyprowadził wrócił z winem, o które prosił Louis.
-Za chwilę szef kuchni przygotuje dla państwa zamówione danie.
I wyszedł, tutaj jest sztywno, na szczęście mama nauczyła mnie tego jak należy się zachowywać, gdy Louis podniósł wypełniony alkoholem kieliszek zrobiłam to samo z pełną gracją. Nie rozmawialiśmy tylko siedzieliśmy w ciszy patrząc się na siebie.
Jedzenie też konsumowaliśmy nic nie mówiąc. Po deserze byłam już taka pełna, że miałam ochotę pójść spać.
Na taras wszedł skrzypek i zaczął grać spokojną melodię.
-Zatańczysz ze mną Patricia? - wyciągnął do mnie rękę i pomógł wstać. Bujaliśmy się lekko, przysunął się do mnie bliżej, a ja położyłam głowę na jego ramieniu, lecz zaraz zostałam zmuszona do obrócenia się.
Muzyk zmienił melodię a Louis uklęknął na kolano.
-Panno Rasac, uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie?
Louis wyciągnął w kieszeni spodni czerwone pudełeczko.

wtorek, 26 listopada 2013

Rozdział dwudziesty.

-Cześć? Gdzie ja jestem i co tu robię?
-Kochanie.. Miałeś wypadek, to moja wina, może gdybym Cię wtedy nie zdenerwowała..
-Nie wiem co się stało, ale na pewno to nie była twoja wina.
-O obudził się pan, panie Tomlinson.
-Dzień dobry, co mi jest?
-Pańska narzeczona to wytrzymała kobieta, skoro przesiedziała tu całą noc i pozwoliła mamie zabrać dziecko. Pana stan nie jest najlepszy , ale też nie najgorszy.
-Ja mam z tobą dziecko? - zwrócił się do mnie.
-To ja was może zostawię, przyjdę za pół godziny - lekarz wyszedł, a ja zostałam z nim sam na sam.
-Louis, co się z tobą dzieje?
-Nie wiem kim jesteś. Nie wiedziałem nawet jak mam na imię.
-Nie żartuj sobie, to nie jest śmieszne. - oczy miałam już pełne łez - dopiero co Cię odzyskałam. Nie dam rady jak stracę Cię drugi raz - wybiegłam z sali i zadzwoniłam do chłopaków. Czekając na nich zostałam zawołana przez pielęgniarkę, że Louis chce mnie zobaczyć. Powoli weszłam do sali i usiadłam na krzesełku obok łóżka.
-Nie odpowiedziałaś mi na pytane, czy to moje dziecko o którym mówił lekarz i czy na prawdę jesteś moją narzeczoną?
-Nie, dziecko nie jest twoje, zostałam zgwałcona, a Ty mnie uratowałeś, potem okazało się, że jestem w ciąży, chciałam się zabić, ale Ty znów mnie uratowałeś. Nie jestem twoją narzeczoną, powiedziałam tak abym mogła być przy tobie.
-To kim dla mnie jesteś?
-Dziewczyną byłam w grudniu, ale dzień przed gwiazdką ode mnie odszedłeś. Potem zaczęli mi grozić i tydzień temu wróciłeś mówiąc, że mnie kochasz.
-To jest pojebane.
-Ja przepraszam, ale muszę wyjść - po moich policzkach spłynęły łzy, gdy wyszłam z sali zobaczyłam całą szóstkę stojącą przed drzwiami.
-Przepraszałam - przepchnęłam się miedzy nimi, ale zostałam pociągnięta za rękę przez Jacksona.
-Pat, co się stało? - zadał mi pytanie Dean, to on przejmuje dowodzenie gangiem gdy Louis nie może.
-On mnie nie pamięta. Nie Pamięta mnie. Zostaw mnie, ja muszę ochłonąć.
Zadzwoniłam do mamy, żeby przywiozła mi małą do szpitala. Gdy w końcu przyjechała powiedziałam jej co się stało, a ona bez słowa mnie do siebie przytuliła, nic nie mówiąc. Wzięłam małą na ręce i ja do siebie przytuliłam. Czułam się jakbym go znów straciła.
-Wracaj do domu, ja też pewnie niedługo pojadę.
-Chcesz jakieś pieniądze? Przecież nie pracujesz, więc chyba są Ci potrzebne.
-Jeśli możesz to zostaw mi trochę, jakieś 10 funtów.
-Nie rozśmieszaj mnie Patricia, masz to i kup sobie coś do jedzenia.
-Kocham Cię.
-Wszystko będzie dobrze skarbie. Wyjdzie z tego, spędzaj z nim jak najwięcej czasu.
-Dziękuję mamo.
Poszłam po kawę i kanapkę, którą dostałam w szpitalnej kawiarni. Usiadłam przed salą gdzie znalazłam też dziewczyny.
-Jest już Patricia? - usłyszałam głos Dean'a - o jesteś. Louis chcę Ci coś ważnego powiedzieć. Chłopaki chodźcie.
Do sali weszłam wraz z Jessie.
-Usiądź, proszę - wykonałam jego prośbę. - Patricia, ja sobie tylko żartowałem.
Spojrzałam na niego zszokowana.
-Nie, no nie wierzę - wyszeptałam.
-Chciałem zobaczyć jak reagujesz.
-Nie odzywaj się! Przegiąłeś. Ja na prawdę myślałam, że straciłeś pamięć.
-Oj nie obrażaj się, to był tylko taki głupi żart.
Wyszłam z sali nic nie mówiąc.
-Kto zawiezie mnie do domu?
-Dziewczyny jedźcie, ale uważajcie na drogę.

*Trzy dni później*

Dzisiaj wypuszczają Louisa do domu, nie odezwałam się do niego przez te trzy dni nawet słowem. To co zrobił według mnie jest poniżej krytyki. Ciesze się ze jest z nim dobrze ale przeciął. Zaprosiłeś dzisiaj do siebie Charl, żeby była ze mną jak przyjedzie ten idiota. Zrobiłam nam po herbacie i siedzieliśmy w pokoju rozmawiając o wszystkim.
-Charlotte, chciałam się zapytać czy zostałabyś chrzestna Jessie?
-Oczywiście ze tak! Nie wyobrażałam sobie innego rozwiązania.
Przyjaciółka przytuliła mnie i pocałowała w policzek,
-No mała, będziesz miała najlepszą chrzestna na świecie - zwróciła się do J.
Gdy już zdążyliśmy wypić jedną herbatę poszłam zrobić kolejna i zaprosić dziewczyny na górę. Mimo chłopaków, którzy powinni niedługo przyjechać postanowiliśmy zrobić sobie babski wieczór z komediach romantycznymi, losami i ciepłym kakaem, ale zanim to nastąpiło uslyszalysmy wchodzących chłopaków do domu. Wiedziałam ze pierwsza rzeczą jaką zrobi Louis będzie przyjście na górę, tak też się stało.
-Patricia moglibyśmy porozmawiać?
-Nie widzisz ze mam gościa?
-Nie, to nie. Prosić się kurwa nie będę.
-Jeżeli stąd wyjdziesz to będzie najlepszą rzeczą jaką możesz zrobić w tym momencie.
-W takim razie pogadamy później.
O 20 wykąpałam Jessie i położyłam spać.
-Kochana, to ja już będę lecieć, pewnie też chcesz się położyć. Jak coś to dzwoń.
-To my też już pójdziemy, Charlotte odprowadzimy Cię.
-W takim razie idę pod prysznic, Noami i Victoria jak usłyszycie kłótnie to przepraszam.
Jak dziewczyny wyszły zabrałam potrzebne rzeczy i weszłam do łazienki, szybki prysznic, mycie głowy i zmycie makijażu. Naszykowana weszłam do spania weszłam do sypialni, w której jak myślałam siedział już Louis.


Masz koleżankę Directioner?
Jeśli chcesz to poleć jej mojego bloga,
żebym mogła pisać dla większej grupy osób
niż tylko paru dziewczyn.♥

poniedziałek, 25 listopada 2013

Rozdział dziewiętnasty.

*Patricia POV*
Louis leży w szpitalu - te słowa cały czas siedziały mi w głowie odkąd poinformował nas o tym Tyler. Ubrałam się szybko i naszykowałam Jessie, wiem, że nie powinnam jej tam zabierać, ale to było najlepszym wyjściem. Nie wiedziałam co się stało. Szybko pojechaliśmy do szpitala. Pielęgniarka, nie chciała powiedzieć nam gdzie leży, ale okłamałam ją, mówiąc, że jestem jego narzeczoną i muszę go zobaczyć.
-Sala 21, na pierwszym piętrze.
Zostawiłam małą Noami i pobiegłam tam, gdzie wskazała mi pielęgniarka.
Tom, Jackson i Dean stali przed pomieszczeniem.
-Co się stało? - powiedzialam prawie bezgłośnie.
-To przez tego skurwiela.. Louis... On jest w krytycznym stanie.
Podeszłam do grzwi, ale nie było mi pozwolone je otworzyć. Dean przytrzymał klamkę.
-Wpuść mnie do niego! - wykrzyczałam błagalnym głosem.
-Nie możesz tam wejść. Lekarze nie pozwalają.
-Nie rozumiesz, że mam to w dupie? Zostaw te jebane drzwi i daj mi tam wejść! - byłam bliska płaczu, ae jeszcze się trzymałam. Chłopak tym razem wysłuchał moje polecenie i puścił klamkę. Gdy weszłam do sali pielęgniarki od razu starały się mnie stamtąd pozbyć, ale nie dałam się wyprowadzić. Zobaczyłam Louisa przypiętego do różnych maszyn.
-Proszę stąd wyjść, bo zaraz zawołam lekarza.
-Nigdzie nie zamierzam wychodzić.
Usiadłam przy chłopaku i do pomieszczenia wszedł doktor.
-Kim pani jest i co tu robi?
-Jestem jego narzeczoną!
Złapałam chłopaka za rękę, a w tym czasie urządzenie do którego był przypięty nagle zaczęło piszczeć. spojrzałam się na ekran - brak akcji serca.
-Siostro reanimujemy, wyprowadzić tą panią!
-Louis prozę nie! Nie możesz teraz odejść! - szarpałam się i krzyczałam, ale to i tak nic mi nie bo zaraz znalazłam się za drzwiami, po moich policzkach zaczęły spływać łzy, nie docierało do mnie nic co mówili znajomi. Noami mnie przytuliła dodając trochę otuchy.
-On nie może umrzeć - wyszeptałam, a dziewczyna się ode mnie odsunęła.
-Patricia, co tam się stało?
Nie odpowiedziałam jej, ale zaraz z sali wyszedł lekarz. - Stan Louisa Tomlinsona jest już stabilny, ale jak na razie może tylko Pani wejść. - wskazał palcem na mnie, wyminęłam koleżankę i usiadłam koło łóżka Tommiego. Palcem jeździłam w górę i w dół po jego dłoni, nie płakałam już ale na prawdę się o niego bałam.
Z tego co mogłam zauważyć miał gips na nodze, ręce i strasznie poobijaną twarz. Mam nadzieje, że szybko z tego wyjdzie, bo nie wygląda za dobrze.
-Chce pani może czegoś do picia? - zapytała się pielęgniarka, która była cały czas w sali.
-Nie, dziękuję. Może mi pani powiedzieć co mu jest?
-Trafił do nas w bardzo złym stanie, jego koledzy bardzo dobrze zrobili, że zadzwonili po karetkę, bo w drodze do szpitala był pierwszy raz reanimowany. Jego stan nie zapowiada się dobrze. Ale zrobimy wszystko co w naszej mocy, żeby wyzdrowiał.
-A będę mogła przy nim zostać?
-Radziłabym wrócić do domu, bo nie posiadamy żadnych miejsc dla takich osób jak pani.
-Dam sobie radę nawet na krześle, byle by być przy nim.
Do drzwi ktoś zapukał, nie ktoś tylko Noami, gdy je otworzyła usłyszałam płacz J. juz wiedziałam o co chodzi więc poderwałam się z miejsca i poszłam do niej. Pora na jedzenie, więc płacze.
-Patricia, wracajmy do domu. Przecież nie możesz tutaj zostać całą noc.
-Właśnie, że zamierzam. Jakoś sobie poradzę z małą.
-A może zadzwoń do matki? - Dean podsunął mi dobry pomysł.
Odeszłam od grupy znajomych i wykręciłam numer. Po pierwszym sygnale już odebrała.
-Cześć córeczko, stało się coś?
-Nie mamuś, gdzie jesteście?
-U babci. Wszystko z wami w porządku?
-Ze mną i z małą tak.. - zawiesiłam się na chwilę, co moja mama wykorzystała.
-A z Louisem?
-Jesteśmy w szpitalu. Miał wypadek i jego stan nie jest za dobry.
-Oj kochanie, tak mi przykro. Przyjechać po Jessie?
-Nie, jakoś dam sobie radę, zostańcie u babci.
-Nie będziesz z małą zostawała na całą noc w szpitalu. Zaraz zabieram tatę i jedziemy do Ciebie.
-Tylko uważajcie na drodze, proszę.
Przytuliłam do siebie małą i pocałowałam ją w czółko, postanowiłam, że pierwszy raz uśpię ją nosząc ja na rękach, zawsze zasypiała albo w wózku, albo bezpośrednio w łóżeczku. Nie chciałam jej rozpieszczać, bo od tego jest babcia.
Wróciłam z nią do sali, w której leżał Louis. Urządzenia pikały, wszystko było dobrze. Po niecałej godzinie przyjechała mama, przytuliła mnie do siebie i wzięła Jessie, mówiąc, że ja chce to mogę dzwonić w każdym momencie, bo będą w domu.
Cały czas czuwałam przy jego łóżku i trzymałam za rękę. Gdy nad ranem byłam już wykończona położyłam głowę przy jego dłoni i zasnęłam, cały czas czuwając.
Poczułam lekkie uściski dłoni, co mnie obudziło. Louis patrzył się na mnie zdezorientowany.
-Oh, Louis obudziłeś się. Przytuliłam jego dłoń do swojego policzka, ale słowa, które po tym usłyszałam, spowodowały, że zmiękły mi nogi.

niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział osiemnasty.

*Louis POV*
Powiem szczerze, że bałem się spotkać ze Stanley'em. Jak wtedy zostawiłem ją, byłem rozmawiać z szatynem, na temat jego kolegów. Mieliśmy układ, że to co należy do nas nie może zostać ruszone przez drugich, ale co prawda Patricia wtedy nie była jeszcze moja, nadal nie jest, ale Stanley nic o tym nie wie. Wsiadłem do auta z chłopakami i pojechaliśmy na miejsce spotkania, stara pusta fabryka. Byłem pewien, że on zabierze ze sobą kumpli, dlatego też Dean, Tom i Jackson pojechali ze mną, a Tyler pilnował dziewczyn w domu. Przyjechaliśmy przed czasem, żeby się nie spóźnić. Też już na mnie czekał, tak jak myślałem nie był sam, Robin, Nathan i Max stali za nim w pozycji bojowej, a ja moich chłopaków zostawiłem w aucie.
-Witam Pana Tomlinsona, myślałem, że się nie pojawisz, skoro próbowałeś zadbać o bezpieczeństwo swojej maskotki.
-myliłeś się. Po co chciałeś się ze mną spotkać? - nie chciałem pokazywać, że jestem wściekły wiec spokojnie zadałem mu pytanie.
-Milion i twoja niunia jest bezpieczna, masz 3 dni na zdobycie pieniędzy, inaczej mamusia twojej Patrici będzie w niebezpieczeństwie, bo do dziewczyn łatwego dostępu nie będę miał, skoro mają pięciu ochroniarzy.
-Powiedz mi dlaczego się od niej nie odczepicie?
-bo przerwałeś moim kolegom zabawę.
-nie pomyślałbym nigdy, że masz tak nie wychowanych znajomych. W mojej dzielnicy została zaatakowana, przekroczyłeś linie umowy.
-Ona przestała istnieć, z dniem kiedy pobiłeś mojego brata.
-ale historia z Matt'em to zupełnie inna historia, nawet nie będę wspominał kto zaczął. Pieniędzy nie dostaniesz, ale możemy się ścigać.
-Wygrywam dajesz mi pieniądze, przegrywam, zostawiam was w spokoju. Tylko gdzie i kiedy?
-Po co przekładać spotkanie, skoro już tutaj obaj jesteśmy, niech przyprowadzą nam auta i jedziemy.
-Szybki jesteś. Tak samo dziecko, pierwszy strzał i już tatuś?
-Od mojego życia się odpierdol - zwróciłem się do chłopaka - a Ty Dean jedź z Tom'em po auto, wiesz które, nie mów nic dziewczynom.
Rozmawiałem z Jackson'em o najlepszym sposobie pokonania przeciwnika bez żadnych oszustw. Pierwsi przyjechali autem Stanley'a, Ford Mustang Mach III, miałem kiedyś identyczny model, jego maksymalna prędkość bez podkręceń wynosi 293 km/h, ale ja dziś postawiłem na najlepsze auto z garażu Corvette C6 ZR1 - wraz z chłopakami dopieściliśmy ją tak, że setkę osiągała w dwie sekundy a jej maksymalna prędkość wynosiła 380km/h. Gdy tylko zobaczyłem czerwone cudo w moich oczach zaświeciły się małe cegiełki.
-Widzimy się na górze śmierci - powiedziałem i wsiadłem do chevroleta aby móc dojechać na miejsce. Dlaczego ona tak się nazywa? Dużo ludzi zmarło na niej przez wyścigi samochodowe. Jest tutaj bardzo dużo ostrych zakrętów.
Deana, sprawdzał, czy wszystko jest w porządku pod maską.
- Ten frajer przekona się, kto tu rządzi.
Przybiliśmy sobie piątki, i zamykając klapę maski, odsunął się do reszty chłopaków. Corvetta zawierała nitro, tak jak wszystkie bryki przeznaczone do wyścigów. Dodatkowym plusem tego cudeńka była jego karoseria, która dawała mu ostrego wyglądu.
- Dobrze wiesz, że to wygrasz. - Machnął ręką, wciąż w znakomitym humorze Jackson. - Musisz mi dać się nim przejechać.
Powoli podjechałem do linii startu. Obok mnie już stał Stanley z tym jego przeciętnym autkiem. Oboje zaczęliśmy gazować, gdy Nathan stanął między nami.

Gotowi...

Do startu...

Start!

Dodałem gazu, szybko ściągając nogę ze sprzęgła, i manewrując skrzynią biegów, powtarzałem tą czynność, aż do momentu wrzucenia szóstego biegu. Stanley mając auto z mniejszym przyspieszeniem, jechał zaraz za mną, gdy tylko moje auto osiągnęło pełne przyspieszenie wtedy pokazało, na co je stać. Zaczęły się zakręty, czyli coś, co jest najlepszą częścią wyścigu.
Wchodząc w pierwszy z nich, puściłem na krótko pedał gazu, co spowodowało poślizg. Operując gazem, skupiałem się na właściwym kontrolowaniu kierownicy. Nie mogę oszukiwać, ale z tym zakrętem Stanley poradził sobie dużo lepiej. Jednak to mnie nie zdekoncentrowało. Byłem we własnym świecie i tylko to się liczyło.
Wiedziałem, że mnie dogania, ale wtedy zobaczyłem kolejny, tym razem ostry skręt. Przygotowałem się, i w momencie, gdy do niego dojechałem, krótko i energicznie naciskałem stopą pedał hamulca. Trzymając dłońmi kierownicę, wyrównałem ślizg tylnych opon. Zakołysało mną trochę, ale tym razem dałem radę tak samo jak chłopak. Zaczął dzwonić mój telefon. Odebrałem włączając głośnomówiący.
-Louis, uważaj, z tego co mówili z CB w waszą stronę kierują się gliny.
-Dobra damy radę.
Tak jak mówił przyjaciel tak też się stało, po niecałych 5 minutach obok przejechał radiowóz policyjny który zaraz za nami zaczął pościg. Już była ostatnia prosta, meta i wygrałem. Stanąłem autem w poprzek, co wykorzystał Stanley uderzając we mnie, auto zaczęło się obracać a ja odpływałem.
*POV Dean*
Gdy zobaczyłem, co się stało, od razu stanąłem w miejscu i podbiegłem do przyjaciela. Auto było rozwalone, a Louis leżał odrzucony od niego z 10 metrów. Sprawdziłem tętno, wyczuwalne, więc złapałem za telefon i zadzwoniłem po karetkę. Chłopaki zajęli się gaszeniem palącego się silnika, a ja byłem przy przyjacielu. Ten skurwiel nam za to kiedyś zapłaci. Nie odpuszczę mu tego. Karetka przyjechała, a ja zadzwoniłem do Tylera, aby zabrał dziewczyny do szpitala. Patricia musiała przy nim być..

sobota, 23 listopada 2013

Rozdział siedemnasty.

Każdy, nawet mój najmniejszy ruch był pilnowany przez Louis'a, nawet to jak ją podnoszę.
Gdy tylko ją na karmiłam, od razu umieściłam ją w wózku aby móc ją uśpić. Natłok wszystkiego zaczyna mnie niszczyć. Spojrzałam na zegarek, było już po 17, Nie zamierzałam wychodzić z pokoju, ale denerwowała mnie obecność Louis'a który dalej stał i patrzył co robię. Położyłam się więc na łóżku i zwinęłam w kłębek. Spojrzałam na stłuczoną lampkę, która leżała zaraz koło mnie. Wiem, że powinnam to posprzątać.
Gdy w końcu udało mi się nabrać siły podniosłam się i zaczęłam w pierwszej kolejności zbierać ubrania, chowając je do szafy, potem zabawki. Przykucnęłam przy lampce i prz moim szczęściu zacięłam się potłuczonym kloszem. Zaraz obok znalazł się Louis, który siłą odciągnął mnie i rzucił na podłogę. Poczułam się jak bym była jakąś rzeczą, nic nie wartą. Obmyłam sobie lekko rozcięty palec wodą i w lusterku napotkałam wściekły wzrok Louisa, momentalnie opuściłam wzrok. Jego ciepłe ręce pomogły mi odwrócić się przodem do niego. Przytulił mnie do siebie i głaskał po plecach.
-Przepraszam. Poniosło mnie trochę.
Starałam wyrwać mu się, bo nie pozwolę aby ktoś mnie tak traktował i bił, może to nie było aż tak mocno, a nawet w celu ogarnięcia mojego napadu, ale nie pozwolę. Poszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko.
-Patricia, porozmawiasz ze mną?
-Nie mamy o czym - wyszeptałam - najlepiej by było jakbyś wyszedł.
-nie nie wyjdę stąd póki ze mną nie porozmawiasz.
Nie mam zamiaru dalej z nim dyskutować, wzięłam swój telefon i słuchawki aby móc posłuchać muzyki, ale on wyrwał mi go.
-Za dwie godziny idę spotkać się ze Stanleyem, nie interesuje Cię to?
-Nie za bardzo - rzuciłam obojętnie.
-to wiedz, tyle, że to chodzi o Ciebie, idę z nim wyrównać rachunki o to co zrobili Ci członkowie jego gangu. Pamiętasz jak nie odzywałem się do Ciebie przez te jebane dwa tygodnie? Chciałem aby oni dostali to na co sobie zasłużyli.
Wielka kula utknęła mi w gardle, nie wiedziałam co mam powiedzieć.
-to co robię, jest wyłącznie o twoje i J. bezpieczeństwo.
Tym gadaniem wcale mi nie pomagał. Teraz o ja czułam sie za wszystko winna, za to, że na niego i jego znajomych zesłałam niebezpieczeństwo.
-dobra widzę, że i tak masz to w dupie. Wiec do zobaczenia, może. - zaczął kierować się w stronę drzwi, nie wiedziałam co mam zrobić i powiedzieć.
-Louis, czekaj - wyszeptałam, a on stanął w miejscu odwracając się w moją stronę. Podniosłam się z łóżka i do niego podeszłam, czekając na jakiś ruch z jego strony, objął mnie i przytulił do swojego torsu.
-przepraszam królewno.
-to ja powinnam Cię przeprosić.
-nic więcej nie mów, tylko mnie pocałuj - wpiłam się w jego usta z zachłannością.
-Proszę, uważaj na siebie. Nie chce Cię stracić
Zaburczało mi w brzuchu na co Louis się zaśmiał/
-idź coś zjeść lepiej.
-o której jedziesz?
-Koło 18.30, chcemy być wcześniej.
-mogę wyjść w takim razie z dziewczynami na spacer?
-nie, bo boje się o Ciebie, nie wiesz na co ich stać. Jutro, jak wrócę to pójdziemy gdzieś.
-no dobrze.
-chodź zrobię Ci coś do jedzenia. Możemy małą samą zostawić?
-tak, nie obudzi się za szybko.
Przemknęliśmy się po cichu do kuchni, usiadłam na blacie i patrzyłam jak Tommo robi dla mnie naleśniki z czekoladą.
-proszę, zjedz to ładnie, a dostaniesz nagrodę
-poczułam się jak małe dziecko które nie słucha się rodziców.. - udałam obrażoną, a Louis pocałował mnie w policzek.
-Muszę już iść. Pamiętaj, nie wychodź poza teren domu.

czwartek, 21 listopada 2013

Rozdział szesnasty.

Noc minęła spokojnie. No dobra nie, Jessica budziła się jak zwykle, co dwie godziny z płaczem, Louis też marudził, że mam ją uciszyć, a najbardziej denerwowało go palenie światła, gdy musiałam przewinąć córeczkę.
Rano, gdy włożyłam małą do wózka, Louis jeszcze spał, więc położyłam się obok i przytuliłam do niego. Brakowało mi jego ciała, zapachu i nawet tego, że czasami był taki oschły. Chłopak leżał na plecach a moja głowa na jego torsie. Poczułam delikatne pocałunki na czubku, od razu podniosłam wzrok, a chłopak wpił się w moje usta.
-tęskniłem za tym. Przepraszam, że Cię opuściłem.
-wytłumaczysz mi co tutaj się dzieje?
-Stanley, to jest chłopak, który jest naszym wrogiem. Mówiłem Ci, ale dla twojego dobra pójdę się z nim spotkać.
-Nie zostawiaj mnie tutaj samej.
-Wrócę, przynajmniej spróbuję.
Rozłożyłam się jeszcze wygodniej na łóżku i słuchałam śpiewu ptaków, który wkradał się przez otwarte okno. Co jakiś czas patrzyłam na moją małą królewnę, która wesoło gaworzyła. O ile można to tak nazwać. Teraz mam przy sobie ukochaną córeczkę i miłość mojego życia.
-Weź ją do nas na łóżko.
-To sam wstań po nią, mi się nie chce, jestem śpiąca.
-Ale ja nie potrafię.
-Podłóż dłoń pod główkę, a drugą pod pupę i ostrożnie wyciągnij ją z wózka.
Patrzenie na bezradnego Louisa było bardzo słodkie, z chęcią mu się przyglądałam. Chłopak podał mi małą, po czym zaraz sam położył się na łóżku. Umieściłam małą po swojej lewej stronie.
Gdy leżeliśmy ze sobą jak prawdziwa rodzina do pokoju zapukał Jackson.
-oooo jak tu słodko, ale teraz Lou ruszaj dupę, mamy niezapowiedzianego gościa.
Po minie chłopaka było widać, że to nie wróży nic dobrego. Louis wstał i szybko się ubrał. Zaraz jak wyszedł zrobiłam to samo i zeszłam na dół. W salonie siedziała Noami i Vanessa, a żadnego z chłopaków nie było.
-Gdzie jest Louis?
-Z chłopakami na dworze.
-Kto przyszedł?
-prawa ręka Stanleya.
-Przytrzymajcie Jessie idę do nich.
-Patricia, nie możesz. On nie może wiedzieć, że tutaj jesteś.
-Mam to w dupie.
Ominęłam stojącą w przejściu Vanessę i wyszłam na dwór. Gdy otworzyłam drzwi i zobaczyłam stojącą osobę z gangiem Tomlinsona moje nogi zmiękły. Chłopaki odwrócili sie w moim kierunku, a w oczach Louisa widziałam złość.
-Wypierdalaj stąd, zajmij się czymś w domu!
Nie odpowiedziałam mu tylko swoją uwagę skupiłam na brunecie, jego twarz rozpoznałam od razu, to on mnie zgwałcił. Dean wyciągnął telefon i do kogoś zadzwonił. Zaraz za mną znalazła się Noami, która siłą wciągnęła mnie do środka. Gdy tylko znalazłam się tam, pobiegłam na górę i porozrzucałam wszystkie rzeczy które były w tym pokoju.
Gdy cała złość mi przeszła uklęknęłam i po prostu zaczęłam płakać, wspomnienie wróciło i teraz zauważyłam małe podobieństwo Jessicy do jej ojca. Nie chcę aby ona miała cokolwiek wspólnego z tym człowiekiem, wtedy to byłaby najgorsza rzecz jaka mogłaby mi się przytrafić.
-Patricia, mała płacze.
-Nakarm ją, ja nie mam siły. Nie chce teraz nikogo widzieć - mówiłam przez płacz - Noami wyjdź stąd i nie przychodź tutaj z małą. Proszę.
Gdy dziewczyna wyszła zwinęłam się w kłębek i siedziałam na podłodze płacząc. Dlaczego akurat mi to musiało się przytrafić?
-Gdzie ona jest? - usłyszałam wkurwiony głos Louisa, który było słychać aż z dołu. Dziewczyny musiały mu najwidoczniej powiedzieć, bo po chwili drzwi do pokoju otworzyły się z impetem.
-Co ty sobie kurwa wyobrażasz? Po jakiego chuja wyszłaś na dwór? - nie odpowiedziałam mu, na co zostałam siłą podniesiona do góry za ramiona, w które boleśnie wbijały się jego palce - odpowiedz mi kurwa, co to miało znaczyć? Dziewczyny nie powiedziały Ci, że masz nie wychodzić? - znów milczałam, na co chłopak potrząsnął mną - Pozwalasz aby twoje dziecko płakało na dole, dziewczyny sobie z nią rady nie dają a ty co? Rozpierdoliłaś wszystko w pokoju i masz jakąś jebaną chimerę.
Nie patrzyłam na niego, miałam zamknięte oczy a po moich policzkach płynęły słone łzy. Teraz one spowodowane były nagłym atakiem Louisa. Nagle poczułam piekący ból na prawej stronie twarzy, przez co moim ustom wyrwał się jęk bólu.
Spojrzałam na chłopaka, który spoliczkował mnie, miałam ochotę wyrwać mu się, ale każda próba bolała coraz bardziej, przez zaciskające się palce na moich ramionach.
-Teraz grzecznie pójdziesz po J, uspokoisz ją i nakarmisz. Nawet nie waż się wyładowywać na niej bo skończę z tobą.
-Myślisz, że byłabym w stanie zrobić coś jej? - załkałam - Prędzej siebie zabije niż ją chociażby uderzę.
Wyminęłam chłopaka i zeszłam po córeczkę.

środa, 20 listopada 2013

Rozdział piętnasty.

-Poproś kogoś, żeby przywiózł Ci rzeczy dla małej.
-Pojadę po nie sama, przecież nic Ci nie będzie.
-Dean pojedź z nią. Ja poinformuje chłopaków i Louisa o całej sprawie.
Poszliśmy do auta w którym siedziała Charl, gdy zobaczyła mnie z obstawą chłopaka, wytrzeszczyła oczy.
-grubsza sprawa niż Ci się wydaje.. - wyszeptałam przyjaciółce.
-Patricia, Ty jedziesz ze mną a twoja przyjaciółka do domu - ryknął Dean.
-mógłbyś być milszy.
- w tej sytuacji nie potrafię.
Najgorsze będzie tłumaczenie mamie całej sytuacji, boje się, że możemy mieć problemy razem z Jessie, jeżeli Louis nie załatwi swoich spraw z tym gościem. Czas na najgorsze, jesteśmy na miejscu.
-Zostaw małą, ja ją wniosę, idź pakować rzeczy.
-MAMO! - wbiegłam do domu poszukując swojej rodzicielki - mamo musisz mi pomóc!
-Co się stało córeczko i gdzie jest J?
-Zaraz Dean z nią przyjdzie, ale posłuchaj mnie teraz uważnie, musze zabrać swoje i małej rzeczy i jak na razie wyprowadzić się z domu. Nie wiem na ile i czy będę mogła się z tobą kontaktować. Nie mogę nawet powiedzieć Ci gdzie będę. Wy też musicie na siebie uważać, najlepiej by było jakbyście wykorzystali te dwa tygodnie urlopu i pojechali do babci z Mattem.
-córeczko, ale co się stało?
-mamo ja sama nie wiem..
-są pewne problemy, zdrowie, a nawet życie pańskiej córki i wnuczki jest zagrożone, ale nie ma Pani co się martwić, zaopiekujemy się nimi. Idźcie pakować rzeczy.
Wrzucałam swoje ubrania do walizki, mama zajęła się szafą Jessie, wszystko co było nam potrzebne, spodnie, bluzy i bluzki oraz moja kosmetyczka.
-Gotowa?
Spojrzałam na mamę i widziałam ten ból w jej oczach, rzuciłam się jej na szyje i zaczęłam płakać.
Bałam się tego co może nastąpić, a tak na prawde nie wiedziałam, co może się stać
Złapałam za swoją walizkę i zeszłam na dół.
-jeszcze tylko muszę wziąć rzeczy z kuchni dla małej i jesteśmy gotowe - powiedziałam do kolegi. - Mamo pożegnaj się z małą, postaram się jak najszybciej odezwać. Dean, zapomniałam wózka z auta Charlotte.
-Zadzwonisz do niej jak bedziemy w aucie, że ma go szykować. Gdy załatwiliśmy wszystko pojechaliśmy do domu chłopaka, Dean wprowadził już rozłożony wózek, a ja weszłam do mieszkania z Jessicą na rękach. Byli wszyscy, ale piewszą osobą jaką ujrzałam był Louis. Miałam ochotę rzucić mu się na szyje, ale on pierwszy to zrobił. Podbiegł do mnie z rozłożonymi ramionami i pocałował namiętnie. Gdyby nie to, że miałam dziecko na rękach zostałby spoliczkowany.
Odsunęłam się od chłopaka.
-Dean zaniesiesz wózek do pokoju w którym mam spać, chciałabym nakarmić małą i położyć ją spać.
Noami udała się na górę razem z nami, pomogła mi z przygotowaniem miejsca dla małej. Dean najpierw przyprowadził wózek a potem torbę z ciuszkami Jessicy.
-Dziękuję. Jeżeli możesz to poproś kogoś, żeby mi teraz nie przeszkadzał.
Gdy nakarmiłam już J. usłyszałam otwierające się drzwi, a w nich blondyna. Gdy tylko zamknął za sobą drewnianą powłokę skupiłam swój wzrok na dziecku, by móc je uśpić.
Jessica nie miała z tym problemu i po 5 minutach już spała. Jest dopiero 17, wiec obudzi się za dwie godziny na kąpanie i jedzenie.
-Wyjdź Louis. Chcę odpocząć.
-Patricia, źle zrobiłem. Chciałem Cię przeprosić. - wyszeptał.
-Szybko Ci się zebrało na przepraszanie.. Osiem miesięcy po tym całym jebanym zerwaniu.
-Żałowałem tego, ale to dla twojego dobra.
-Dla mojego dobra? Dla mojego dobra? Próbowałam sie zabić i gdyby nie wsparcie mamy i Charlotte pewnie ani ja ani Jessica by już nie żyła.
-Jest bardzo podobna do Ciebie.
-Mógłbyś nie zmieniać tematu? Powiedz mi co to jest za koleś?
-mój stary wróg, wiesz, przegrany wyścig, spora suma i jeszcze jego laska odeszła do mnie.
-mogłeś już sobie to darować. Daj mi odpocząć, musze sie przygotować na nieprzespaną noc.
-Połóż się a ja przypilnuje tej małej ślicznotki.
-Louis wyjdź, nie mam do Ciebie siły. Muszę iść po walizkę.
Chłopak poderwał się i zniknął za drzwiami, zaraz przyszła Noami przynosząc mi ręcznik oraz paste do zębów, żebym mogła zostawić to w łazience.
-Patricia, przepraszam, że o tym wspominam, ale Louis nadal coś do Ciebie czuje.
Powiedziała i wyszła, a zaraz pokazał się blondyn z moją walizką, który jak zwykle wyglądał zajebiście, nic się z nim nie zmieniło poza lekkim zarostem i smutku w oczach. Otworzyłam ją wyjmując z niej dresy i jakąś koszulkę i poszłam pod prysznic.
Jak zobaczyłam go dzisiaj w domu Deana, całe to głupie uczucie wróciło, tylko szkoda, że mamy tak wielkie problemy.
Minęło aż 8 miesięcy a ja go dalej kocham. Jak to możliwe?
Po ciepłej kąpieli która trwała pół godziny wyszłam z łazienki nieco mniej spięta. Chłopak leżał na łóżku i oddychał miarowo, spał. Po cichu wymknęłam się z pokoju i zeszłam na dół. Nadal byli wszyscy.
-Głodna jestem! - zaśmiałam się na co Tyler od razu się podniósł
-Ja też jestem głodny, zamówmy coś.
-Ja fast-foodów jeść nie mogę, ale jeśli chcecie to sobie zamówicie. Noami macie coś w lodówce co moge zjeść?
-Powinien być kurczak, który możesz sobie ugotować.
Vanessa poszła ze mną do kuchni i pomogła przyrządzić posiłek. Warzywa na parze i gotowany kurczak w bulionie.
-Patricia? To jest twoje dziecko i Louisa?
-Nie, zostałam zgwałcona ze skutkiem ciąży, ale nie żałuje, że nie oddałam Jes. Nie miałby kto pocieszać mnie gdy Lou mnie zostawił.
-Ale widać, że on coś do Ciebie czuje, z tego co mówiła Noami, on z Manchesteru przyjechał w godzinę, gdzie normalnie sie jedzie dwie.
-Pat! Musisz biec na górę, bo Louis nie umie sobie poradzić z dzieckiem, a się mała chyba obudziła.
Człowiekowi nawet spokojnie obiadu nie dadzą zjeść, w domu mama by się nią zajęła a ja bym mogła zrobić to co muszę.
Wbiegłam na górę a tam blondyn próbował włożyć małej smoczek, który wypadł jej podczas snu.
-Przepraszam, nie dałem sobie rady.
Wzięłam ją na ręcę uprzednio wkładając smoczka, przytrzymując go lekko palcem. Poczułam że mamy niespodzianke w pieluszce, wiec podałam J. Louisowi i naszykowałam miejsce do przebrania jej. Następnie znów umieściłam ją w wózku.
-Patricia, mogę się do Ciebie przytulić?
Zdziwiło mnie jego pytanie, a tym bardziej jego postawa. Kiwnęłam głową na zgodę. Gdy tylko mała zasnęła zeszłam na dół zjeść chwile wcześniej zrobiony posiłek.
-Pat, będziesz musiała podzielić łóżko z Louisem, niestety nie mamy tylu sypialni aby pomieścić nas wszystkich - zasmiała się Noami. - a tak jeszcze chciałam zapytać, będę mogła być przy kąpaniu Jess?
Zaśmiałam się i kiwnęłam głową na zgodę. Dziecko będzie spało pośrodku, między mną a Louisem, niech spróbuje ją przygnieść to go uduszę.



Data wstawienia rozdziału pojawia się 17.11 ponieważ wtedy zrobiłam wersje robocze :)

niedziela, 17 listopada 2013

Rozdział czternasty.

Odszedł i zostawił mnie samą, nie wiedziałam co mam zrobić. Stałam sama i czułam jak każda cząstka mnie rozpada się na małe kawałeczki, nie rozumiałam dlaczego to zrobić. Usiadłam na ławce myśląc co będzie dalej. On odszedł, a obiecywał mi, że pomoże. Nic już nie będzie tak jak dawniej.

*8 miesięcy później*
Urodziłam, ale nie oddałam dziecka. Może to był błąd, ale jak lekarze położyli mi na rękach małą, nie byłabym jej w stanie oddać. Dzieckiem zagłuszyłam pustkę po Louisie. Nadal jakaś mała cząstka mnie dalej za ni tęskniła. Tata, gdy się dowiedział o ciąży nie był zadowolony, ale po rozmowie z mamą zaczął się mną opiekować i był przeciwny oddaniu dziecka. Rodzicie wspierali mnie każdego dnia.
-Mamo! Ubierz Jess, chciałam się spotkać z Charlotte więc zabieram małą na spacer, a jeszcze sama musze się naszykować.
Z racji tego, że mamy lato mogę wychodzić z małą codziennie. Wciągnęłam na siebie czarną spódniczke i bordową koszulkę na ramiączkach. Włosy związałam w wysoką kitkę, bo tak jest wygodniej przy małym dziecku. Jessie jest bardzo podobna do mnie, przez co bardzo się ciesze, dzięki temu aż tak bardzo nie przypomina mi w jaki sposób powstała.
Nie wiem jak poradze sobie z jej pytaniami gdy już będzie rozumna. Jako matka z dzieckiem pewnie nie za szybko znajde kogoś kto się nami zaopiekuje. Mówi się trudno.
-A nakarmiłaś ją już? Czy masz zamiar siedzieć w parku i ją karmić?
-Zapomniałam, ale sukieneczka wcale nie przeszkadza przecież w karmieniu. - zaśmiałam się gdy tylko zeszłam do salonu i zobaczyłam małą.
-Odzywał się do Ciebie?
-Kto mamo?
-Wiesz o kogo pytam.
-Nie widziałam go, nie rozmawiałam z nim, nawet lepiej. W końcu mam spokój.
-Nie chcesz zabrać przypadkiem Matt'a ze sobą do parku?
-Nie rozśmieszaj mnie mamo. Jak zostaniesz pewnego razu z Jessie to wezmę go do wesołego miasteczka, pasuje?- rozmawiałam z mamą karmiąc J(czyt. dżej)
Dzisiaj w Londynie było na prawdę ciepło. Co ostatnio zdarza się bardzo rzadko. Mama ostrożnie włożyła małą do wózka i pomogła wynieść mi go na zewnątrz. Spojrzałam na zegarek. Mam pół godziny aby znaleźć się w parku, który jest oddalony od mojego domu o kwadrans. Nie spieszyłam się, ale i tak byłam wcześniej niż moja przyjaciółka. Usiadłam na ławce nie przestając bujać mojej kruszynki. Patrzyłam jak zasypia.
Moim oczom ukazała się przyjaciółka. Uśmiechnęłam się do niej a ona po chwili mnie pocałowała w policzek.
-Jestem bardzo dumną chrzestną.
-Hahaha, a skąd wiesz, że nią będziesz?
-Bo mnie kochasz i zrobisz to dla mnie. Mogę ją wziąć na ręce?
-No przecież wiesz, że tak. Idziemy do Strackbursa?
-Ciastko, lody i mrożona kawa?
-Jak zawsze - tak.
-Patricia, ostatnio widziałam Louis'a w okolicy sklepu mojej mamy.
-Najwidoczniej wrócił. Ostatnio o nim myślałam. Przypomniałam sobie te wszystkie sms'y które od niego dostałam jak byłyśmy wtedy na kawie co nie pozwolił mi wychodzić. - wzięłam od przyjaciółki małą która zaczęła płakać - w jakiś sposób Jessie też przypomina mi o nim każdego dnia.
-Jestem ciekawa dlaczego tak zrobił.
Gdy Charl poszła zamówić nasz zestaw, ktoś położył mi karteczkę na stoliku i wyszedł. Nie rozpoznałam osoby.
"Powiedz Louisowi, że jeżeli nie pokaże się za dwa dni tam gdzie miał być, coś będzie mogło się stać tobie, albo twojemu dzieciakowi" - to co przeczytałam było dla mnie szokiem. Nie rozumiałam dlaczego to ja jestem powiązana z nim. Od 8 miesięcy nie widziałam go, ani nawet z nim nie rozmawiałam.
Wykręciłam do niego telefon, ale jak zwykle nie odebrał.
Powiedziałam o tym wszystkim Charlotte, gdy tylko przyszła.
-Spróbuj z mojego zadzwonić.
-Ma wyłączony, pewnie już zrezygnował z tego numeru.
-To pojedźmy do niego do domu.
-Do Ciebie jest bliżej, więc chodźmy.
Nie myślcie, że zapomniałam o Jessie, wózek ma opcje zrobienia z niego nosidełka więc usiadłam z małą na tyle. Charlotte znała drogę.
Dom wyglądał na opuszczony, nie byłam tu od 7 miesięcy, wszystko zarosło i wyglądało strasznie, brudne okna. Wyprowadził się uciekając przede mną.
-Pat, co robimy? Bo ja się o Ciebie boje i nie pozwole ci tego zostawić.
-Pojedźmy do Noami. Ona powinna wiedzieć co się dzieje.
-musisz mnie pokierować.
Ten dom stał i wyglądał tak samo jak go widziałam pierwszy raz. Złapałam za klamke i chciałam już wychodzić ale zatrzymała mnie Charlotte.
-Pójść tam z Tobą?
-Nie, ale czekaj na mnie i na Jessie. Ona Zaraz sie obudzi więc ją wezmę.
Wysiadłam z auta mając nadzieje, że oni mi jakoś pomogą, że będą wiedzieli gdzie jest Louis i o co chodzi.
Przed drzwiami zastanawiałam się chwile co mam zrobić, odrzuciłam od siebie myśli wrócenia do auta, potrząsnęłam głową i zapukałam do drzwi.
-Patricia co ty tutaj robisz? - pierwsze pytanie jakie zadał mi Dean zaraz po otworzeniu drzwi - Noami chodź tutaj!
-Gdzie jest Louis?
-Nie mogę Ci tego powiedzieć.
-Pat! Cześć. - dziewczyna uśmiechnęła się do mnie.
-to twoje? - zapytał Dean.
-tak. Jessica.
-to Louisa? - tym razem Noami.
-nie.
-to po co go szukasz?
-Dean idioto, może byś najpierw wpuścił Patricie do środka a nie stoimy na progu. - ponagliła go Noami.
Weszliśmy do salonu, dzisiaj było tutaj bardzo cicho.
-Dlatego go szukam - pokazałam im karteczkę i czekałam na jakiekolwiek słowo.
-To jesteśmy w dupie.
-Dzwoń do matki, że nie wrócisz do domu.
-Chyba sobie żartujesz, ja mam dziecko, a tam wszystkie potrzebne artykuły.
-Wyślij kogoś żeby ci je przywiózł.
-możesz mi powiedzieć o co chodzi?
-to Stanley. Poznałem jego pismo, masz przejebane.